Wygląda na to, że Katarzyna jest w dobrej sytuacji. Jej przyszłość rysuje się optymistycznie, ma kochającego męża, teściów, którzy mimo wcześniejszych napięć, są w stanie jej wybaczyć. Jeśli zgodzi się na pomoc psychologiczną, ma szansę wyjść z tego obronną ręką. Jestem zaskoczony zachowaniem ojca Magdy, Bartka. Zabrakło u niego zwykłej, spontanicznej reakcji na ekstremalnie przykrą wiadomość, jaką jest śmierć dziecka - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski dr Jerzy Pobocha, biegły sądowy, były prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej.
Agnieszka Niesłuchowska: Bartłomiej Waśniewski, ojciec Magdy pojawił się na ostatniej konferencji Krzysztofa Rutkowskiego odmieniony - ostrzyżony, w jasnym golfie. Spokojnie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Niektórzy psychologowie twierdzą, że chciał w ten sposób zakomunikować, że niczego nie ukrywa, inni uważają jego zachowanie i zmianę image'u za dziwne w obliczu tak wielkiej tragedii. Która ocena jest panu bliższa?
Dr Jerzy Pobocha: Obie są hipotetyczne, ponieważ nie wiemy, jak zachowywał się wcześniej w trudnych sytuacjach życiowych. Trudno stwierdzić, czy jest typem introwertyka, który przeżywa wszystko wewnątrz, czy człowiekiem o dużej odporności psychicznej, bo przecież na jednej z konferencji powiedział, że nie ma już siły płakać. Jeśli tak jest, to prawdopodobnie jego emocje uległy wytłumieniu, dlatego jest wypalony i zobojętniały. Nie znając dobrze człowieka, nie wiedząc, jak kształtowała się jego osobowość, a widząc jedynie wycinek z jego życia, trudno podejmować się oceny.
Czyli strój nie ma tu żadnego znaczenia?
- Raczej nie. To młody człowiek, dla którego sprawa wyglądu, a szczególnie występów przed kamerami, ma duże znaczenie. Dla ludzi nieobytych z mediami, znalezienie się nagle pod takim ostrzałem jest stresujące.
A może chciał być lepiej postrzegany?
- Nie da się tego wykluczyć, ale nie sądzę, by sam na to wpadł, może podpowiedział mu to ktoś z rodziny.
Krzysztof Rutkowski udostępnił programowi "Uwaga" nowe fragmenty z przesłuchań matki i reakcji ojca na wieść, że dziecko nie żyje. Proszony o ocenę zachowania Bartłomieja powiedział pan, że jest zaskoczony. Co dokładnie miał pan na myśli?
- Brak zwykłej, spontanicznej reakcji na ekstremalnie przykrą wiadomość. Śmierć dziecka, podobnie jak
śmierć męża czy żony jest na pierwszych miejscach w skali stresu. Dlatego niech każdy sobie przypomni, jak zachowywali się jego bliscy czy znajomi, po otrzymaniu informacji o śmierci członka najbliższej rodziny.
Kilka dni temu ojciec Magdy mówił, że wybaczył żonie i nie jest na nią zły. Jak można to interpretować?
- Jest to świadoma lub podświadoma chęć zminimalizowania winy żony. Podobną postawę przyjęli jego rodzice. Zadeklarowali, że jeśli syn wybacza, to oni również. To schemat, który zdarza się bardzo często, gdy ktoś z rodziny popełni wykroczenie, spowoduje
wypadek, wejdzie w konflikt z prawem. W takich sytuacjach rodzina demonstruje łączność uczuciową z taką osobą. Proszę zauważyć, że podczas ostatniej konferencji w podobnym tonie wypowiadał się
Krzysztof Rutkowski.
Detektyw podtrzymuje wersję o wypadku, wychodząc z założenia, że nawet jeśli było inaczej, życia dziecku nie wróci, a
matka być może poniesie za swój czyn większą karę, niż by jej się należała.
Mówi pan o ścisłych relacjach uczuciowych, ale przecież teściowa Katarzyny opowiadała o tym, że synowa nie darzyła jej sympatią, twierdziła, że jest jej całkowicie obcą osobą. Skąd zatem teraz taka solidarność z nią?
- Jej postawę należy rozpatrywać przez pryzmat relacji z synem. Teściowa mając na względzie uczucia syna, jego komfort psychiczny, jest skłonna wybaczyć synowej wszystko, po to, by nie narażać syna na dalsze przykrości. Miłość macierzyńska przyćmiła racjonalną ocenę tego, co się wydarzyło.
Jeśli Bartek tak bardzo kocha żonę, był z nią mocno związany, czy to możliwe, że o niczym wcześniej nie wiedział?
- To jego wersja. Być może właśnie to wielkie uczucie do żony powoduje, że nie powie tego, co wie. Zaślepiony miłością człowiek zrobi wszystko, by uchronić ukochaną osobę, co z kolei świadczyłoby o tym, że uczucia, jakimi darzył córkę nie były tak silne.
Trudno to sobie wyobrazić.
- Ale nie jest rzadkością. Uczucia rodziców do dzieci narastają stopniowo, nie wszyscy ludzie od razu pałają wielką miłością w stosunku do dziecka.
Teściowa Katarzyny stwierdziła, że jej synowa była bardzo zaborcza i zazdrosna o relacje Bartłomieja z córką. Myśli pan, że owa zazdrość mogła wpływać na to, w jaki sposób traktowała dziecko?
- Z tego, co wiemy, Katarzyna opowiadała o tym, że nie chciała rodzić dziecka, myślała nawet o oddaniu go, nie była z nim związana emocjonalnie. To się zdarza u kobiet, ale jest czymś wyjątkowym. Trudno mi powiedzieć, czy na jej stosunek do dziecka i to, co doprowadziło do tragedii, mogła wpłynąć zazdrość o męża. Znacznie większy wpływ miały zaszłości, nieudane dzieciństwo, złe relacje z rodzicami.
Dlaczego dziewczyna postanowiła wypić w areszcie detergent? W jaki sposób można to tłumaczyć?
- To było działanie impulsywne, ale nie traktowałbym go jako próby samobójczej. Ludzie przybywający w areszcie często robią takie rzeczy, aby zademonstrować swoje reakcje uczuciowe lub coś uzyskać.
Co?
- Wyjście z aresztu. To znana taktyka więźniów.
Sama to wymyśliła?
- Człowiek, który siedzi w areszcie ma dużo czasu na myślenie i kalkulowanie. Z drugiej strony, trzeba pamiętać o tym, w jaki sposób współwięźniowie traktują osoby, które mogły zrobić krzywdę dziecku. Być może zatem reakcja Katarzyna była spowodowana chęcią ucieczki przed tym środowiskiem. Znam doskonale sytuacje, w których więźniowie chcący zmienić celę lub zakład karny, dokonywali nawet zabójstwa innego więźnia.
Areszt to doskonała szkoła życia. Jeśli Katarzyna spotkała tam kogoś doświadczonego, mogła dowiedzieć się wielu rzeczy, m.in. tego, jak próbować uniknąć kary.
Samookaleczenie to skuteczna metoda?
-
Sądy i prokuratura patrzą na osoby, które próbowały sobie coś zrobić, łagodniejszym okiem, boją się, że osadzony może sobie zrobić coś złegoDr Jerzy Pobocha
Sądy i prokuratura patrzą na osoby, które próbowały sobie coś zrobić, łagodniejszym okiem, boją się, że osadzony może sobie zrobić coś złego.
Czy takie zdarzenie może wpłynąć na złagodzenie kary Katarzyny W.?
- Jeśli biegli psychiatrzy stwierdzą, że kobieta nie potrafi zaadaptować się w takich warunkach i wykażą, że podobne problemy emocjonalne miała w obliczu tragedii, może to zostać wykorzystane na jej korzyść.
Dlaczego Katarzyna odmówiła współpracy z pracownikiem pogotowia? Dlaczego nie żaliła się, że jest jej źle w tym środowisku?
- Odmawiając współpracy, albo zbiera „punkty” związane z oceną jej zdrowia psychicznego, chce pokazać, że nie zależy jej na zdrowiu, jakby karze się sama.
Czy pokazując, że sobie nie radzi, nie próbuje oszukać sądu i śledczych?
- Na razie i tak jest w dobrej sytuacji. Za nieumyślne spowodowanie śmierci,
zarzut, który jest na razie podtrzymywany, może dostać karę w zawieszeniu.
Jak dotąd nie wiele mówi się o zarzucie nieudzielenia pomocy dziecku. Dlaczego?
- Taki zarzut nie został jak dotąd sformułowany, ponieważ nie mamy ostatecznego wyniku sekcji zwłok.