Duch Lubańskiego i Gorgonia wyemigrował za Odrę. I znowu na mistrzostwach świata rozgrywanych w Niemczech wywojował brązowy medal.
Rok 1986. Waldemar i Krystyna Podolscy spakowali do białego dużego fiata trochę ubrań i rzeczy codziennego użytku. Na koniec dzieci, Łukasza i Justynę. Oddali klucze sąsiadce i wyruszyli w stronę granicy z Niemcami. Za Odrą czekali już rodzice i siostra Waldemara. W Polsce o wyjeździe wiedziała tylko Danuta Kontkiewicz, sąsiadka z piętra i najbliższa przyjaciółka Krystyny. Poza tym nikt, nawet mieszkająca w pobliżu rodzina. Nie wiedziały także dzieci. Starsza Justyna myślała, że jedzie tylko odwiedzić ciocię, i głośno protestowała przeciwko braniu elementarza. Matka przekonywała, że trzeba „pokazać cioci polskie książki”.
– Jechali w ciemno, nie wiedzieli, czy nie zawrócą ich z granicy. Po cichu na to liczyłam, nie chciałam, żeby wyjeżdżali – wspomina dziś pani Danuta. Mimo upływu lat, szklą jej się oczy. Siedzimy w sporym mieszkaniu w katowickiej Sośnicy. Późnogierkowski blok spółdzielczy przy Wiślanej, z balkonu widok na niezagospodarowane pola. To tutaj mieszkali Podolscy od początku lat 80. Tutaj urodziły się ich dzieci. Kiedy wyjechali, Kontkiewiczowie zajęli ich mieszkanie. – To było trochę jak z filmu. Chciałam remontować mieszkanie. Krysia powiedziała, żebym się wstrzymała, bo będę mogła się przeprowadzić. Myślałam, że żartuje, nie wierzyłam, że mogą wyjechać. Kilka tygodni później już ich nie było.
Podolscy bez problemu przekroczyli granicę. Wzięli tyle rzeczy, że wyglądało, jakby jechali na urlop. Potem – dzięki pomocy teściów – szybko udało się załatwić mieszkanie, pracę. Kilka miesięcy później z Niemiec przyjechały dokumenty świadczące o tym, że Podolscy zostają tam na stałe. Dzięki temu mieszkanie nie musiało „odstać” kilku lat jako pustostan, Kontkiewiczowie wprowadzili się prawie od razu. Pozostało rozdać to, co emigranci po sobie zostawili: prawie cały majątek. Dysponentką została Danuta Kontkiewicz. – Krysia zostawiła mi dokładną listę, co komu przekazać. Członkowie rodziny byli bardzo zdziwieni, że nic nie wiedzieli – wspomina.
Sportowa rodzina
Waldemar Podolski, ojciec Łukasza, jest znany w sportowym światku. W 1980 zdobył z Szombierkami futbolowe mistrzostwo Polski. Do Niemiec jechał jako piłkarz, przez kilka lat grał w tamtejszych klubach. Bez sukcesów. Teraz pracuje w Kolonii w fabryce grzejników.
Mało kto pamięta, że matka Łukasza – Krystyna Budzińska-Podolska – była jedną z najlepszych śląskich szczypiornistek, wraz ze swoją drużyną Sośniczanką Gliwice w latach 70. zdobyła mistrzostwo Polski. – To była doskonała zawodniczka, bardzo skuteczna. Wszystkie żyłyśmy wtedy sportem – wspomina Irena Johan, koleżanka z drużyny. Wyjazd Podolskich nie był dla niej zaskoczeniem. – To było naturalne. Jeździłyśmy po świecie, widziałyśmy, że można żyć inaczej, uciec od biedy, kolejek i władzy. Z naszego składu wyjechało kilkanaście dziewczyn, w kraju zostały naprawdę nieliczne – mówi Johan.
Podolscy wcale nie żyli biednie: sportowe pensje, paczki od rodziny z Niemiec. – U nich na stole było to, czego moje dzieci nie widziały na oczy – wspomina Danuta Kontkiewicz. Irena Johan przyznaje: – Ja tego nie oceniam. Wyjechali, bo mogli. Może też bym pojechała, gdybym nie została trenerką i miała rodzinę w Niemczech.
Masz swoje poglądy? Tu jest miejsce, gdzie możesz je swobodnie
wyrazić! Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będziemy
tolerować niecenzuralnych wypowiedzi i wulgaryzmów. Wymieniaj poglądy
a nie obelgi.
Zasady Opinii
Aby codziennie otrzymywać przegląd najważniejszych wiadomości prasowych wprost do swojej skrzynki email wpisz swój adres:
Jeśli chcesz mieć błyskawiczny dostęp do najświeższych
wiadomości z serwisów Wirtualnej Polski, skorzystaj z
kanałów informacyjnych RSS, Atom lub Cafe News.