W ciągu minionego roku Polska zanotowała największy procentowy spadek bezrobocia spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej – z 14,2 na 10,5%.
Obrazek pierwszy: budowa domku jednorodzinnego w podmiejskiej dzielnicy Katowic. Szef małej firmy budowlanej raz po raz odbiera telefon komórkowy: „Czy wezmę tę robotę? Jasne, że wezmę! Dajcie mi tylko ludzi do pracy, to wezmę!” – woła do słuchawki.
Obrazek drugi: na drzwiach do niewielkiej agencji ubezpieczeniowej kartka z ogłoszeniem: „Przyjmę do pracy agenta”. – Szukam pracownika od lutego – mówi właściciel firmy. Dodaje, że kandydaci byli, ale bez wymaganego średniego wykształcenia albo mieszkający tak daleko, że dojazd byłby nieopłacalny. No i pozostaje kwestia wynagrodzenia. W tej agencji można w sumie zarobić miesięcznie ok. 1200 zł na rękę. Niewiele, ale to przecież i tak dużo więcej niż zasiłek dla bezrobotnych. Mimo to chętnych nie ma.
Spada z wysoka
Według najnowszych danych Eurostatu, czyli urzędu statystycznego Unii Europejskiej,
bezrobocie w Polsce wynosiło w końcu maja br. 10,5%. Nasz kraj znalazł się w tym rankingu na przedostatnim miejscu. Za nami uplasowała się tylko Słowacja z bezrobociem sięgającym 10,8%. Tymczasem średnia unijna to 7%, a najniższe bezrobocie zanotowano w Holandii (3,2%) i Danii (3,3%). W ciągu minionego roku
Polska zanotowała największy procentowy spadek bezrobocia spośród wszystkich krajów Unii (z 14,2 na 10,5%).
Dane polskiego Głównego Urzędu Statycznego z tego samego czasu mówiły o 13% bezrobotnych. Różnica pomiędzy danymi Eurostatu i GUS jest jednak pozorna, bo badania te przeprowadzane są innymi metodami. Dane Eurostatu wykazują bezrobocie zharmonizowane, uwzględniające zatrudnienie sezonowe. Tymczasem GUS podaje odsetek zarejestrowanych bezrobotnych. (Najnowsze, czerwcowe szacunki mówią o bezrobociu na poziomie 12,4%).
Nawiasem mówiąc, GUS prowadzi jeszcze inne badania, według międzynarodowego standardu BAEL, który obrazuje aktywność ekonomiczną ludności. To ciekawa metoda, bo nie opiera się na tym, czy człowiek odpowie: „mam pracę” albo „nie mam pracy”, ale bada się nią to, czym ktoś naprawdę się zajmuje. Współczynnik bezrobocia, mierzony tą metodą, wynosił na koniec maja 11,3%.
Kto chce pracować w Słupsku?
Powiatowy Urząd Pracy w Słupsku zorganizował niedawno targi pracy, na które zaproszeni (czytaj: wezwani) zostali wszyscy zarejestrowani w nim bezrobotni. Było ich wówczas 6,1 tys. osób. Ponad 21% z nich w ogóle nie zainteresowało się targami. Nie przyszli, nie przysłali usprawiedliwienia. 7,5% usprawiedliwiło swą nieobecność. Tyleż samo, otrzymawszy wezwanie, odpowiedziało, że już wcześniej znaleźli pracę i nowych ofert nie potrzebują. Dokumenty, wymagane przez pracodawców od kandydatów do przyjęcia do pracy, złożyło podczas targów niespełna 5% słupskich bezrobotnych.
Rodzą się pytania: Ilu pracuje na czarno? Ilu nie chce się pracować? Ilu tak naprawdę jest w Polsce tych, którzy nie mają pracy, a chcieliby ją mieć?
Oczywiście, nie można popadać w skrajności. Wiadomo, że są w Polsce regiony, w których naprawdę trudno o jakąkolwiek pracę, że kobietom jest trudniej niż mężczyznom. Nie sposób jednak nie zauważyć, że pracy w Polsce jest coraz więcej. Minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata mówi nawet o 30-procentowym wzroście liczby ofert pracy w skali roku.