W ostatnich dniach urzędowania Marszałek
Sejmu Ludwik Dorn podpisał nominacje na dwóch wiceprezesów
Najwyższej Izby Kontroli - dowiedział się "Dziennik". Są to osoby
kojarzone z braćmi Kaczyńskimi. PiS twierdzi, że o upolitycznieniu
NIK nie ma mowy, ale podkreśla, że Platformie trzeba mocno patrzeć
na ręce.
Według informacji gazety nowymi wiceszefami NIK mają być Jacek
Kościelniak, poseł PiS, minister w kancelarii premiera Jarosława
Kaczyńskiego oraz Stanisław Jarosz, wieloletni pracownik Izby,
współpracownika Lecha Kaczyńskiego, gdy był on szefem NIK.
Nie
potwierdzam, nie zaprzeczam - mówi rzecznik prasowa NIK
Małgorzata Pomianowska.
Rzecznik Marszałka Sejmu Witold Lisicki potwierdził jednak, że
nominacje zostały już podpisane.
Tym samym ludzie związani z
PiS-em będą mieli prawo kontrolować
działalność organów administracji rządowej, Narodowego Banku
Polskiego i innych państwowych jednostek organizacyjnych. W
praktyce oznacza to więc, że ludzie PiS w
NIK mogą kontrolować
wszystko co będzie robił
rząd PO-
PSL - komentuje dziennik.
Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS, twierdzi, że o
upolitycznieniu NIK nie ma mowy.
Uważam jednak, że podczas rządów
PO NIK będzie miała więcej pracy, podobnie jak CBA - ocenia.
Decyzja marszałka Sejmu nie zdziwiła polityków PO.
To kolejna z
serii rozczarowujących decyzji marszałka, ale tak naprawdę to nic
nowego. Marszałek już wielokrotnie pokazywał, że jest
funkcjonariuszem PiS - mówi Cezary Grabarczyk, poseł PO.
Zastrzega, że mimo to nie traci nadziei, że NIK będzie rzetelnie i
bezstronnie wykonywała swoją misję.
Zbulwersowany decyzją marszałka jest Mirosław Drzewiecki z PO.
Nie mam nic przeciwko temu, aby patrzyli na ręce, ale styl
żegnania się PiS z władzą świadczy o nich jak najgorzej. To, że
chcą w ostatniej chwili poupychać gdzieś swoich ludzi, napawa
obrzydzeniem - mówi "Dziennikowi". (PAP)