Skala wykorzystania internetu przez sztab
wyborczy Baracka Obamy to jedyna faktyczna nowość w ubiegłorocznej
kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych - wskazują
specjalizujący się w marketingu politycznym politolodzy z
Uniwersytetu Śląskiego dr Marek Mazur i Agnieszka Turska-Kawa.
Podczas spotkania ze studentami zorganizowanego w Katowicach w
dzień zaprzysiężenia 44. prezydenta USA Mazur i Turska-Kawa mówili
m.in., że na sukces Obamy - obok wykorzystania jego zalet,
zmieniającej się sytuacji gospodarczej czy też umiejętności
docierania do różnej publiczności - wpłynęło nowatorskie
wykorzystanie sieci.
Internet, jako technika marketingu politycznego, był
wykorzystywany w kolejnych kampaniach prezydenckich w
USA od czasu
jego upowszechnienia w latach 90. Skala użycia tego narzędzia
przed ostatnimi wyborami po raz pierwszy pozwoliła jednak
kandydatowi zrezygnować z wydawania na prowadzenie kampanii
środków publicznych.
- Przyjmuje się, że
Obama wydał ok. 650 mln dolarów, podczas gdy
John McCain - ok. 300 mln. W kilkunastu tzw. swing states, czyli
stanach, gdzie wynik wyborczy jest zwykle do końca trudny do
przewidzenia, Obama wydawał nawet czterokrotnie więcej niż McCain.
To właśnie głównie dzięki internetowi Obama pozyskał 3 mln
darczyńców - wskazał Mazur.
Zdaniem politologów,
internet był szkieletem kampanii Obamy.
Okazało się to ważne: już po jej rozpoczęciu prawie połowa
Amerykanów wskazywała na sieć, jako główne źródło informacji o
wyborach i kandydatach. Co trzeci wyborca obejrzał zamieszczane
tam klipy wideo o tematyce politycznej - trzykrotnie więcej niż
przy wyborach w 2004 r.
Według przytaczanych przez politologów danych Instytutu Gallupa,
co 10. Amerykanin wykorzystał podczas kampanii swoje konto
na portalu społecznościowym, by rozmawiać o polityce, wyborach lub
kandydatach na prezydenta, a połowa z tych osób specjalnie
założyła takie konto - właśnie w tym celu.
- Gdy wchodzimy na stronę Baracka Obamy, właściwie trudno z niej
wyjść. Każda przegródka pozwala na wejście do kolejnej przegródki,
pojawia się mnóstwo dodatkowych informacji, zgodnie z hasłem
"Obama Everywhere" (Wszędzie Obama) - wskazała Turska-Kawa.
Na stronie Obamy umieszczano m.in. wszystkie jego przemowy i
transmitowano wystąpienia, m.in. we wtorek - ceremonię
zaprzysiężenia. Oprócz treści związanych z polityką zawarto tam
jednak również część poradnikową np. z propozycjami rozmów do
przeprowadzenia z sąsiadami lub znajomymi w razie konfliktu -
czysto ludzkiego, niezwiązanego z polityką.
Stronę późniejszego zwycięzcy wyborów przygotowano tak, by
zaangażować wyborców w jej współtworzenie. Dzięki odsyłaczom do
specjalnych działów w kilkunastu serwisach społecznościowych
sympatycy Obamy mogli umieszczać tam własne informacje czy
filmiki. W efekcie strona rozrosła się do wielu żyjących własnym
życiem podstron i serwisów.