Amerykanista z Collegium Civitas dr hab. Bohdan Szklarski uważa, że pozytywnym efektem wizyty Donalda Tuska w Waszyngtonie jest deklaracja prezydenta George'a W.Busha, że rozumie, iż Polska w zamian za instalację tarczy oczekuje konkretnych, materialnych korzyści.
Od dziesięcioleci w rozmowach polsko-amerykańskich było tak, że
myśmy korzyści definiowali w kategoriach symbolicznych: poparcie,
poklepanie po plecach, Kościuszko, deklaracje o byciu kluczowym
sojusznikiem itd. Prezydent Bush potwierdził, że Amerykanie zdają
sobie sprawę, że nie o symboliczne korzyści tym razem chodzi i że
są skłonni zrobić coś dla Polski - mówił Szklarski.
Amerykanista podkreślił, że nie należało się spodziewać po
rozmowie Busha konkretnych dat czy sum, jako że duże pakiety
pomocowe musi każdorazowo zatwierdzać Kongres, a rok budżetowy
liczy się w Stanach Zjednoczonych od października.
My już jesteśmy w połowie roku budżetowego i nie ma mowy o
wygospodarowaniu dodatkowych funduszy w takiej wartości - mówił
Szklarski. Podkreślił, że z przecieków medialnych wynika, że może
być mowa o kwocie rzędu 500-600 milionów dolarów.
Szklarski ocenił też, że obowiązek wizowy przestał być dla opinii
publicznej kluczowym problemem, a
społeczeństwo nie dyszy już
żądzą jeżdżenia do USA bez wiz.
Amerykanista przewiduje, że Stany Zjednoczone zniosą wizy dla
Polaków w przeciągu kilkunastu miesięcy i uważa, że nie należy
tego wiązać z wizytą Tuska w Stanach.
Znając amerykańską politykę
wiem, że to nie będzie decyzja, która by specjalnymi drzwiami
zrobiła wyłom dla Polski - mówił.
Przestrzegał przed włączaniem kwestii wizowej do negocjacji o
tarczy, bo - tłumaczył - może się okazać, że uznamy za ustępstwo
ze strony amerykańskiej coś, co i tak by nastąpiło.
Szklarski skrytykował Tuska za pominięcie w planie spotkań
przedstawicieli amerykańskiej Partii Demokratycznej.
(bart)