Na największym zjeździe muzułmanów w Polsce można znaleźć męża lub żonę, a także opracować strategię walki z islamofobią.
"Dżihad, dżihad!" - tymi okrzykami nieformalnie rozpoczął się 20. zjazd polskich muzułmanów, który odbywał się w ostatni weekend w Spale. Jego uczestnicy nie nawoływali jednak do świętej wojny, lecz
jedynie poszukiwali jednej z organizatorek spotkania, która tak właśnie ma na imię (po arabsku znaczy ono pracę nad sobą i walkę ze swoimi słabościami).
Doroczne spotkanie gromadzi około 500 osób z całej Polski skupionych głównie wokół Ligi Muzułmańskiej i Stowarzyszenia Studentów Muzułmańskich. Szacuje się, że społeczność wyznawców islamu liczy w naszym kraju około 25 tysięcy osób, z czego 5 tysięcy stanowią Tatarzy, na zjeździe jednak prawie nieobecni. Sporo osób przyjechało z innych krajów - Anna z mężem mieszkają w Düsseldorfie, gdzie prowadzą między innymi łaźnię turecką i hotel dla muzułmanów, Sara i Kerima studiują prawo koraniczne w Wielkiej Brytanii, Ahmed
jest lekarzem w Szwecji. Podczas letnich zjazdów odbywają się wykłady (w tym roku pod hasłem "Prorok Muhammad miłosierdziem dla światów") oraz liczne spotkania integracyjne. Przez kilka dni uczestnicy żyją
jeszcze bardziej po muzułmańsku niż zwykle, przestrzegając nawet tych zasad, które im na co dzień umykają.
Inaczej niż w domu
Choć w domach polskich muzułmanów mężczyźni i kobiety siedzą w jednym pomieszczeniu i jedzą przy jednym stole, w Spale nawet małżeństwa z dziećmi nie mogą mieszkać razem, a kobiety i mężczyźni są zakwaterowani po przeciwnych stronach ośrodka, jedzą w osobnych jadalniach, siedzą po dwóch stronach sali konferencyjnej. Nawet w czasie wolnym tworzą dwie praktycznie niemieszające się grupy. Takiemu porządkowi kobiety sprzeciwiły się tylko raz. Gdy wykład o zasadach życia małżeńskiego podzielony był na grupy damską i męską, kobiety najpierw przez dwie godziny słuchały swojego z dużym przejęciem, po czym zażądały, aby został on powtórzony już na forum koedukacyjnym.
Podczas zjazdu wszystkie przestrzegały zasad ubioru, co oznacza noszenie nawet w 35-stopniowym upale hidżabu, czyli chustki na głowie i luźnego stroju zakrywającego wszystko oprócz dłoni i kostek. Na co
dzień jednak część kobiet nie poddaje się temu rygorowi. - To wymaga siły, bo na ulicy można usłyszeć "terrorystka", "binladenka", "żona Osamy", a w najlepszym przypadku "Allah akbar", czasem z powodu
hidżabu nie dostanie się pracy - mówi Asia Zaghloul, pół-Polka, która przyjechała z Jordanii do Łodzi na studia, a obecnie pracuje w Centrum Kultury Muzułmańskiej w Poznaniu.
Szukam żony dla szwagra
Panuje przekonanie, że większość Polek zostało muzułmankami ze względu na męża. O tym, że w rzeczywistości decyduje wewnętrzne przekonanie, świadczy nie tylko ich biegła znajomość świętych pism i
żonglowanie stosownymi cytatami, ale również fakt, że wiele z nich to osoby samotne. Ponieważ Koran mówi, że wyznawczyni islamu może poślubić tylko współwyznawcę (mężczyzna może wybierać także spośród
niemuzułmanek), szukanie męża odbywa się siłą rzeczy w wąskim gronie, czasem także za granicą.
Aranżowanie małżeństw jest na porządku dziennym. Nikogo nie zdziwiło więc ogłoszenie, jakie podczas zjazdu zawisło w recepcji: "Salaam siostrzyczki! Jestem polską konwertytką mieszkającą w Anglii.
Przyjechałam tu z rodziną mojego męża. Szukam sióstr, które chciałyby wyjść za mąż i stworzyć muzułmańską rodzinę. Proszę o kontakt telefoniczny".
Ale nie było dużego odzewu, więc autorka ogłoszenia Sandra zgłosiła się do Halimy Foksiewicz, 52-letniej szefowej Wydziału do spraw Kobiet w Lidze Muzułmańskiej RP, która ma opinię najlepszej swatki w Polsce, skuteczniejszej od specjalistycznych stron internetowych i wszystkich znajomych razem wziętych. Gdy Sandra powiedziała Halimie, że szuka żon dla braci swojego męża (40 lat i 32 lata, Pakistańczycy od dziecka mieszkający w Londynie), usłyszała tylko: "Jakie kryteria?". Obaj bracia od przyszłych żon wymagają jedynie, by były w podobnym wieku i były dobrymi muzułmankami. Dla Halimy to pestka: - Nie ma problemu, nie potrzebują przypadkiem czterech żon? - odpowiedziała błyskawicznie. Obecnie sprawa jest w toku, ale już wiadomo, że przed końcem tego tygodnia 40-letni Faruk wyjedzie z Polski przynajmniej zaręczony. Wyznawcy islamu wychodzą bowiem z założenia, że małżeństwo dwojga bogobojnych muzułmanów musi
się udać, a miłość pojawi się prędzej czy później.
- Polskie muzułmanki są o wiele bardziej samodzielne niż kobiety w krajach arabskich, nie mówią na przykład "zadzwoń do ojca, żeby zadzwonił po pogotowie", co zdarza się u nas - mówi Mohammed Attun,
Palestyńczyk, student stomatologii w Białymstoku. Charakterystyczne dla polskich wyznawczyń islamu jest to, że właściwie nie pracują jedynie te, które są na urlopie macierzyńskim. Polskie muzułmanki na co dzień są lekarkami, pielęgniarkami, nauczycielkami, dyrektorkami szkół, prowadzą własny biznes, pracują dla wielkich korporacji, zajmują wysokie stanowiska.
wydanie internetowe: www.przekroj.pl