Ambasada USA w Warszawie, naukowcy i polskie firmy z branży rolniczej wspólnie lobbowali za zniesieniem zakazu upraw GMO w Polsce, do lobbowania próbowano zaangażować również dziennikarzy, oferując zagraniczne wycieczki. Przeciw nim stanęły m.in. organizacje reprezentujące polskich rolników, które również zaangażowały się w lobbowanie w sejmie. Czy tym razem posłowie zignorują opinię publiczną i pozwolą lobbystom forsować zmiany w polskim prawie?
Przeczytaj też:
"Płody bez głów"; czy te eksperymenty zagrażają Polakom?
Czy w Polsce można będzie uprawiać na dużą skalę rośliny modyfikowane genetycznie? Prezydencki projekt ustawy w tej sprawie jest już w sejmie. Właśnie ze względu na zapisy dopuszczające stosowanie GMO, w ubiegłym roku prezydent Bronisław Komorowski po raz drugi sprzeciwił się rządowi i skorzystał z prawa weta. Powodem były nieprawidłowości podczas prac nad ustawą.
- Pan prezydent za wadę ustawy uważa sposób jej procedowania. Celem projektu rządowego było doprowadzenie do zgodności prawa polskiego z prawem Unii Europejskiej. Wbrew intencjom rządu radykalne zmiany wprowadzone w toku prac parlamentarnych wypaczyły cel i sens projektu. Uchwalona
ustawa jest nie tylko niezgodna z aktualnie obowiązującym prawem unijnym, ale co gorsza, również nie implementuje wyroku Trybunału Sprawiedliwości
UE, co może pociągać za sobą określone konsekwencje. Pan prezydent stoi na stanowisku, że ustawa niezgodna z prawem unijnym w ogóle nie powinna być procedowana w parlamencie. W sytuacji, kiedy doszło do uchwalenia takiej ustawy, pan prezydent musiał zainterweniować i ustawę zawetować - wyjaśniał Krzysztof Łaszkiewicz, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, 14 września 2011 roku (
zobacz zapis posiedzenia komisji).
Jak twierdzą przeciwnicy GMO, z nieprawidłowościami mamy do czynienia również w przypadku kolejnej nowelizacji ustawy o nasiennictwie i to od samego początku prac nad projektem. Protest przeciw pierwszej debacie zorganizowanej przez prezydenta na temat ustawy wystosowała Koalicja "Polska Wolna od GMO". Jak twierdzi organizacja, Koalicja została pominięta w debacie, mimo, że jest największą organizacją reprezentującą przeciwników GMO.
W najbliższych dniach, istotna będzie praca z przedstawicielami polskiego rządu, aby zapobiec wprowadzeniu proponowanego dwuletniego moratorium na nasiona modyfikowane genetycznie oraz aby wpłynąć na kształt projektowanych przepisówDepesza ambasady USA opublikowana przez WikiLeaks
- Ustalono tytuł debaty, który wskazuje, jaki jest cel dyskusji do osiągnięcia, czyli - albo wybieramy
GMO, albo to będzie konieczność. Zaproszono zatem do tzw. debaty społecznej tylko osoby i organizacje wybrane przez kancelarię prezydenta, podzielono uczestników na ekspertów i obserwatorów, ustalono, że każdy z nich będzie miał inny limit czasowy na wystąpienie, przyzwolono prawdopodobnie, że wśród zwolenników GMO wystąpi sześciu ekspertów, a wśród przeciwników GMO tylko trzech, ustalono odgórnie pytania, na które uczestnicy spotkania mają "wspólnie" wypracować odpowiedzi, pominięto tematykę etyczną, naukową, prawną (w tym przepisy unijne, krajowe, prawo patentowe, ACTA), żywnościową, ekologiczną oraz zdrowotną - czytamy w liście do prezydenta.
"Zmiękczanie" opinii publicznej
Dotychczasowy przebieg prac nad zmianami prawa związanymi z GMO wskazuje, że również w przypadku nowego projektu nowelizacji możemy spodziewać się nieprawidłowości wywołanych m.in. lobbingiem, zarówno zwolenników, jak i przeciwników legalizacji upraw roślin modyfikowanych genetycznie. Umożliwieniem stosowania GMO w uprawach zainteresowane są m.in. przedsiębiorstwa z sektora biotechnologicznego. Patenty na nowe gatunki roślin należą w większości do firm z USA i Europy Zachodniej. Jest to o tyle ważne, że rolnicy nie mogą wykorzystywać części plonów jako materiału siewnego, za każdym razem trzeba kupić odpowiednie nasiona od producenta. O tym, czego możemy spodziewać się w sprawie nowej ustawy, mówią nam dotychczasowe wydarzenia związane z GMO.
Z ujawnionych przez WikiLeaks depesz ambasady USA w Warszawie wynika, że amerykańska administracja rządowa ustaliła specjalną strategię forsowania zmian w polskim prawie. Taki wniosek można wysunąć na podstawie sprawozdania z przyjazdu do Polski Madelyn Spirnak, starszego doradcy ds. rolnictwa i biotechnologii z amerykańskiego Departamentu Rolnictwa. W stworzonym 25 stycznia 2006 roku dokumencie (
zobacz depeszę) zaznaczono, że jest on jawny, ale ze względu na drażliwość poruszanych kwestii, nie powinien być publikowany w internecie. Przytaczając debatę Spirnak z udziałem przedstawicieli rządu, środowiska akademickiego i mediów, autor dokumentu stwierdza: "jeden konkretny wniosek jest jasny: kwestia GMO zależy obecnie od opinii publicznej, aby wygrać z decydentami i opinią społeczną, niezbędna jest odpowiednia taktyka polityczna i społeczna". Jak czytamy w sprawozdaniu, po spotkaniu z naukowcami, Madelyn Spirnak dowiedziała się, że 70% Polaków sprzeciwia się wykorzystywaniu GMO w przemyśle spożywczym i rolnictwie, dlatego "popierający GMO muszą, w wywieraniu wpływu na opinię publiczną, skupić się na potencjalnych korzyściach dla konsumentów, nie dla producentów". W jaki sposób próbuje się tego dokonać?
Stopniowe wprowadzanie ziarna modyfikowanego genetycznie do paszy dla zwierząt (w przeciwieństwie do bezpośredniego spożywania przez ludzi) może "zmiękczyć" społeczny sprzeciw wobec innych zastosowań GMODepesza ambasady USA ujawniona przez WikiLeaks
- Nasza strategia, aby wpłynąć na bardziej przychylne postawy społeczne wobec modyfikowanych genetycznie upraw, powinna skupić się na korzyściach dla konsumentów i na pozytywnym wpływie, jaki GMO mogą mieć na obniżanie cen żywności i na medycynę. Nasze wysiłki powinny skupić się także na pozytywnym wpływie GMO na środowisko, zapewnionemu dzięki zredukowaniu wykorzystania pestycydów i herbicydów (...). W najbliższych dniach istotna będzie praca z przedstawicielami polskiego rządu, aby zapobiec wprowadzeniu proponowanego dwuletniego moratorium na nasiona modyfikowane genetycznie oraz aby wpłynąć na kształt projektowanych przepisów dotyczących koegzystencji i zakresu odpowiedzialności, z nadzieją otrzymania zapewnienia, że nie będą na tyle restrykcyjne, aby zapobiec komercyjnemu wykorzystywaniu nasion modyfikowanych genetycznie w Polsce. Stopniowe wprowadzanie ziarna modyfikowanego genetycznie do paszy dla zwierząt (w przeciwieństwie do bezpośredniego spożywania przez ludzi) może "zmiękczyć" społeczny sprzeciw wobec innych zastosowań GMO. Importowane pasze z GMO są już wykorzystywane w Polsce, więc ten most został już przekroczony - czytamy w podsumowaniu sprawozdania.
Metoda: pozyskiwanie sojuszników
Madelyn Spirnak spotkała się też z szefem działu "Nauka" "Gazety Wyborczej" Sławomirem Zagórskim. Jak czytamy w depeszy: - Wysłuchał życzliwie Spirnak i opowiedział, że napisał wcześniej artykuł o GMO, po wizycie w USA sponsorowanej przez (amerykański - przyp. red.) Departament Rolnictwa. Po publikacji Zagórski był oskarżany o bycie "agentem"
Monsanto, który przyjął łapówki za napisanie artykułu pozytywnie przedstawiającego GMO. Jednak nadal jest zainteresowany tematem, wyjaśniał, że po prostu nie może teraz napisać kolejnego artykułu o GMO, ze względu na bardzo negatywną reakcję społeczną na jego poprzedni artykuł - pisze autor sprawozdania.
Sławomir Zagórski potwierdził w komentarzu opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" swoje spotkanie z Madelyn Spirnak, wyjazd do USA i napisanie artykułu, zaprzecza jednak, że wycofał się z dalszych publikacji ze względu na negatywne opinie czytelników. - Czegoś takiego powiedzieć nie mogłem, gdyż nigdy w mojej dwudziestoletniej pracy dziennikarskiej (wcześniej byłem naukowcem, mam doktorat z nauk przyrodniczych) nie kierowałem się zasadą, by nie pisać na tematy kontrowersyjne - wyjaśnia Zagórski (
zobacz komentarz Sławomira Zagórskiego o ujawnionym przez WikiLeaks dokumencie).