Jaka jest prezydentura Lecha Kaczyńskiego?
Ponad dwa miesiące dziennikarze "Dziennika" przyglądali się, jak
funkcjonuje pałac przy Krakowskim Przedmieściu. Z ich relacji wynika, że otoczenie prezydenta toczy nieustanne, wyniszczające bitwy między sobą, a Prezydent nie potrafi nad tym wszystkim zapanować.
"Prezydent, a wokół niego dwór pełen frakcji i koterii. Dworzan
skupionych nie na pomaganiu głowie państwa, ale na wewnętrznych
wyniszczających bitwach. Kaczyński nie panuje nad swoim zapleczem"
- pisze gazeta.
"Czasami podjazdowe wojenki są dla niego wygodne,
bo jeśli nie ma ochoty czegoś robić, to zawsze znajdzie się ktoś,
kto mu przytaknie. Dwór rządzi się swoimi prawami. Urzędnicza
szarża nie ma większego znaczenia, liczy się dostęp do ucha szefa.
Prezydent na to pozwala" - ocenia gazeta.
Prezydent jest miękki dla swoich współpracowników. Byłem w
pałacu i czekałem na przyjęcie przez głowę państwa. Wrażenie było
piorunujące. Pięć kobiet dyskutujących o serialach, fryzurach i
wychowaniu dzieci. Zero pracy intelektualnej. Tak w pałacu mija
dzień - opowiada "Dziennikowi" były minister z rządu PiS.
Gazeta pisze jak na tym tle jawi się jej sam
prezydent:
"Najkrócej można powiedzieć, że jest samotny w swoim pałacu".
Leszek to jest dobry człowiek. Nie potrafi opanować tego
towarzystwa wokół siebie i jest nieszczęśliwy, bo nie lubi być
prezydentem - opowiada gazecie jego dobra znajoma.
"Dziennik" pisze, że z dziesiątek rozmów wyłania się też obraz
człowieka chwiejnego, który ma problemy z podejmowaniem decyzji.
Nawet najwierniejsi ludzie Lecha Kaczyńskiego krytykują ostatnie
dwa lata - ujawnia gazeta.
Lechowi, jego urzędnikom potrzebny jest zimny prysznic, inaczej
w następnych wyborach zajmie zaszczytne czwarte miejsce- gorzko
żartuje ważny polityk z PiS.
Te słabości wykorzystuje Platforma.
Donald Tusk, kiedy spotyka
się z prezydentem, dokładnie wie, jaki guzik nacisnąć, żeby
wyprowadzić Kaczyńskiego z równowagi. Wykorzystuje to, jeśli mu to
do czegoś potrzebne- mówi "Dziennikowi" doradca Lecha Kaczyńskiego.
Jest to o tyle łatwiejsze - w ocenie "Dziennika" - że prezydent
z trudem poddaje się perswazji swoich współpracowników, którzy
odpowiadają za jego wizerunek. I choć doskonale zdają sobie sprawę
z planu Platformy, są często bezradni, bo prezydent po prostu nie
chce ich słuchać.
Metodę wykorzystującą słabość prezydenta stosują także ludzie z
otoczenia Lecha Kaczyńskiego, tocząc między sobą nieustannie wojny.
Jak mówił "Dziennikowi" jeden z byłych polityków PiS, dwór
nauczył się straszyć Lecha Kaczyńskiego wyimaginowanymi atakami
opozycji czy mediów. Robią to, by zdobyć wpływ na prezydenta.
Ludzie, którzy nie mieli takiej odwagi, zostali w wyniku
pałacowych intryg odsunięci.
W dalszej części gazety znalazły się relacje "ludzi, którzy znają
pałac i panujące tam układy od środka": polityka z PiS, dyplomaty,
urzędnika z Pałacu Prezydenckiego, byłego ministra, wieloletniego
pracownika Kancelarii Prezydenta, znanego polityka PiS, urzędnika,
który odszedł z Pałacu, znajomego Elżbiety Jakubiak,
prezydenckiego ministra, oficera służb specjalnych, doradcy Lecha
Kaczyńskiego, byłego doradcy prezydenta, przeciwnika Kamińskiego,
pracownika MSZ, byłego ministra PiS-owskiego rządu, byłego
wysokiego rangą funkcjonariusza BOR, oficera BOR, dobrej znajomej
prezydenta. (PAP)