Marsz milczenia w geście solidarności z
ofiarami represji w Tybecie przeszedł przez
centrum Katowic. Wielu jego uczestników miało zaklejone taśmą
usta, nawiązując do braku wolności słowa w Chinach.
Jak podkreślił koordynator katowickiej grupy Amnesty
International Dariusz Stawik, 31 marca przypada obchodzony na
całym świecie Dzień Solidarności z Tybetem.
Katowicka akcja to
część globalnych protestów. Jesteśmy przekonani, że dzięki swojej
masowości zostaną dostrzeżone przez władze chińskie. To również
sygnał dla polskich polityków, żeby zabierali głos w sprawie
łamania praw człowieka - powiedział.
Uczestnicy marszu, w większości młodzi ludzie, zebrali się na
placu Wolności. Potem ruszyli przez główną ulicę Katowic niosąc
zmodyfikowaną flagę olimpijską - koła olimpijskie były na niej z
drutu kolczastego i spływały z nich czerwone krople, a sama flaga
była pomarańczowa - to kolor noszony przez tybetańskich mnichów.
Na jednym z transparentów znalazł się wizerunek czołgu z zębatymi
kołami ułożonymi na wzór kół olimpijskich, na innych rysunek
kajdan i napis "Free Tibet". Marsz dotarł na deptak przy ulicy
Stawowej, gdzie zapalono znicze i rysowano symbole związane z
dramatyczną sytuacją w Tybecie.
Uważam, że jeśli wszyscy będą obojętni w takich sprawach
i nic nie zrobią, to na pewno nic się nie zmieni. Może jeden
taki marsz nie ma wielkiego znaczenia, ale na dłuższą metę,
jeśli każdy zmieni swój sposób myślenia i zacznie się angażować
w takie sprawy, to może pomóc - powiedziała Ania, studentka
Uniwersytetu Śląskiego.
Marsz zorganizowała katowicka grupa Amnesty International,
zapraszali też na nią przedstawiciele Zielonych 2004. Podczas
demonstracji rozdawano petycję Amnesty International do prezydenta
Chin Hu Jintao w sprawie uwolnienia 15 mnichów zatrzymanych 10
marca.
(ap)