Niemiecki turysta, którego - według
pierwotnych relacji - wydobyto spod gruzów w 114 godzin po
trzęsieniu ziemi w Syczuanie, w istocie ocalał podczas wstrząsów w
oddalonej nieco od epicentrum wiosce - wyjaśniła agencja Xinhua,
korygując swe poprzednie doniesienie.
62-letni Bogdan Brakus, alpinista, był w podróży ze swym
tłumaczem i kierowcą, a poniedziałkowe trzęsienie ziemi zastało go
w odciętej od świata wiosce, gdzie po 5 dniach odnaleźli go w
dobrym zdrowiu chińscy żołnierze.
Jestem całkiem zdrów i nie mam żadnych problemów - powiedział
rzekomo uratowany cudem alpinista.
Jednocześnie z Chin nadeszła wiadomość o pierwszym sukcesie
zagranicznej ekipy ratowniczej przybyłej na miejsce trzęsienia
ziemi w prowincji Syczuan (południowo-zachodnie
Chiny). Jak podało
chińskie MSZ, rosyjscy ratownicy w sobotę wydobyli spod gruzów
osobę, która przeżyła w zawalonym domu 5 dni. Brak na razie innych
szczegółów.
Chińscy ratownicy dokopali się też do dalszych pięciu osób, które
przeżyły w zawalonych budynkach. W Beichuanie w 119 godzin od
katastrofy wydobyto m.in. z rumowiska betonowych bloków dwóch
mężczyzn w wieku 52 i 69 lat.
W Yngxiu po 10 godzinach nadludzkich wysiłków strażaków i
ratowników udało się uwolnić spod gruzów 10-letnią dziewczynkę.
Powodzeniem zakończyła się również w tym mieście akcja ratowania
młodego mężczyzny, który przebywał "pochowany" za życia pod
gruzami przez 124 godziny.
Jednak szanse na dotarcie do innych osób, które przeżyły
trzęsienie ziemi są coraz bardziej nikłe - twierdzą eksperci.
Według Yuhiro Yabe, rzecznika japońskiej Agencji Współpracy
Międzynarodowej, która wysłała swych ratowników w rejon trzęsienia
ziemi w Syczuanie, w ciągu pierwszych 72 godzin po trzęsieniu
istnieją największe szanse na ratowanie ofiar.
Po upływie 5 dni
"prawdopodobieństwo jest już minimalne" - mówi rzecznik.
Dotychczas podawana przez Xiunhua liczba śmiertelnych ofiar
katastrofy dochodzi do 29.000, a jakieś 10.600 osób nadal jest pod
gruzami budynków lub przysypanych, pod ziemią.
Łączna liczba zabitych może - według chińskich władz - dojść do
50.000 osób.
(ap)