Na karę dożywotniego więzienia Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał 30-letniego Piotra Trojaka z Tczewa, oskarżonego o brutalne zabójstwo na tle seksualnym 11-letniego chłopca. O warunkowe, przedterminowe zwolnienie Trojak (sąd zgodził się na ujawnienie jego nazwiska i wizerunku) może ubiegać się nie wcześniej niż po 30 latach kary. Mężczyzna przyjął wyrok z kamienną twarzą.
W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił m.in., że oskarżony przez
dwa lata nosił się z zamiarem zgwałcenia jakiegoś dziecka, a
następnie pozbawienia go życia.
Było mu to nawet obojętne, czy to
będzie chłopiec, czy dziewczynka. W dzień popełnienia czynu zabrał
do plecaka między innymi dwa noże, sznurek oraz chusteczki, aby
móc się oczyścić po zabójstwie - powiedziała sędzia Marlena
Kasprzyk.
Sąd podkreślił, że Trojak zabił chłopca tylko dlatego, żeby ten
go później nie rozpoznał.
A przecież mógł zostawić swoją ofiarę w
spokoju. Być może przestraszony chłopiec nikomu by nic nie
powiedział. A jeśli nawet, to oskarżony, gdyby został zatrzymany,
odpowiadałby tylko za usiłowanie gwałtu, karane przecież znacznie
łagodniej. Tak się jednak nie stało. Oskarżony w sposób
przemyślany i do końca zaplanowany dokonał tej zbrodni - mówiła
sędzia Kasprzyk.
W ocenie sądu, mężczyzna na sali rozpraw nigdy nie wyraził
skruchy za swój czyn, choć w swoich listach z aresztu pisał, że
zmarnował sobie życie.
Biegli psychiatrzy, którzy dwukrotnie badali Piotra T., jesienią
2006 roku uznali, że mężczyzna nie jest chory psychicznie. Ich
zdaniem, w chwili popełnienia przestępstwa miał on pełną zdolność
rozpoznania czynu. Biegli stwierdzili natomiast u oskarżonego
pedofilskie zaburzenia seksualne.
Z kolei według prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, który wystąpił
jako biegły przed gdańskim sądem w lipcu tego roku, oskarżony nie
dokonał zarzucanego mu czynu na skutek zaburzeń preferencji
seksualnych. Znany seksuolog rozpoznał u 30-latka "zaniżoną
samoocenę męskości", wynikającą z nielicznych doświadczeń
seksualnych z kobietami i nieudanego związku.
W tej sprawie pasowałyby tylko kara śmierci. A jeśli już
dożywocie, to niech już to będzie tak długo, aby nigdy nie ujrzał
światła dziennego - powiedział po ogłoszeniu wyroku Bogdan
Talarek, ojciec 11-letniej ofiary.
Obrońca Marek Karczmarzyk nie chciał oceniać wyroku. Nie
przesądził też, czy będzie składać od niego odwołanie.
Do zbrodni doszło jesienią 2005 r. we wsi Łęgowo niedaleko
Pruszcza Gdańskiego (Pomorskie). 11-letni Sebastian, bawił się w
łowienie ryb nad rzeką, około stu metrów od domu. Pod pozorem
pokazania miejsca, gdzie ryby lepiej biorą, Trojak zwabił dziecko
do pobliskiego zrujnowanego budynku gospodarczego. Tam, jak wynika
ze śledztwa, kazał chłopcu uklęknąć i zdjąć ubranie. 11-latek
próbował się wyrwać. Wtedy mężczyzna zaczął go dusić, a kiedy
stracił przytomność, pchnął go nożem w okolicę serca. Próbował
zgwałcić chłopca, ale - jak później przyznał - zrezygnował, bo
czuł odrazę. Aby upewnić się, że ofiara nie żyje, poderżnął jej
gardło.
Z Trojakiem związane jest orzeczenie Sądu Najwyższego z czerwca
2006 r. Uchylono wówczas prawomocny
wyrok 15 lat więzienia dla
Tomasza K. za
zabójstwo 10-latka w Lisewie Malborskim w 2002 r. Do
tej zbrodni przyznał się bowiem w śledztwie Trojak. Stało się to
przy okazji postępowania ws. zabójstwa 11-latka w Łęgowie.
W kwietniu 2006 r. w trakcie pierwszej rozprawy w procesie o
zabójstwo 11-latka z Łęgowa Trojak nie podtrzymał jednak swoich
wcześniejszych wyjaśnień w prokuraturze, dotyczących zbrodni w
Lisewie Malborskim.
W tym roku Prokuratura Rejonowa w Malborku z powodu niewykrycia
sprawcy umorzyła dochodzenie dotyczące zabójstwa 10-latka w
Lisewie Malborskim.
(mj, aka)