Liczba ofiar potężnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło południowo-zachodnie Chiny, zbliża się do 10 tys. w samej tylko prowincji Syczuan - powiadomiła chińska agencja Xinhua.
Liczba zabitych będzie według wszelkiego prawdopodobieństwa nadal
wzrastać, ponieważ służbom ratunkowym wciąż nie udało się dotrzeć
do znajdującego się najbliżej epicentrum, zamieszkanego przez
około 112 tys. osób górzystego okręgu Wenchuan, położonego 100 km
na północny zachód od stolicy Syczuanu, Chengdu.
Także w innych dotkniętych trzęsieniem ziemi regionach tysiące
osób nadal pogrzebanych jest pod gruzami. W 60-tysięcznym mieście
Mianzhu odnotowano około 1000 ofiar śmiertelnych, natomiast
zaginionych jest blisko 5000 ludzi. Z kolei w mieście Shifang
zginęło 600 osób, lecz zaginionych jest kolejne 2300, w tym 920
uczniów.
Szacuje się, że na wschód od Wenchuanu, w okręgu Beichuan, gdzie
zniszczonych zostało 80% budynków, zginąć mogło nawet do 7
tys. osób.
W akcję ratunkową zaangażowanych jest około 17 tys. chińskich
żołnierzy, a kolejne 34 tys. są w drodze na miejsce tragedii.
Jednak deszczowa pogoda, która utrzymać się ma także w
najbliższych dniach, utrudnia niesienie pomocy poszkodowanym. W
wielu regionach wciąż nie przywrócono dostaw prądu.
Amerykańskie centrum geologiczne (USGS) oceniło siłę trzęsienia ziemi, odczuwalnego nawet w Tajlandii i Pakistanie, na 7,9 stopnia w skali Richtera. Wystąpiło około 1200 wstrząsów wtórnych o sile sięgającej nawet 6 stopni. Dało się je odczuć jeszcze w nocy z poniedziałku na wtorek.
Ognisko wstrząsów znajdowało się na głębokości około 10
kilometrów, co wyjaśnia szeroki zasięg trzęsienia ziemi.
Była to najtragiczniejsza katastrofa sejsmiczna w Chinach od 32
lat - w 1976 r. w mieście Tangshan w prowincji Hebei na północy
kraju zginęło według oficjalnych danych około 250 tys. osób.
(bart, jks)