W atmosferze zarzutów o fałszerstwa zakończyły się wybory prezydenckie i parlamentarne w Zimbabwe. Wysunęli je zarówno przedstawiciele opozycji jak i obserwatorzy z ramienia Unii Afrykańskiej (UA).
Wstępne wyniki głosowania mają być znane do poniedziałku.
84-letni
prezydent Robert Mugabe, który ubiega się o reelekcję,
odrzuca te oskarżenia i zapowiada, że w razie przegranej wycofa
się z życia politycznego. Mugabe sprawuje władzę w
Zimbabwe od 28
lat.
Do zwycięstwa w wyborach prezydenckich potrzebna jest większość 50% plus 1 głos. Jeżeli żaden z kandydatów jej nie uzyska, odbędzie się druga tura wyborów.
Tendai Bitti, sekretarz generalny głównej partii opozycyjnej - Ruchu na Rzecz Zmian Demokratycznych (MDC) - oskarżył partię rządzącą, czyli
Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe - Front Patriotyczny (ZANU-PF), o systematyczne fałszerstwa wyborcze w celu utrzymania Roberta Mugabe przy władzy.
Fałszerstwa miały polegać m. in. na wielokrotnym oddawaniu głosów
przez zwolenników obecnego prezydenta, wydrukowaniu większej
ilości kart do głosowania niż wynosi liczba wyborców i na
wciąganiu na listy uprawnionych do głosowania fikcyjnych nazwisk.
Protest do centralnej komisji wyborczej wystosował też szef
obserwatorów z ramienia UA Marwick Khumalo.
(kiga)