Pobrali się w listopadzie 1978 roku, mieli po 21 lat. Na początku łatwo nie było. Przez kilka miesięcy mieszkali u matki Donalda, potem wynajmowali pokoje we Wrzeszczu. Tusk pracował dorywczo w stoczni. Kryzys przyszedł po pierwszym dziecku i pięciu latach. Małgorzata Tusk wyprowadziła się wówczas z domu.
Każde z nas miało inne poglądy na życie - wspomina.
Życie mężczyzny nie zmienia się wiele w rodzinie z dzieckiem, a życie kobiety - diametralnie. Może wydawało mi się, że moje życie nie powinno być takie ciężkie? Kiedy się pobieraliśmy, myśleliśmy, że jesteśmy młodzi, więc wszystko będzie dobrze.
Newsweek: Rozstaliście się?
Małgorzata Tusk: Miałam krótko taki zamiar, ale nie doszło do złożenia żadnego pozwu.
Podobno zakochała się pani w koledze męża.
- Może zdarzały się jakieś takie sytuacje. To był bardzo trudny moment, kiedy każde z nas potrzebowało zmiany. Byłam wypieszczoną córką, nie miałam żadnych obowiązków i nagle trafiłam w małżeństwo, w którym miałam dziecko, męża, ciągle brakowało pieniędzy, a my gnieździliśmy się w jakichś klitkach. Wydawało mi się, że to sytuacja bez wyjścia, że stoję w czarnym tunelu. Myślę, że zupełnie nie przygotowaliśmy się do rodzicielstwa. Jak byliśmy we dwójkę, było wszystko OK, ale jak urodziło się dziecko, nagle okazało się, że trzeba ze wszystkiego zrezygnować. Czułam się zniewolona.
Gandzia
Jako były działacz Solidarności Tusk od stanu wojennego miał problemy ze znalezieniem pracy, choć i tak powiodło mu się lepiej niż jego wielu kolegom, bo nie został internowany. Pomocną rękę wyciągnęli do niego znajomi. Grupa opozycjonistów stworzyła spółdzielnię Świetlik - to było swoiste stowarzyszenie niepokornych. Zajmowali się głównie pracami na wysokościach: myciem kominów w kombinatach i rafineriach, malowaniem wielopiętrowych konstrukcji, czyszczeniem zbiorników po chemikaliach. Ciężka praca, rozłąka z rodziną i miesiące w plugawych robotniczych hotelach - taka była cena tej wolności. Dużo ryzykowali, dużo zarabiali i bardzo dużo pili. Kiedy wchodzili do knajpy, nie było mocnych. Budzili respekt, a kelnerzy tańczyli wokół stolików. Do legendy przeszło zlecenie z elektrowni w Jaworznie uważane przez świetlikowców za najcięższe w dziejach spółdzielni. Mieli malować podpory stalowe pod sufitem.
Praca w upale przekraczającym 50 stopni. Pod nogami kilkadziesiąt metrów przepaści i pracujące agregaty. Razem z innymi robotnikami i Romami mieszkali w baraku zbitym z desek. Na końcu ulicy była poradnia zdrowia psychicznego, a po drugiej stronie komisariat MO. W dzień piło się wódkę, piwo, grało w karty, dyskutowało o polityce, piłce, kobietach... A w nocy do roboty. Tak żyli przez trzy miesiące, jeden mężczyzna nie wytrzymał - wysłał do żony telegram, by po niego przyjechała. Alkoholu - jak to w PRL - czasem brakowało. Znaleźli na to sposób: marihuanę. Wielu pracowników Świetlika po raz pierwszy spróbowało tego narkotyku właśnie w Jaworznie.
Tusk nie zaprzecza, że zdarzało mu się palić trawkę.
Życie w hotelach robotniczych i ten typ pracy nie sprzyjają lekturom Platona - mówi.
Do tego sąsiedztwo elektryków w pokoju obok, których nigdy przez te kilka miesięcy nie widziałem trzeźwych.