Doniesienia o kolejnych duchownych, którzy
współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa, dowodzą, że jedynym
wyjściem jest otwarcie wszystkich możliwych dokumentów i archiwów -
uważa publicysta katolicki Tomasz Terlikowski.
Jeżeli tego nie zrobimy, to co pół roku, co rok w kluczowych dla
życia Kościoła momentach, czyli takich jak ten - tuż przed
pielgrzymką papieża Benedykta XVI - tego typu sytuacje będą
ponownie wybuchać - powiedział publicysta.
Terlikowski skomentował w ten sposób publikację
"Życia Warszawy", w której napisano, że ks. prof. Michał
Czajkowski miał współpracować z
SB. Nie odniósł się do samej
sprawy księdza Czajkowskiego.
Zdaniem Terlikowskiego, po otwarciu dokumentów
wybuchnie bomba,
przetoczy się dyskusja na temat odpowiedzialności, winy i kary i w
końcu będzie można funkcjonować normalnie. Wtedy okaże się, że
kilkanaście procent duchownych, także tych bardzo znanych,
współpracowało z SB, ale okaże się też, że ogromna większość nie
współpracowała - podkreślił Terlikowski. Dodał, że otwarcie
dokumentów powinno dotyczyć nie tylko duchownych.
Zaznaczył, że
nie można spalić tych dokumentów, dlatego że jest
to pewna prawda o historii Kościoła. I ta prawda ma dobrą
stronę, bo widzimy bohaterów, ludzi wielkich, którzy nie dali się
złamać, którzy przetrwali i widzimy ludzi małych, podłych, a
czasem po prostu złamanych - powiedział Terlikowski.
Jak dodał, trzeba to ujawnić także "z punktu widzenia czysto
kościelnego".
Ewangelia to jest także historia tchórzostwa, zdrady, zaparcia
się uczniów i tego nikt nie tai. Nikt nie spalił dokumentów
dotyczących Judasza, Judasz jest w Ewangelii, nikt nie pominął
zdrady Piotra - ona też jest w Ewangelii, nikt także nie pominął
faktu, że pod krzyżem nie było żadnego ucznia poza Janem; wszyscy
uciekli, wszyscy stchórzyli, wszyscy dali się złamać - powiedział
Terlikowski.
(ap)