wp

Kiedy naprawdę zginął Szymon z Cieszyna?

Wyniki sekcji zwłok są niepodważalne: chłopczyk umarł na skutek uderzenia lub kopnięcia w brzuszek. Dziecko konało przez kilka dni. Czy rodzice z premedytacją porzucili umierającego synka nad brzegiem stawu w Cieszynie? I drugie pytanie: czy dziecko żyło, gdy wrzucano go do zamulonego stawu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kiedy naprawdę zginął Szymon z Cieszyna?
(Policja.pl)

Szymuś umierał długo. Konał w mękach przez kilka dni. Co do tego biegli nie mają żadnych wątpliwości, bo sekcja zwłok wykazała, że zgon malca, spowodowany pęknięciem jelita cienkiego i rozległymi urazami jamy brzusznej, nie nastąpił od razu. Czy Beata Ch. i Jarosław R. z zimną krwią patrzyli na gehennę synka czekając, aż skona, czy też wywieźli dziecko i jeszcze żywe porzucili nad stawem w Cieszynie?

Wczoraj rodzice Szymona R. spędzili czas w bielskim sądzie. Tam ważyły się losy ich aresztu. W tym czasie śledczy z Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej nie próżnowali. – Zeznania Beaty Ch. i Jarosława R. nieznacznie się od siebie różnią. Bezsporne jest, że to są rodzice chłopczyka, którego ciało wyłowiono w Cieszynie. Oboje się do tego przyznają. Postawiliśmy matce zarzut zabójstwa, a ojcu nieudzielenia pomocy swojemu synowi – mówi Małgorzata Borkowska, rzeczniczka bielskiej prokuratury.

wp

– Nie możemy zbyt wiele ujawniać z zeznań obojga. Powiem tylko że, śmierć chłopczyka miała miejsce w Będzinie. Tak wynika ze wstępnych wyjaśnień matki. Okoliczności, w jakich do tego doszło też na razie nie mogę ujawnić. Matka dziecka zeznała, że zgon chłopca miał miejsce pod koniec lutego 2010 r. Jego ciało znaleziono po południu 19 marca 2010 r. – mówi prokurator Borkowska.

To niezwykle ważne ustalenia. Jeśli Szymek doznał ciężkich obrażeń pod koniec lutego, to co się z nim działo przez blisko trzy tygodnie? Przecież przy urazach, które były przyczyną jego śmierci (uraz brzucha, pękniecie jelita cienkiego) malec musiał bardzo cierpieć! Rok temu śledczy podali, ze śmierć chłopca nie była nagła. Mogła trwać co najmniej kilkanaście godzin, jak nie kilka dni. Co rodzice zrobili z tym biednym dzieckiem? Gdzie przetrzymywali go, nim jego ciało zostało znaleziono w Cieszynie? To staw hodowlany. Zwłoki Szymusia nie mogły tam leżeć dłużej niż kilka godzin. Najpewniej wrzucono go w nocy, bo za dnia przechodzą tam ludzie.

Beata Ch. i Jarosław R. wrzucając ciałko Szymusia do stawu musieli działać w pospiechu. Nie wiedzieli, że staw jest zamulony i jest tam tyle błota, że zwłoki dziecka szybko wypłyną. Ile czasu mógł spędzić w tym stawie, nim go znaleziono?

– Możemy tylko tyle powiedzieć, że ciało chłopca, gdy je znaleziono, było już w rozkładzie – mówi prokurator Borkowska. Czy zatem żył, gdy wrzucano go, jak śmiecia do wody? Śledztwo powinno wszystko wyjaśnić. Podobnie wiele innych zagadek. I tę najważniejszą - kto zadał cios w brzuch małemu chłopcu? Gdyby wierzyć matce Szymusia, że do śmierci dziecka doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku, zupełnie nie zrozumiały jest fakt, że nikt z rodziny nie wezwał pomocy.

wp

Ważnym dla śledztwa może okazać się wyznanie Anny D., córki Beaty Ch. z pierwszego związku, że Szymek przeszkadza mamie, że ta chce go oddać do adopcji, chce się go pozbyć. Kluczowe będą zatem szczegółowe zeznania rodziców chłopca i najbliższych członków rodziny, a także sąsiadów z ul. Piłsudskiego w Będzinie, gdzie co najmniej od 4 lat mieszkali. Śledczy mają nadzieję znaleźć odpowiedź na pytanie, czy chłopczyk jeszcze żył, gdy rodzice wyrzucali go do stawu.

Polecamy również w internetowym wydaniu Fakt.pl: Chłopiec z Cieszyna zginął przez rodziców. Konał kilka dni

Polub WP Wiadomości
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.