Dzisiejsza Warszawa jest jak cudowny sen XIX-wiecznych sufrażystek, które nie śmiały marzyć o tym, że kobiety będą zajmować najważniejsze stanowiska w samorządzie. A w Warszawie jest ich dużo. O kobietach rządzących stolicą Polski piszą Andrzej Dworak, Karolina Kowalska i Grzegorz BruszewskiSufrażystkom, które przed stu laty ustanowiły Dzień Kobiet dla upamiętnienia 129 robotnic, które zginęły podczas strajku w nowojorskiej fabryce, nawet się nie śniło, że kobiety wejdą do rządu i będą obsadzać kluczowe stanowiska państwowe i samorządowe. Gdyby przenieść je do Warszawy Anno Domini 2010, ze zdumienia przecierałyby oczy. Oto na czele miasta stoi drobna brunetka z tytułem profesora i doświadczeniem na stanowisku zastępcy dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Matka i żona, której nie tylko udało się pogodzić karierę naukową z prowadzeniem domu, ale też mogła liczyć na wsparcie męża. Niewiasta, której żaden mężczyzna nie ośmieliłby się potraktować z góry.
A gdyby owym sufrażystkom powiedzieć, że choć zastępcami kobiety prezydenta są mężczyźni, to płeć piękna obsadza najważniejsze miejskie biura, odpowiadając za edukację, a nawet bezpieczeństwo, uznałyby, że trafiły do raju. I choć zarówno Warszawie, jak i jej ustrojowi do raju jeszcze daleko, za rządów Hanny Gronkiewicz--Waltz panie nie mogą czuć się pomijane.
Najlepsza kobieta nie do utrąceniaZarządza rocznie okrągłą sumką – 12,6 mld zł. Tyle wynosi budżet, za który odpowiada jako prezydent stolicy. Nie ma takiej drugiej kobiety w naszym mieście. Na dodatek jest pierwszą kobietą prezydentem Warszawy. Pokonała w wyborach ulubieńca mediów i słabej płci Kazimierza Marcinkiewicza. Wygrała, bo słaba nie jest.
Sporą popularność zyskało zdjęcie śmiejącej się żywiołowo Hanny Gronkiewicz-Waltz zestawione ze śmiejącą się również Kamilą Skolimowską, fenomenalną – nieżyjącą już niestety – polską lekkoatletką, złotą medalistką olimpijską w rzucie młotem. Uderza w nich podobieństwo obu silnych pań, podobny typ urody. Kto wie, co by było, gdyby pani prezydent i pani profesor wybrała we wczesnej młodości sport, a nie naukę?
Jest rodowitą warszawianką, tutaj chodziła do szkoły i tu kończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Później związała ze stolicą całe swoje życie osobiste i zawodowe. Mieszka w Wawrze, ale długo jej terenem były okolice parku Ujazdowskiego, gdzie jako dziecko nauczyła się jeździć na rowerku i gdzie potłukła się dotkliwie w trakcie jednej z pierwszych samodzielnych jazd. Tuż przy parku, na placu Na Rozdrożu, w czasach studenckich codziennie wsiadała do autobusu 182, a później spacerowała w tym samym parku z córką. Jest więc warszawianką kompletną – kiedy sięga myślą do najtrwalszych wspomnień, którymi są te z dzieciństwa i młodości, nie musi opuszczać swojego miasta. I jak każdy jego mieszkaniec ma tu swoje punkty odniesienia, miejsca darzone szczególnym sentymentem – pralnię babci na Wspólnej i lodziarnię po sąsiedzku na Hożej, szkołę koło Łazienek, kościół św. Krzyża, w którym brała ślub i chrzciła córkę, Trakt Królewski z uniwersytetem, na którym studiowała i wykładała, NBP, Teatr Wielki i kino Skarpa, kawiarnie – stary Bristol i Harenda, w której spotykała się z Himilsbachem, bo jeśli się było studentem uniwersytetu i wpadało do Harendy, nie sposób było go nie spotkać.
Jeszcze wtedy nie myślała o tym, że zrobi karierę w polityce. Wprawdzie organizowała Solidarność na Wydziale Prawa, ale przecież był to bardziej naturalny odruch niż przemyślany krok i jak wszyscy wówczas nie przypuszczała, że już niebawem będzie mogła angażować się w politykę w wolnej Polsce. Dopiero kiedy kandydowała w wyborach do Sejmu w 1991 r. z ramienia małej partii Victoria skupionej wokół Lecha Wałęsy, zaczęła tę grę na poważnie. W 1995 r. zdecydowała się wystartować w wyborach prezydenckich – m.in. przeciwko swojemu niedawnemu mentorowi, co niektórzy odebrali jako przejaw braku lojalności. To dzięki niemu została prezesem NBP, a kiedy Sejm odrzucił pierwotnie jej kandydaturę, posłowie najpierw usłyszeli od prezydenta: „Utrąciliście najlepszą kobie_tę”, a potem ulegli jego wyborowi.
Gronkiewicz-Waltz tak skomentowała zarzuty: – Ci, którzy sądzili, że będę posłuszna wobec Wałęsy, ponieważ on wysunął mnie na stanowisko prezesa NBP, po prostu mnie nie znali. Dla mnie lojalność dotyczy rodziny, przyjaciół. Drugi rodzaj lojalności odnosi się do instytucji, państwa. Uważam, że Wałęsa, startując, działa na niekorzyść Polski, gdyż doprowadzi do tego, że prezydentem zostanie Kwaśniewski (cyt. za „Gazetą Wyborczą” z 18 lutego 1998_r.). A zatem, jeśli było to „królobójstwo”, to z przekonania i przynajmniej od tego czasu Gronkiewicz-Waltz uchodzi za prawdziwego polityka, a spot PiS, w którym prezydent Warszawy walcem rozjeżdża KDT, może wyglądać całkiem wiarygodnie.
Rajski ptak zna się na bezpieczeństwieKDT to temat, który w lecie ubiegłego roku spędzał sen z powiek Ewie Gawor, dyrektor biura bezpieczeństwa urzędu miasta. Dzień, w którym kupcy starli się z ochroniarzami i policją, należy do najtrudniejszych w jej karierze. Ale patrzący z boku mieli wrażenie, że koordynowanie akcji rozpędzania zamieszek to dla niej chleb powszedni. Wydając polecenia rzeczowym tonem pozbawionym emocji, przypominała swojego męża, byłego generała BOR. Tak jakby za sobą miała setki podobnych akcji. Nikt nie wiedział, że w środku bała się o każdego kupca i każdego policjanta. Że martwiła się o rannych i modliła o jak najmniej ofiar. – Użycie siły to absolutna ostateczność. Niestety, w tym wypadku nie do uniknięcia – mówiła potem w rozmowie z „Polską”.
Kiedy 12 lat temu, po trzech latach w samorządzie, zaproponowano jej posadę dyrektora biura bezpieczeństwa i porządku publicznego miasta, złośliwi mówili, że posadę zawdzięcza mężowi – najmłodszemu generałowi BOR – i świetnej prezencji. Że ratusz zatrudnił ją w charakterze nie tyle paprotki, co barwnego storczyka, który przyciągnie media. Mylili się – pod aparycją gwiazdy filmowej Ewa Gawor kryła solidne przygotowanie merytoryczne. Dwa lata wcześniej skończyła studia podyplomowe z zarządzania strategicznego państwem w Akademii Obrony Narodowej. Biuro bezpieczeństwa córce i wnuczce mundurowych marzyło się od zawsze. Nawet kiedy po studiach prawniczych została szefową biura parlamentarnego BBWR.