Dziennik | dodane 2008-10-31 (07:45)
Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!
Wyślij nam zdjęcie, film lub artykuł! Najciekawsze opublikujemy!
Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu
"Caro" Marcello "Gottliebello" na opak! Jesteś jak Gottlieb (paradoks) nienawidzący Boga! A do czego to może prowadzić to poczytaj sobie w "Death in Rome" Koeppena. To też realizm wynikający z realizacji idei. Może Człowiek jest jednak pomyłką i ślepym zaułkiem samorealizacji Idei? Bo jeżeli Bóg stworzył Człowieka na swój obraz i podobieństwo (podobno), to jaki jest Bóg? A jeśli Człowiek "wymyslił" Boga na swój obraz i podobieństwo, to dlaczego jest On taki dobry? Saluti por Marcello "mondrutti", oczywiscie z Bogiem "na prapusk".
"Caro" Marcello "reprimendello"! Zreprymendowany przez Yagodę, wyparłeś się swojej wiary w Pierwszego Poruszyciela. Nie Ty pierwszy i nie ostatni, niestety. Twoją wiarę dokumentuje Twój wpis pod hasłem "Najlepszym dowodem na brak Boga" dn. 2009.10.13 o 13:46 w którym stoi "jak byk", że jesteś agnostykiem oraz, że agnostycy nie wykluczają istnienia Pierwszego Poruszyciela, ergo: nie wykluczasz istnienia Pierwszego Poruszyciela. Tak łatwo się Go wyparłeś, a masz pretensje o to do innych? Zrehabilitowałeś się częściowo obecnie, pisząc, że egzystujemy dzięki prawom fizyki, które są dziełem inteligencji kosmicznej, czyli w moim ujęciu dzięki prawom boskim. Zgadzam się, że nikt na świecie nie jest w stanie udowodnić pochodzenia tej inteligencji, ale tylko w sensie obserwacji zmysłowej. Natomiast jest to możlwe przez "zobaczenie" jej "wewnętrznym okiem" Rozumu. To właśnie zarzucam agnostykom, że niby mają rozum, a nie używają go jako "wewnętrznego oka", z lenistwa umysłowego. Najcięższe zadania pozostawiasz innym, a dla siebie rezerwujesz najlżejszą "fuchę", na której spodziewasz się jeszcze zarobić. Czy widzisz np. czas? Czy go słyszysz? Czy go czujesz? Czy pachnie? czy smakuje? Czy waży? To dlaczego mówisz, że nie masz czasu? Że czas droższy od pieniędzy? Że straciłeś mnóstwo czasu? Że nadszedł czas? Że czas się skończył? Dlatego, że "widzisz" go "wewnętrznym okiem" rozumu. Weź to pod uwagę swojego rozumu, bynajmniej nie wielkości tegoż u Kubusia Puchatka i wyciągnij właściwe wnioski. A na razie, póki czas, "kayahaj" się przed Yagodą, w słusznym zakresie Jej pretensji. Pozdrawiam czasowo, temporalnie, ale nie banalnie, oczywiscie z Bogiem "na prapusk"
"Caro" Marcello Ipocritello! Takiej "tępoty" ontologiczno-epistemologicznej, to jeszcze nie spotkałam, choćbym wbijała gwóźdź w deskę odwrotną stroną! Sam dajesz najlepszy przykład relacji Idea - materia, jako dzieło Idei. Patron "żyje w uratowanych osobach" swoim pomyslunkiem i wykonaniem operacji, w sposób celowy i zamierzony. Dopóki ich nie zoperował, tkwiiło to potencjalnie w Jego zamysle. W każdym razie Patron to nie to samo co pacjent, jak by to wynikała z panteizmu Yagódki. A niechęć do przyznania istnienia Patrona to kolejny dowód lenistwa umysłowego charakteryzujacego agnostyka. "Morgen, morgen, nur nicht heute, sagen alle faule Leute". Natomiast takich objawów wytwórczych jak u Ciebie, nie spotkałam na swojej drodze, a więc nie tylko agnostyk, ale i "maniac urojca", co nie poznaje własnego Ojca. Naszą egzystencję widze bardzo sensowną, bo widzę sens w każdym najmniejszym "ziarenku" Dzieła Kreacji (oczywiscie modo emergencji") tu i teraz w tym Wszechswiecie, na Ziemi (tej Ziemi). Jedyne złudzenie jakie żywię, to wiara w to, że ludzie ostatecznie przekonają się, że najlepsze dla nich jest przstrzeganie praw boskich dla nich. Niestety, będzie to wymagać jeszcze wielu doświadczeń Idei w ludziach, i to bolesnych, jak dotychczas, albo bardziej, aby wreszcie powstał prawdziwy Człowiek. Skręt z "marychy" nie umniejszy ludzkiej pychy, a to dopiero "primo numero"! Nie nadużywaj resztek serca dla tak błahej okazji, bo Patron u Idei, a Ty bez małmazji! Pozdrawiam filuternie, ale charakternie, oczywiscie z Bogiem na "prapusk".
@markus. "Caro" Marcole "Lagole Maggiore"! Czy widziałeś wielu architektów, znających się na Muzyce, na Malarstwie, na Poezji? No może niektórzy "trącą" fizyką, chemią, astronomią. Najbardziej jeszcze mogą byś obeznani z Matematyką i Geometrią. Zatem Bytu Absolutnego, bedacego tym wszystkim nie mozna ograniczać do architektury. To tak jakbyś całą orkiestre Symfoniczną ograniczył np. do bębnów. Jesli chcesz wykorzystać swój indywidualizm, racjonalizm a przede wszytkim profesjonalizm to napisz pracę np. "Samorealizacja Boskiej Idei w Muzyce". Zacznij od fujarek "pastuszków egipskich, a zakończ na czarodziejskim flecie i "Wiener Filharmonie". Od gęsli do skrzypiec, od dudów do organów. Nie miej pretensji do pastuszkówm, ze nie koncertowali na Ringu. Natomiast miej pretensje do siebie, że w XXI wieku popiskujesz na piszczałce w Wirtualu zamiast dąć w tuby na Realu. Może w końcu zrobisz na tym doktorat? Mnie nikt i nic nie daje znaków tylko zostawia ślady, do przemyślenia. Czy nie rozumiesz co to znaczy spontanicznie? To znaczy, ze nie ma żadnej zewnetrznej przyczyny. To znaczy, że ma swoją wewnetrzną (immanentną) przyczynę. A ateiści z góry ją wykluczają, bo "dziurawe" mózgi mają. To ty masz podwójną moralność - kulturalnego Magistra Jekylla, dla swoich znajomych i rodziny, i pana O`Hyda, na anonimowym portalu, gdzie ziejesz jadem i siarką tylko w jedną stronę. Szkoda, ze nie odwazyłeś sie zajrzeć ani do jednego Koscioła "pod Ślężą". W kazdym niemal z nich jest tablica pamiątkowa księży, zakonników, duchownych, zamordowanych przez Twoich agnostyków w czasie ich "kurtuazyjnej" wizyty. Jakież to Oni reprezentowali niebezpieczeństwo dla czołgów, dział i ckemów? Jednak okazuje się, że dla wrogów człowieczeństwa najgrozniejszym przeciwnikiem jest niezachwiana Wiara. Tak jak Nauka wywodzi sie z Wiary, tak świecka etyka wywodzi się z religijnej etyki, bo nie ma zadnego mechanizmu ewolucyjnego, który nakazywałby sie zachowywać etycznie, nawet wbrew swojej korzyści dla brzucha i narządów rodnych, Panie "Wyrodny". Powinieneś pilniej studiować "Pustelnię Parmeńską" w swojej "kotlinie", aby nauczyć się, czym jest prawdziwa wiara, a "funkcjonariuszy" zostawić "na pożarcie" głodnym "parweniuszom". Sądzisz, ze tylko Ty jeden jesteś myślący, a inni gęślący? Saluti immortali per " Prodotto Portali Rogali". Arrivederci a tardi! Oczywiscie z Bogiem na "prapusk".
Markus -czy ty wierzysz w Boga czy nie to Bogu wisi ,ale wyjścia to ty wielkiego nie masz ,bo aby nakarmić całą populacje po zmartwychwstaniu to w małą masę naszego ciała zrodzonego ,dostarczyć będzie musiał nieśmiertelne dusze ,które mają rozwiązanie na odrodzenie ziemi roślin, i nas, czysta bakteria kiedyś będzie potęgą i rodzić się musi następny dla pięknej naszej planety .pozdrawiam.
Caro "Ipocrittino" mio! Wścibska, to ja, tutaj, a nie na worku treningowym, na którym rozpiąłeś jakieś szmatki dla treningu antyklerykalnego. Zapomniałeś o dwóch latach "politechniki", którą się szczyciłeś, "Seminarzysto"? Gdybyś postudiował solidnie Fizykę, przez duze F, napewno byś się dopatrzył Idei, nawet w Twoim "kaktusie". Popatrz na zwykłe drzewa, które wypuszczają nowe pąki wiosną, pod właściwym kątem, a zrozumiesz wiecej, niż uczeń "Czarnoksiężnika". Mylisz się, co do moich "lęków egzystencjalnych", bo przy moim zrozumieniu Idei, oddam spokojnie moje atomy Wszechswiatowi, a moją cząstkę idei - Idei. To Twoja "gorączka" egzystencjalna przypomina leczenie "syfa" - malarią. Życzę Ci uspokojenia konwulsji "chininą" Idei, a na pamięć - skuteczniejszej terapii antysklerotycznej. Sempre "Tua" Florentina Pasqualina, oczywiscie z Bogiem "na prapusk"
~katoSTROFCIU! Nie odrzucaj Idei, nie odrzucaj, zanim nie zapoznasz się z ksiażką P. Russella "Od Nauki do Boga. Podróż fizyka do Misterium Stworzenia". Jest to "Pierwsza poważna próba rozpoznania wyłaniającego się paradygmatu - połączenia paradygmatu naukowego, który obecnie dominuje na świecie, z tradycjami religijnymi reprezentowanymi przez paradygmaty dominujace w przeszłości.... Dla wielu z nas jest to spełnienie marzenia, o którego istnieniu nawet nie wiedzielismy" (Michael L. Ray, profesor Uniwersytetu Stanford. Zostaw te Twoje "koleżanki" na starej łące i skacz przez Twój stary paradygmat z zardzewiałego drutu, na świeżą łąkę Nauki prowadzącej do Boga. Zrozumiesz może, co to jest kwant: " Ilość ruchu w kwancie jest niezmiernie mała, to około 0,000000000000000000000000000662618 ergosekundy (albo 6,62618 x 10 do (-27) ergosekundy - ale zawsze wynosi t y l e s a m o (!) (podkreslenie i wykrzyknik - moje). Wartośc ta nosi nazwe stałej Plancka (o ktorej ja stale trąbię od roku, ale prędzej trąby jerychońskie dotrą do swiadomości mizoteistów). Jest to druga uniwersalna stała i podobnie jak pierwsza - prędkość światła - jest stałą opisujacą światło. Światło zawsze pojawia się w identycznych jednostkach r u c h u. Podobnie jak teoria względnosci, teoria kwantowa wskazuje, ze światło jest poza czasem i przestrzenią. Mozemy mysleć o fotonie jako o czymś emitowanym z pewnego punktu w przestrzeni i podróżujacym do innego punktu, gdzie jest pochłaniany. Teoria kwantowa mówi jednak, ze nie wiemy co dzieje sie po drodze. Nie można nawet powiedzieć, ze foton istnieje między tymi dwoma punktami (sic! moje) Wiadomo jedynie, że istnieje punkt emisji i odpowiadajacy mu punkt absorpcji oraz transfer miedzy tymi dwoma" Kto zatem wie, co się dzieje z fotonem i co go transferuje? Czyj ruch jest przekazywany w jednostkach ruchu? Co jest pierwotnym źródłem ruchu? Ateiści są jak użytkownicy poczty, którzy nadają paczki i korespondencję i je odbierają, ale w istnienie "Poczty" - nie wierzą. To gorzej niż katastrofa, to ślepota, głuchota i głupota pospołu. Skora moda na cytaty "braci w rozumie", to jest i cytat "Brata Alberta: "Nauka bez religii jest kulawa; religia bez nauki jest ślepa". Dedykuję go także "Bratu Agnostykowi". Może przyzna mi racji, choćby pół? Pozdrawiam jak "uzurpatorka" idealistyczna (ontologiczna), "uzurpatora" materialistycznego (epistemologicznego), oczywiscie z Bogiem "na prapusk".
~katoZWROTKO-RZEGOTKO! Pozwól mi się trochę "podlizać" i przedstawić Ci mój punkt widzenia, dlaczego liczba pi jest dowodem na istnienie Boga. Dlatego moim zdaniem, bo ona dla Niego nie istnieje! Nie ma żadnego znaczenia! To tylko człowiek patrząc na jakiś punkt na obwodzie kuli, oblicza ile średnic musi on przebyć, aby się znaleźć z powrotem przed jego oczami. Natomiast Bóg (to tylko moje skromne zdanie) "widzi" całą powierzchnię kuli jednocześnie, ze wszystkich stron. Zatem stale ma ten i inne punkty "na oku". Najważniejsze jest, że kula się obraca, a nie to, gdzie aktualnie znajduje się ten jeden, "paskudny", wybrany przez człowieka punkt. Pozdrawiam enigmatycznie, ale pi-lirycznie. P.S. Czy przeczytałeś już "Głos Pana" nieodżałowanego Stanisława Lema i o Jego "Żabim Skrzeku"?
Jagódko Mądrutko! Tak właśnie odbywało sie "pompowanie " Idei do materii w celu Jej coraz to pełniejszej i madrzejszej samorealizacji. W helu było wiecej Idei niz w wodorze, w licie więcej niż w helu, w wodzie więcej niż w licie itd. Po dołączeniu idei z amoniaku, metanu i dwutlenku węglą mogły juz powstać zasady azotowe, cukry aminokwasy, których możliwość tkwiła już w strukturze wodoru, "wydumanego" przez Ideę. Wystarczyło podłączyć jeszcze ideę wysokoenergetycznych związków fosforowych, jako dynama przekazujacego obok idei energię i właściwie droga do człowieka wolna, bo juz dopompowanie idei od trylobita do driopiteka, to tylko formalność. Na żadnym etapie to się nie skończyło bezowocnie, co jest dowodem na to, że wszystko było "przemyślane" od początku do końca, od Alfa do Omega. Pozdrawiam w Bycie czyli Idei rozkwicie, w swietle wiosennego Słoneczka, istniejacego potencjalnie w Idei i zrealizowanego z chmury wodoru, z domieszką killku bardziej "wyidealizowanych" pierwiastków w wtórnych pokoleń gwiezdnych. Oczywiscie z Bogiem na "prapusk"
Dla uczczenia pamięci Naszego Wielkiego Patrona, w minioną trzecią, smutną rocznicę Jego śmierci, proponuję wszystkim wytrwałym Szanownym Dyskutantom, dzięki którym, w pewnym sensie, "żyje" On w Sieci, chwile zadumy nad marnością życia bez Wiary. Czym byłyby wszystkie sławy, osiągnięcia i zaszczyty, jeśli wszystko kończyłoby się beznadziejnie "w piachu", lub "prochu"?! Tylko perspektywa przedłużenia trwania osobowości w wymiarze duchowym, na peryferiach Galaktyki, nadaje sens wszelkim zabiegom i staraniom na Ziemi, tej Ziemi. Nie może być, aby prawie 14 mld lat samorealizacji Idei na Ziemi kończyło się nieodwołalnie w "prochu", bez pozostawienia choćby drobnego impulsu w drganiach całęj Idei przenikającej Wszechświat. Wszystkich sympatycznych i antypatycznych, ale zawsze "charakternych" uczestników dyskusji pozdrawiam z nadzieją na śpieszne przybycie Primavery. P.S. Multi Auguri por Marcello Yogobello!
@Yagoda ^ Drogi "Torciku" Jagodowy, przepyszny! Jak już pisałam moim "oprawcom-katom", cały Problem, którym się zajmujemym można podzielić na pięć punktów: 1) Czy Idea/Bóg istnieje? 2) Jaka/i Ona/On jest? 3) Jak jest Jej/Jego stosunek do nas? 4) Jaki jest nasz stosunek do Niej/Niego?, 5) Jaki powinien być nasz stosunek do Niej/Niego?. Ja "grzebię się" uporczywie w pierwszym punkcie i znalazłam wiele dowodów rozumowych na potwierdzenie istnienia Idei/Boga, które prezentowałam niejednokrotnie. Do drugiego punktu nie mam odwagi zajrzeć, bo boję się tego co mogę tam zobaczyć. Tym niemniej trudno przykładać do wszystkiego ludzki punkt widzenia. Przykład ze swiata roslinnego juz podałam. Prawa Idei dla zwierzat wydają się proste: albo zjesz coś/albo bedziesz zjedzony i zwierzeta o tym doskonale wiedzą i godza się z życiem w takim świecie, bo żadne z nich nie popełnia samobójstwa. Dał Bóg kły i pazury lampartowi, dał bystre nogi gazeli, a ponadto wiecej byłoby gazeli bez lampartów niz lampartów bez gazeli. Okrutny dla nas jest widok świeżo urodzonego antylopiątka, zjadanego przez szakale, ale nie dostrzegamy ton padliny pożeranej przez nie na codzięń. Przykro na takie rozwiazanie patrzeć, ale czy można wymyśleć inne? Zdarza się, ze silny bawół przeżyje, a słaby stary lew ginie od kopnięcia przez bawołu. Czy z punktu widzenia tygrysa okrutne jest zjedzenie człowieka? Nie ma w tym zadnego okrucieństwa, ani winy, tylko naturalna kolej rzeczy, wynikajaca z natury tygrysa. To tylko ludzie gotowi są za to zatłuc go pałami, co jest dopiero okrutne w stosunku do nierozumnego zwierzęcia. Natomiast drogę przez mękę "ściele" człowiek człowiekowi stosując w stosunku do drugiego człowieka prawa przeznaczone dla zwierząt. zamiast praw nadanych ludziom. Okrutne było zjadanie ludzi przez ludzi, a przecież juz tego nie ma. Okrutne było rozszarpywanie, rozcinanie zywcem, wyciaganie wnetrzności ludziom przez ludzi, jak w świecie zwierząt, i to gorzej bo bardziej jeszcze wymyślnie i tylko dla zadania cierpień przed okrutna śmiercią, a teraz tego nie ma. Gdybyś porównała człowieka pierwotnego z dawnej Papua-Gwinei, walczącego zawsze z drugim, odcinajacego przeciwnikowi głowę i zjadajacego go po kawałku, z obecnym cywilizowanym człowiekiem, to przyznasz, że człowiek zmienił sie na lepsze. Chociaż ma jeszcze wiele "za kołnierzem", wiedząc co wyprawiał w czasie wojen XX wieku. Ale przynajmniej niektórzy ludzie wyrzekli się stosowania prawa świata zwierzęcego w stosunku do ludzi. A wiec pomysł Idei na Człowieka nie jest zły i Idea dla nas nie jest zła, chodzi o to, aby Człowiek wsłuchał się w Ideę, czego Ona od niego chce i czego Ona dla niego chce, bo watpię aby Idea czegoś potrzebowała od człowieka dla siebie. Być moze to jest tak, jak z rodzicami i dzieckiem. Po prostu pragną, aby wyrosło na uczciwego człowieka. Aby "cud iistnienia" dla człowieka stał się "Cudem Istnienia" dla niego jako Człowieka. I oby to nie odbyło się dzieki własnej drodze przez mękę, jaka jest udziałem wielu ludzi, dla których przeżycie kolejnego dnia zycia jest prawdziwym bohaterstwem. Zatem Idei moze chodzii o to aby sie jak najbardziej "uczłowieczyć", ale w człowieku jak najbardziej wyidealizowanym? Nie dopraszaj się bycia "Chrystusem", aby się nie zdarzyło, że nie starczy Ci sił, aby dźwignąc "własny krzyż". Najlepsze pozdrowienia i życzenia pomyślnej samorealizacji Idei za Twoim pośrednictwem, tak jak Ty się zrealizowałaś za posrednictwem naszego drogiego Słoneczka. Oczywiście z Boigiem "na prapusk"!
~katoSTROFUŃCIU! Znowu muszę prostowac Twoja "logikę". To że życie powstało tu i teraz jest wypadkową przypadku i konieczności. Po co szukać w Kosmosie, kiedy na samej Ziemi żaden szczęśliwy przypadek spotkania się odpowiednich składników np. na Grenlandii, czy na Sacharze nie doprowadziłby do powstania życia. Natomiast w ciepłym oceanie - tak. A więc bardzo, bardzo wyjatkowy przypadek, 10 w Totka! A le kiedy juz sie sie taki przyapdek przydarzył, powstanie zycia było juz koniecznością, rozciagnieta w czasie, a więc wymagającą tylko wiekszego, czy tez mniejszego ruchu cząsteczek. Ale te cząsteczki musiały być tak zaprogramowane, aby mogło z nich powstać zycie, takie jakie istniało w "zamyśle". Gdyby czasteczki miały zupełnie przypadkowe, bezsensowne własciwości, to żadne spotkanie, żadne mieszanie nie doprowadziłoby do czegos sensownego, a tym jest niewatpliwie zycie, zwłaszcza jego wyzsze formy, z "psychikiem-psychozoikiem" włącznie. A wiec czasteczki miały sens tylko ze względu na cel. Tylko cel jest wyjasnieniem i wytłumaczeniem takich, a nie innych własciwości cząsteczek. Zadna przypadkowość, żadna selekcja, żadne sprzężenia zwrotne tego nie tłumaczą. To, ze pewne formy zycia przetrwały, jako lepiej przystosowane, to tylko dlatego, ze lepiej realizowały "zamysł" tego życia, przewidziany w okreslonych warunkach, które tez ostaecznie były realizowane przez cząsteczki tego samego "chowu". A wiec odpowiednio "zaprojektowane" czasteczki tworzyły i środowisko dla życia i samo zycie. Ale, co Ty jako "chłop", możesz wiedzieć o zjawisku zycia? Skad mozesz wiedzieć, ze łożysko i płód rozwijają się z tej samej komórki, na podstawie tej samej informacji i współnie realizują "zamysł" zycia, tkwiacy w informacji genetycznej w jądrze zygoty. Uswiadom sobie, że w pewnym okresie, połowa Twoich komórek, to był płód, a połowa łozysko., a wiec teraz nie jesteś nawet katoSTROFĄ, ale PółkatoSTROFĄ.. Jeżeli cos okazało sie konieczne, to napewno wczesniej było mozliwe. Jezeli powstanie życia było możliwe, tzn, były spełnione wszystkie warunki, to było również konieczne. Jezeli nie powstało koniecznie, tzn. jakieś warunki niekoniecznie były spełnione. Oczywiscie życie na Ziemi moze ulec zniszczeniu. I nie powstanie tutaj drugi raz, bo juz okres "płodnosci" Ziemi minał. Ale kto mówi, ze celem życia jest jest jego nieśmiertelne istnienie? Ani Człowiek, ani, zwierze, ani roślina nie sa niesmiertelne, to dlaczego życie na Ziemi ma być "niesmiertelne".? Każdy eksperyment kiedyś się kończy. Koniec eksperymentu świadczy za istnieniem "eksperymentatora", który go zaplanował, rozpoczał i przeprowadził. Niestety wprowadza pewien niepokój, co do wniosków i konsekwencji dla "eksperymentowanego". Przypadkowość miejsca nie przemawia za przypadkowoscią istnienia, natomiast zaistnienie przemawia za koniecznością zaistnienia. Człowiek bedzie "aroganckim zwierzeciem", dopóki nie zrozumie i nie zastosuje dla siebie praw boskich dla ludzi. Pozdrawiam również "z pyłku", z nadzieją, że Słońce i Ziemia przeminą, ale Informacja nie przeminie i bogatsza w doświadczenie wykreuje sobie inny, lepszy "pyłek" w ogromnym Wszechświecie. "Twarda Orzeszka"" pozdrawia brzegowego "Pływaka Żółtobrzeżka", oczywiscie z Bogiem "na prapusk".
Wścibskośc niedostatecznie wścibska....
Owszem DNA jest skomplikowane ale nie niemożliwe b y powstawało w odpowiednich całkiem naturalnych warunkach. Fascynujesz się miarami a nie dostrzegasz praktyki w skali makro której podlega materia w różnorodnych środowiskach sprzyjających powstawaniu skomplikowanych związków.
Na przykład na Tytanie - księżycu Saturna może występować "ziemskie" DNA. Naukowcy odtworzyli je w laboratorium. - "Gdy sonda Cassini krążyła ponad 1000 km ponad Tytanem, największym z księżycu Saturna, zebrała dane o gazach z jego atmosfery.
Naukowcy zebrali je wszystkie w specjalnej komorze i wystawili na promieniowanie, jakiemu poddawana jest cały czas atmosfera Tytana. Efektem były elementy tworzące kod DNA Na uniwersytecie stanowym w Arizonie odtworzono warunki panujące na Tytanie i pokazano, co najpewniej dzieje się w jego atmosferze.
Odkrycie jest bardzo obiecujące, bo pokazuje proces powstawania życia na tych samych zasadach, według których mogło powstać też na Ziemi. Naświetlając gazy z Tytana mikrofalami uzyskaliśmy ponad połowę z 22 aminokwasów tworzących białka oraz wszystkie nukleotydy potrzebne do stworzenia kwasów nukleinowych RNA i DNA - tłumaczą naukowcy. Tytan od dawna uważano za miejsce wielce obiecujące jeżeli chodzi o powstawanie życia. Są na nim wielkie jeziora metanu a eksperci doszukują się też tajemniczego procesu, który pochłania sporą część uwalnianego z wnętrza planety wodoru."
Życie zatem to nie żaden cud ideowy ale jedna z form istnienia materii która podlegając długotrwałej ewolucji może osiągnąć samoświadomość i inteligencję.
~katoSTROFUSIE homunculusie? A czymże są Twoje spekulacje o samostwórczej materii czyli "Zosi Samosi"? Albo o wiecznej materii w samoczynnym ruchu, czyli "Zosi Maglosi"? W jaki to sposób sprawdziłeś swoje załozenia, tym trudniejsze, ze nie godzą się ze zdrowym umysłem, opartym na codzienntych obserwacjach i doświadczeniu? Oczywiscie Twoje spekulacje, nieobiektywne, bo oparte o Twój punkt widzenia, mnie nie przekonują. "Wyższą szkołą jazdy jest uwolnienie się od antropocentryzmu i wczucie się w Ideę, skoro myslimy dzięki Jej prawom. Spójrz w lustro! Poznajesz się? No to dzięki Idei , bo np. goryl sie nie rozpoznaje. A wiec tę świadomość uzyskałes dzięki Idei przy przejsciu z "gorillusa" do "homunculusa". Spójrz sobie w oczy poprzez swoje odbicie! Widzisz w nich trochę rozumu? No to Idei dzięki! Nie widzisz? To może do "gorilli"? Jesli byłeś w warsztacie samochodowym, to mogłes zauwazyc tablice z sylwetkami narzędzi i ich okresleniami np. mot-324, mot-125 itd. Jesli patrzysz na tablicę Mendelejewa, to nie musisz patrzec przez perspektywę wzorów, typu Mg. Na, C, Cl itp, tylko pierwiastek, czyli P-1, P-6, P-7, P-8, P-31, P-32 i wyobrazic je sobie jako narzędzia do wytworzenia zycia. Jak na Twoje pojecie to mozesz je sobie wyobrazić jako kółka z 1, 2,czy trzema "zębami", lub 4, 3 lub dwoma wrębami. Przy tak precyzyjnej "narzędziowni" tylko "wadliwy produkt" nie jest w stanie domysleć sie Inteligentnego "Mechanika". Jeżeli nie wysnuje sie wniosku o inteligentnej Idei, bynajmniej nie zbędnej, skoro mechanik nie jest zbędny w warsztacie, to pozostaje zakładanie wręcz takich idiotyzmów jak samorzutne powstawanie materii z niczego. Moje wywody to dowody na istnienie Idei oparte na naukowych podstawach, natomiast twoje wywody to własnie przykład subiektywnych i całkiem dowolnych spekulacji, np. to że szystko sensowne co powstało, to powstało przez bezsensowny przypadek. Pozdrawiam przez przypadek koniecznie, całkiem grzecznie, oczywiście z Bogiem "na prapusk"
KatoSTROFICZKO - BZDYCZKO! A Ty ciągle jak Winnetou w Nowym Yorku: a dlaczego, a po co, dlaczego nie tak jak na prerii? Jeśli widzę sensowną całość, tzn że i części maja swój sens, chociaż mogę tego jeszcze nie rozumieć. Pozostaje nadal obserwować badać, domyślać się, a nie "kadzić" Paradygmatykom. Jesli jest prawdą ta historia o anihililacji ogromnej ilosci materii i antymaterii, aby pozostał odropbina materii, sens twórczy miało to dyskretne złamanie symetrii, dzieki czemu na miliard cząstek antymaterialnych powstało miliard i jedna czasteczka materialna, która unikneła anihilacji i dzieki Bogu weszła tak jak i inne tego rodzaju pozostałości, broń Boze "niedobitki", w skład gwiazd, planet, w końcu i naszych ciał, jako siedliska Idei. "Czarne dziury"" mają wybitny sens twórczy, do przetapiania "złomu" jak w piecach hutniczych. Aby cos nowego tworzyć, trzeba nieraz zniszczyć coś starego. Gorliwy Czciciel Misia Yogi to potwierdzi bo z pewnoscią kleci nowe budy dla swoich wielbicieli na łańcuchu co pare lat. A juz supernowe!! Toz przeciez sam tłumaczyłes jak dzięki ich wybuchom dostajemy budulec na nowe gwiazdy, kolejnej generacji, na planety, na organizmy. Wszystko zyje dzieki Idei i dla Idei. To, ze się tak "nacięła" na Tobie w szczególnosci, nie znaczy, ze się"nacięła" w ogólnosci. Zapoznaj sie dokładnie ze szczególna i ogólną teorią Einsteina, aby czym prędzej zrehabilitować sie wobec Idei. Tak mogłabym wyjaśniac wszystkie Twoje dalsze pytania i do tego wróce przy lepszej okazji pod wzgledem czasowym. Narzędziem do weryfikacji Idei sa inne Idee, których nośnikami sa ludzie. Czastka Idei zawarta w Twoim mózgu weryfikuje czastkę Idei zawarta w miom mózgu i odwrotnie. W zaleznosci od wyniku weryfikacji Idea uzyska dodatkową drobinę samowiedzy. Obawiam się, ze nie zaakceptuje Twojej "wiedzy ,"że Ona nie istnieje jako swojej "samowiedzy". Pozdrawiam samowiednie, oczywiscie z Bogiem "na prapusk"
Życie - fenomenalny dar natury ...Pytania do ...pani W...
Życie - fenomenalny dar natury ...Ponieważ na każdym kroku powtarzasz że wszystko co się wydarzyło od BB miało cel , że powstały miary specjalnie by tworzyć życie i inteligencję to może mi wyjaśnisz co z tego celu makro w sensie osobników żywych wynika dla atomów, pierwiastków i cząsteczek które są budulcem organizmów żywych i całej materii?
- Moim zdaniem nic nie wynika ... Atomy, cząsteczki, białka w organizmach żywych są jedynie w innym stabilnym pod względem energetycznym stanie. To świadczy że materialna budowa istot rozumnych jest tylko fundamentem - podstawą na którą nałożyła się ewolucja biologiczna rządząca się zupełnie innymi prawami.. Wspominałem o tym wcześniej. Fizyczna budowa materii nic nam nie mówi o zamiarach, celach , ani o ideach -czysto antropocentrycznych wymysłach - służy jedynie jako podstawa dla ewolucji biologicznej . Idealna i niezniszczalna prawie materia służy jako tworzywo dla niedoskonałego pod każdym względem życia. Definicja życia mówi że życie przejawia się m.in. biochemicznymi reakcjami prowadzącymi do wzrostu i rozmnażania. Więc jeżeli inteligentny człowiek niewątpliwie żywy, powstały na drodze ewolucji, ma swój ułamek sekundy świadomego życia - na przestrzeni miliardów lat od powstania wszechświata- to jest śmieszne z tego faktu wyciąganie wniosku że taki osobnik był celem wszechświatowej potęgi boskiej .... Powstanie życia jak wskazuje logika nie jest i nigdy nie było celem materii "ukuglanej" precyzyjnie przez jakieś hipotetyczne oczywiście bóstwo . Jest czystym przypadkiem i właśnie to jest realny problem ... z którym istoty ziemskie muszą się zmierzyć. Religie dają rozwiązania najgorsze z możliwych- marnują tę krótką iskrę życia którą każdy z nas żywych ma tylko na sekundę...
Historia powstania życia na Ziemi to nie "Totolotek" - jak
twierdzi Mela i Katolik ze Śląska. To nie "Przypadek" - jak utrzymuje Markus, i nie "Rachunek prawdopodobieństwa" - jak twierdzi KatoStrofa. Historia powstania życia na Ziemi to powolny, stopniowy proces odbywający się "krok po kroczku" na drodze EWOLUCJI. A działo się to tak: Na samym pra-początku pierwotna materia eksplodowała we Wszechświecie (tzw. Wielki Wybuch). MATERIA - to jest w gruncie rzeczy tylko ENERGIA wibrująca na pewnym poziomie. Rozumiecie??? Na samym początku Materia istniała jedynie w najprostszej formie: atomów wodoru. I to było wszystko, z czego składał się Wszechświat - WODÓR. Atomy wodoru przyciągały się - a naczelną zasadą tej Energii był ruch w celu uzyskania bardziej złożonej postaci - tutaj działa IDEA/Inteligencja/Myśl. Rozumiecie??? Kiedy skupiska wodoru osiągnęły odpowiednią gęstość, nagrzewały się do coraz wyższej temperatury, by w końcu zapłonąć - tworząc Gwiazdy. Płonąc, atomy łączyły się, osiągając jeszcze wyższą wibrację i utworzyły pierwiastek, który nazywamy HELEM. Pierwsze gwiazdy starzały się i eksplodowały, uwalniając pozostały wodór i nowo stworzony hel - i cały proces rozpoczynał się od nowa. Wodór i hel skupiały się, dopóki nie osiągnęły temperatury na tyle wysokiej, by powstały nowe gwiazdy. W nich zachodziły kolejne reakcje jądrowe, tym razem prowadząc do powstania następnego pierwiastka - LITU, będącego jeszcze wyższą formą energetycznej wibracji. I tak dalej, i tak dalej... Każda kolejna generacja gwiazd tworzyła we Wszechświecie materię, która nie istniała w nim wcześniej, aż powstały wszystkie istniejące dziś pierwiastki chemiczne - takie, jakie mamy na tablicy Mendelejewa. Rozumiecie??? Te pierwiastki nie powstały na zasadzie "totolotka", "przypadku", czy "rachunku prawdopodobieństwa" - jak twierdzicie. Uświadomcie to sobie proszę - i nie opowiadajcie więcej takich BREDNI. Żyjecie w XXI wieku i najwyższa pora znać historię powstawania Wszechświata. Koniec wykładu cz. 1. Cdn. Pozdrawiam Was naukowo i jak zawsze słonecznie :) Yagoda - Kapłanka Słońca :)
No, nareszcie przyznałeś, że Ewolucja promuje skuteczność w osiąganiu preferowanych celów, bo dotychczas gwałtownie zaprzeczałeś jakiejkolwiek celowości, "spuszczając się" na zupełną przypadkowość. Ja dotychczas określałam to premiowaniem optymalnego "doszlusowania" do celów Idei poprzez ewolucję. Zatem Twoje ujęcie jest niemal "doszlusowaniem" do mojego ujęcia. Proces ewolucji, a własciwie "kreawolucji" jest obrazem Idei w działaniu, która wyłania kolejne organizmy do coraz wyższych celów. Najpierw plankton, który naprodukował tlen, potem mchy i porosty, aby wgryzły sie w skały, potem rosliny aby wytworzył glebę, potem rosnace, chodzące, pływające, pełzajace, latajace żródła pozywienia dla gatunków wyzszych, wreszcie hominidy, aby wlazły i zlazły z drzewa, dajac początek człowiekowi jako najdoskonalszej jak dotychczas samorealizacji Idei. A co dalej? Popatrz na tablicę Mendelejewa. Ile tam metali, nawet metali ziem rzadkich, ile półprzewodników i przewodników, ile oporników. Wszystko to moze posłuzyć dopiero cywilizacji cybernetycznej, zaprogramowanej przez Człowieka, dzieki Idei i dla Idei, az do jak najpełniejszej kolonizacji-idealizacji Kosmosu. Żelazo w rudzie i we krwi jest tym samym zelazem, ale z zastosowaniem "pomyslanym" dla innych cełów i Idea musiała się sporo "nagłowić" aby "wymysleć" zastosowanie żelaza do przenoszenia tlenu, podobnie jak magnezu w chlorofilu do fotosyntezy, mimo, ze jest to ten sam magnez co w Dolomitach. Sama najlepiej wiem, ze wynikiem Kreacji jest prokreacja, a wiec znowu proces do przekazywania Idei z pokolenia na pokolenie w DNA. DNA bez możnosci odczytania Idei w nim zawartej w rybosomach Idei, byłoby tylko bezuzytecznym pęczkiem "kipu" dla nikogo zrozumiałym. Prawa Ewolucji, czyli "kreawolucji" sa niczym innym jak prawami Idei wg których samorealizuje sie w materii na coraz wyzszych szczeblach. Ja czuję się sublokatorką w mieszkaniu Idei, którym jest cały Wszechświat i widzę i odczuwam jej obecność na codzień, a Wy dwaj "chłopaczki-pędraczki" zaglądacie tylko do mieszkania Idei przez dziurkę od klucza i jeden twierdzi, ze chyba nikogo tam nie ma, a drugi, że napewno nikogo tam nie ma. To jest dla mnie zaskakujace, ale wiadomo, że Idea dając mutantom Y więcej siły fizycznej, musiała im odjąć siły rozumu, aby mozna było jakoś tym niebezpiecznym ustrojstwem jakos kierować. Stąd te zmysły, zmysły, zmysły, ale nie zamysły. Jak chcecie pojąć zamysły Idei przy deficycie własnych zamysłów? Pozdrawiam zmyślnie zamyślnie, oczywiscie z Bogiem "na prapusk"
"Caro" agnostico Ipocrito, capo fa tempe non lavato! Cały Wszechświat od chwili wyemanowania zmierza do dekadencji w kierunku wzrostu entropii, czyli do "śmierci cieplnej", tak jak człowiek do śmierci. Tak jak filozofowie sformułowali, ze życie jest powolnym umieraniem. Ale do tego nurtu do dekadencji podłączone są "młyny" metaboliczne, które zatrzymuja, utrzymują lub wręcz lokalnie odwracaja kierunek przemian. Sa to reakcje syntezy, które umożliwiuają wzrost, rozmnazanie, przekazywanie informacji genetycznej do nowego nośnika - i to jest również obraz funkcjonowania Idei w Ciele, mój "Czarny Aniele". Jak ja, kobieta "zmysłowa', moge wyobrazić sobie Boga, który istnieje pozazmysłowo? Przecież nie ma nic w umyśle, czego nie ma w zmysłach. A wiec nie mozna mieć żadnego wyobrażenia zmysłowego (ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani ciało nie dotykało). Natomiast można mieć "wyobrażenie rozumowe" na podstawie dowodów rozumowych, widocznych dla tych, którzy dostrzegaja "oczami rozumu" miarę "Wszechrzeczy w każdej, najmniejszej rzeczy". A więc rabek Idei, chociaz nie skrawek "boga" nawet w pojedynczym atomie. "Pole" to jest przestrzweńm, w której działaja siły. Fizycy nie wyobrażaja sobie np. pola elektromagnetycznego, bo nikt go nie widział, ani słyszał. Wystarczy, ze stosuje się ono do czterech równań Maxwella. To co dopiero z "Polem Boskim"? Wystarczy, ze wytwarza swoje twory i zachowuje się, tak jak się zachowuje. Aby zatrudnic Twoja artystyczna wyobraźnie, wyobraż sobie linie sił elektrycznych miedzy dwoma ładunkami, a dookoła każdej linii pierscionki z linii sił magnetycznych i bedziesz miał taka "kolczugę" elektromagnetyczną. Najwazniejsze jednak jest to, ze jeśli zanurzysz w niej przewodnik w którym płynie strumień elektronów, czyli też ładunków elektrycznych, to przewodnik uniesie się wbrew sile ciężkosci, jak nie przymierzając..... zając. A więc jest to niepodważalny dowód na istnienie pola elektromagnetycznego. Per analogiam, dźwiganie się wszystkich form organicznych do coraz bardziej złozonych i bogatszych w informację form jest dowodem na istnienie Idei, samorealizujacej sie w tych formach materialnych, ale nie bedącej czymś równowaznym i identycznym z tymi formami. Znowu relacja Twórca - dzieło, choć nie wiadomo skąd się to wzięło. Od stwierdzenia istnienia Boga, do nastepnych zagadnien: jaki on jest, jaka jest Jego relacja do nas, jaka powinna być nasza relacja do Niego to całe lata świetlne rozważań, które w niczym nie podważą punktu pierwszego. Napewno nie jest tak doskonały, skoro wyprodukował ewidentnie wybrakowane "towary", które Go nie zauważają w swoim własnym ciele, albo ma nieuważna czasem "kontrole techniczną" mój "Cielny Aniele". Natomiast w fizyce jest mnóstwo koncepcji Boga, jak teoria strun, teoria bran, teoria wszystkiego, pola Higgsa, wszystko o Jednym, tylko nie po imieniu, bo to "wstydliwe" dla tych o "miękkim ciemieniu". A nawet unifikacja elektrosłaba "starszego brata" Stevena, to tez o Bogu, bo wszelkie unifikacje coraz wyzszego stopnia zmierzaja do Boga, bo fizycy "ufiksowali sobie", ze Pan Bóg musiał działać jedną siłą, która się potem rozdzieliła na cztery. A ufiksowali sobie tak, bo sami w swojej Świadomosci i części Idei od tej jednej siły pochodzą. Sama idea unifikacji sił w Fizyce przemawia za istnieniem Idei. A więc z której strony by nie patrzeć, to wychodzi Idealizm Ontogenetyczny, mój Ty "Pinocchio" bezkrytyczny. Saluto dolcetto. per "Bambino" scherzetto! Oczywiscie z Bogiem na "prapusk", bo bez Boga, ani od proga!
@markus ^ "Caro" Signor Ipocrito istorico! Motivi per visitare castelli sono soli castelli! Tak jak góry są po to, aby je zdobywać. Aby "dotknąć" historii wybierz się do Goslar, gdzie w zamku cesarskim zobaczysz na scianach zobaczysz wojów słowiańskich, jak malowanie, z X/XI wieku. Ludwik II na szczęście żył w czasach, kiedy nie musiał malować bitew, tylko legendarnych herosów z Wagnera. Po prostu mógł dosypiać "boski sen o stworzeniu świata", tak jak go sobie wyobrażał. Oczywiście Neuschwanstein jak najbardziej jest dowodem na istnienie Boga! Herrenchiemsee nie jest mi obce, ale dopiero to jest naśladownictwo! Wszystko niby podobne do Wersalu, ale nie to samo. Wolę Linderhof jako bardziej naturalny i najładniejszy jak sie okazuje zimą. Szkoda, ze nie zbudowano Falkenstein, to byłaby już doskonałość idei Piękna zrealizowanej w architekturze, jako części Idei. Na razie pozdrawiam i kończę bo jeszcze zamek cesarski w Nuernberg no i "Koloseum" jako realizacja nieboskiej "idei", która nie powinna być zrealizowana. Saluti tutti frutti, przyjmuję due bacci al "cosacci". Pozdrawiam oczywiście z Bogiem "na prapusk", bo bez Boga ani z proga!

chcę wyslać
Zrobiłeś unikalne zdjęcie,
napisałeś ciekawą
wiadomość?
Wyślij je do nas lub załóż
własne konto, na którym
je opublikujesz.
Najlepsze materiały
publikujemy na stronie głównej serwisu.
Pogoda długoterminowa
dodane przez: Internauta WP24
Prognoza pogody
dodane przez: Internauta WP24