Coraz większe bezrobocie wśród absolwentów wyższych uczelni to nie tylko efekt sytuacji na rynku pracy. Młode pokolenie ma coraz większe wymagania, którym pracodawcy nie potrafią sprostać. - Nawet gdy osoby z tego pokolenia trafiają do firm, często szybko rezygnują z pracy już po dwóch lub trzech miesiącach. Trafiające do banków pokolenie Y niestety odchodzi, mówi: "tutaj jest nudno, nic się nie dzieje" - wyjaśnia Renata Gut, trener i wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego.
Przeczytaj też:
Stoimy przed wielkim przewartościowaniem
Nadchodzą trudne czasy - jakie wyzwania przed nami?
Ponad połowa bezrobotnych, to osoby, które nie ukończyły 35 lat, z czego to wynika? Czy młodym pracownikom brakuje kompetencji? Czy mamy do czynienia z "pokoleniem bezrobocia"?
Ważne są tu dwie tendencje. Po pierwsze, ludzie którzy nie ukończyli 35 lat są w porównaniu do poprzednich pokoleń zdecydowanie lepiej wykształceni. W wielu miejscach pracy tak wysokie kompetencje, jakie spotykane są u pracowników w tym wieku, nie są wymagane. Nie do końca jesteśmy też gotowi znaleźć dla nich odpowiednio dużo miejsc pracy i wykorzystać ich kompetencje. Po drugie, zawody do których trafiają osoby z pokolenia Y, są w ogólnej formule klasyczne, co oznacza, że wymagają bardzo wielu kompetencji umysłów ścisłych. Trzecia ważna rzecz to to, że nie do końca absolwenci mają możliwość kontynuowania swojego kierunku studiów w dalszej pracy. Trafia się coraz więcej osób, które pracują zupełnie nie po linii wykształcenia.
Kogo zalicza się w Polsce do pokolenia Y?
Antropolodzy amerykańscy robili badania, aby określić liczebność osób z dominacją prawej i lewej półkuli mózgu oraz z tzw. mózgiem bez dominacji. 30 lat temu zauważono tendencję wzrostu liczby osób z dominującą prawą półkulą. Dominacja oznacza w tym przypadku szybszą pracę danej półkuli z informacją, a szczególnie w dwóch sytuacjach życiowych - wtedy gdy wkracza w sytuacje nowe i wtedy gdy osoba działa w stresie. Pokolenie, które badano wcześniej nazywano pokoleniem X, gdy pojawiły się różnice, nowemu pokoleniu nadano nazwę Y. W Polsce do tego pokolenia zalicza się osoby urodzone po 1985 - 1986 roku.
Jakie cechy wyróżniają osoby z dominacją jednej z półkul?
W 1981 roku Roger Sperry dostał nagrodę Nobla za określenie czegoś, co nazywamy specyfikacją pracy lewej i prawej półkuli. Mówiąc kolokwialnie, określił w jaki sposób, lewa i prawa półkula pracuje z informacją. Fascynujące jest to, że wszystko ułożone jest w pary - gdy półkula lewa jest analityczna, prawa zajmuje się syntezą, jeżeli lewa pracuje liniowo, prawa pracuje wielowątkowo, jeżeli lewa jest półkulą, dla której ważny jest czas, prawa lubi pracować ponadczasowo, bez presji, lewa lubi procedury, konkrety, fakty, daty, liczby, prawa pracuje obrazami, jest emocjonalna, intuicyjna. Kiedyś w Polsce pisano, że prawa półkula odpowiada za kreatywność i tak to się niestety utarło.
Wyjątkowo fatalne wyniki z egzaminów, zarówno gimnazjalnych jak i maturalnych, z przedmiotów ścisłych pokazały, że naprawdę coś jest nie tak.
Młodzież jednak inna nie będzie, więc trzymałabym się tendencji, że to my, w postaci tzw. świata dorosłego, zastanawiającego się jak pomóc, czy jak warto wykorzystać ten potencjał, powinniśmy oprzeć się na wiedzy i jak najszybciej dopasować
Kreatywne są obie półkule, ale każda w nieco inny sposób. Lewa będzie kreatywnie rozwiązywać zadania z matematyki, a prawa będzie kreatywnie rzeźbić. Stąd kolokwialnie mówi się, że lewe półkule, to umysły ścisłe, analityczne, konkretne i precyzyjne, po polsku mówi się "jasno, krótko i na temat", a prawe to te artystyczne, humanistyczne, wielowątkowe, niestety czasami uznawane za chaotyczne, spontaniczne, ale też twórcze, to właśnie one przeważają w pokoleniu Y.
Czym pracownicy z młodego pokolenia różnią się od starszych kolegów i koleżanek na rynku pracy?
To pokolenie jest szybkie, dynamiczne, energiczne, wielowątkowe, wszechstronne, bardzo lubi pracę w zespołach i wymianę doświadczeń. Nie do końca jest gotowe na uczestnictwo w tzw. wyścigu szczurów.
Bezrobocie nie musi wynikać tylko z braku możliwości znalezienia pracy. Można powiedzieć, że nawet gdy osoby z tego pokolenia trafiają do firm, często szybko rezygnują z pracy, już po dwóch lub trzech miesiącach. Mówią sobie: "to nie jest to czego szukam, ludzie nie lubią tu pracować zespołowo, chciałbym uczestniczyć w wielu projektach, nie widzę tu perspektyw po tym, co zobaczyłem w krótkim czasie, nie mam tu czego szukać". Z jednej strony nie do końca są przekonani, jakie są ich mocne strony i nie do końca wiedzą, czego chcą, z drugiej strony są mniej cierpliwi, nie chcą czekać na efekty.
Pokolenie wcześniejsze, nazywane w tej teorii pokoleniem X, czyli osoby urodzone przed 1986 rokiem, całkiem nieźle trzyma się swoich miejsc pracy. Są to menedżerowie z dobrym wykształceniem, którzy niechętnie wpuszczają do swoich zespołów osoby młode, bez doświadczenia, ale z większymi kompetencjami. Proszę sobie wyobrazić dyrektora, który pracuje od 20 lat, ale nie do końca jest kompetentny w elektronicznym obsługiwaniu firmy, nie do końca zna angielski i zatrudnia pracownika w wieku 28 lub 29 lat, znającego cztery języki, który jest świetny, mobilny i właściwie może robić wszystko. Postrzega się tę sytuację tak, że nie jesteśmy przychylni młodym ludziom, którzy szanują swoje wartości, ale też szukają równowagi między życiem prywatnym i zawodowym.
|
| |
Mówi pani, że rynek pracy wymaga więcej osób "ze ścisłym sposobem myślenia", czy powodem takiej sytuacji może być to, że studenci w przeszłości wybierali częściej kierunki humanistyczne? Uczelnie odpowiadając na zainteresowanie samych studentów, otworzyły wiele takich kierunków i przyjmowały na nie coraz więcej osób. Teraz okazuje się, że profil rynku pracy zupełnie nie pasuje do profilu uczelni. Ktoś, kto nie zaczął studiować fizyki mimo, że na tym kierunku były wolne miejsca może teraz żałować?
Polska szkoła latami preferowała i budowała bardzo wysokie poczucie własnej wartości szczególnie w osobach, u których dominuje lewa półkula mózgu. Zawsze preferowane były osoby, które świetnie liczyły, tzw. umysły ścisłe, matematyczne. W tej chwili mamy do czynienia z dwoma zjawiskami. Po pierwsze mamy szkoły, które zaczęły narzekać na młodzież, że jest inna, że stare metody na nią nie działają, że nauczyciele uczą tak samo, ale nauczanie przestało być efektywne. Wyjątkowo fatalne wyniki z egzaminów, zarówno gimnazjalnych jak i maturalnych, z przedmiotów ścisłych pokazały, że naprawdę coś jest nie tak. Młodzież jednak inna nie będzie, więc trzymałabym się tendencji, że to my, w postaci tzw. świata dorosłego, zastanawiającego się jak pomóc, czy jak warto wykorzystać ten potencjał, powinniśmy oprzeć się na wiedzy i jak najszybciej dopasować.
Działamy w starym schemacie "pokaż mi czego nie umiesz, a ja cię na pewno tego nauczę i zobaczysz, że dam radę bez względu na koszty". Tak wygląda edukacja polska, która zawsze bazowała raczej na mocnych stronach nauczycieli, ale słabych stronach uczniówRenata Gut
Po drugie, rzeczywiście otwierano bardzo dużo kierunków humanistycznych i nie bez powodu, ponieważ liczba osób, która chętnie szła na te kierunki była i jest bardzo duża. Mam zajęcia ze studentami na tych kierunkach i widzę, że one są pełne. Ale to też świadczy o preferencjach. Inna ciekawa rzecz, to to, że wiele projektów unijnych w Polsce, dedykowanych dla umysłów ścisłych nie poradziło sobie, a miały przygotować do studiowania na politechnikach i wszystkich kierunkach wymagających tej twardej logiki myślenia. Kierunki były bardzo perspektywiczne, jak logistyka, telekomunikacja i wszystkie związane z transferem danych, organizacją w czasie i przestrzeni wielowątkowego świata, w którym żyjemy. To się nie udało, nie udało się nawet zrobić naboru, gdy już znajdowały się pieniądze, nie udawało się zebrać kompletu grup, które chciałyby się w tych kierunkach kształcić. Teraz widać to bardzo mocno na politechnikach, wszystkie dodatkowe kursy, przygotowania, aby wabić i kusić przyszłych studentów, niewiele dają. Naprawdę coś się zmieniło i trzeba to uwzględnić. Gdybyśmy chcieli rokować, jakie będą zawody przyszłości, to tzw. kierunki ścisłe i techniczne również są na tej liście. Będą to zarówno zawody, które kreują pracę zespołową, ale także te, które będą zarządzały tą wielowątkową przestrzenią. Czyli tak jak pan powiedział, jeśli ktoś nie poszedł na fizykę, chociaż było tam miejsce, teraz miałby pracę, jest to bardzo prawdopodobne. Powiedziałabym nawet więcej, szukamy tych osób, które sprowadzą samolot na ziemię, wybudują most, który się nie zawali. Słowo "równowaga" byłoby tu najbardziej adekwatne.
|
| |
Co w takim razie należałoby zmienić, aby tę równowagę zachować?
Z przykrością muszę powiedzieć, że nauczyciele niewiele wiedzą o tej tendencji. To nie jest zjawisko świeże, w świecie jest ono mocno eksponowane już od 10-20 lat. Są już na świecie miejsca, które próbują się do niego przystosować. Natomiast my ciągle odkrywamy, że coś nie gra, zamiast zajmować się adaptacją. Na rynku pracy jedni i drudzy są poszukiwani, ale na przykład w bankowości, gdzie życie w procedurach, pewnych kolejach rzeczy, procesach, szczegółach, faktach i precyzji jest ważne, trafiające do banku
pokolenie Y niestety odchodzi, mówi: "tutaj jest nudno, nic się nie dzieje, to tylko pozornie praca zespołowa". Obserwujemy te zjawiska zarówno od strony osób, które prowadzą rekrutację, jak i osób, które zarządzają. Przypomnę, że te klasyczne, bardzo wymagające cechy menedżera, czyli określanie celów, planowanie, zarządzanie, delegowanie, egzekucja, kontroling, wbrew pozorom nie do końca są obsługiwane przez osoby z tego pokolenia, ponieważ są młode, albo nie do końca te kompetencje mają, albo uważają je za nudne.