Wybór nowych władz PiS utwierdził wszystkich niedowiarków w przekonaniu, że stary PiS wrócił. Czy jednak powrót do partyjnego betonu opłaci się czy może partię Jarosława Kaczyńskiego czeka nieuchronny upadek? Publicyści zastanawiają się co dzieje się w bastionie Prawa i Sprawiedliwości.
Kilkudziesięciu posłów PiS zbojkotowało propozycje prezesa
W sobotę, na posiedzeniu Rady Politycznej PiS wybierano nowe kierownictwo partii. Zgodnie z oczekiwaniami prezesem na kolejną kadencję został dotychczasowy szef –
Jarosław Kaczyński. Wiceprezesami został natomiast osoby rekomendowane przez Kaczyńskiego – Zbigniew Ziobro, Adam Lipiński i Beata Szydło, a szefem sztabu wykonawczego – Joachim Brudziński. Nie bez znaczenia jest również to, że kilkadziesiąt z dwustu członków Rady Politycznej PiS - jak dowiedziała się "Rzeczpospolita" - zagłosowało... przeciw kandydatom zgłoszonym przez Jarosława Kaczyńskiego do Komitetu Politycznego partii - Krzysztofowi Jurgielowi, Leonardowi Krasulskiemu, Jarosławowi Zielińskiemu i Wojciechowi Jasińskiemu.
Dziwić może również fakt, że rekomendacji na wiceprezesa partii nie dostała Joanna Kluzik-Rostkowska, która kierowania kampanią prezydencką Jarosława Kaczyńskiego. Zaskoczenia nie kryją również politycy PiS, którzy brali aktywny udział w kampanii i przyglądali się pracy partyjnej koleżanki. Marek Migalski, europoseł z ramienia PiS, przyznał z żalem na blogu publikowanym na stronie "Salonu24", że autorzy dobrego wyniku wyborczego nie dostali nagrody za swoją pracę. Dodaje też, że od zakończenia wyborów PiS ponosi same porażki.
Rozżalony Migalski
Za jedną z porażek europoseł uznał to, że PiS "dał się wpuścić w spór o krzyż". Publicyści, nawet ci bardziej na prawo, również nie pozostawili suchej nitki na Jarosławie Kaczyńskim, który stwierdził, że krzyż można usunąć sprzed Pałacu prezydenckiego tylko wtedy, gdy w tym miejscu powstanie pomnik ofiar. Jak tłumaczył, ten, kto ma inne zdanie w tej kwestii popełnia „ciężkie moralne nadużycie”. Po tym zdaniu rozpętała się awantura.
Paweł Fąfara z „Polski The Times” stwierdził, że prezes popełnia na oczach wszystkich polityczne samobójstwo, a
PiS, jeśli się nie opamięta, skończy jak ZChN. A jak inni komentatorzy życia politycznego widzą dalszą przyszłość PiS i Jarosława Kaczyńskiego?
"PiS powinien stać się partią wielonurtową"
Tomasz Terlikowski, publicysta i redaktor naczelny portalu Fronda.pl przyznaje, że po udanej strategii PR-owskiej autorstwa Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyljusza, która przyniosła realne poszerzenie elektoratu Jarosława Kaczyńskiego, prezes zdecydował się jednak na utwierdzanie elektoratu, który już ma. Czy powrót do dawnego wizerunku się jednak opłaci?
- Myślę, że nie. Jeśli PiS chciałby budować silną pozycję, powinien stać się partią wielonurtową, w której będzie miejsce dla realnych konserwatystów - polityków w rodzaju Marka Jurka, dla nurtu mocno propaństwowego, który kładzie nacisk na kwestie związane z oczyszczeniem państwa z rozmaitych, niejasnych układów, ale i nurtu liberalnego, który przykłada wagę do wolnego rynku, oczyszczenia go z niezdrowych, biurokratycznych naleciałości - podkreśla Tomasz Terlikowski.
Jak jednak dodaje, sobotnie nominacje świadczą o tym, że wizja wielowymiarowości PiS nie wchodzi w grę. – Jarosław Kaczyński postawił na bliskich współpracowników, którzy są mu lojalni – podkreśla publicysta. Terlikowski zaznacza jednak, że odsunięcie Kluzik-Rostkowskiej i Poncyljusza w cień może budzić wątpliwości. - Niezależnie od tego, czy ktoś podziela opinie światopoglądowe i polityczne Kluzik-Rostkowskiej i Poncyljusza, czy nie, strategia przez nich zaproponowana przyniosła realne poszerzenie elektoratu Jarosława Kaczyńskiego, więc powinni zostać nagrodzeni. Jeśli jednak wynagradza się polityków drugo- a niekiedy trzeciorzędnych, to kryteria awansu stają się "przynajmniej niejasne".
Kaczyński wybrał zabójczą strategię
Z kolei Wiesław Dębski, były redaktor naczelny „Trybuny” uważa, że w PiS-ie "coś trzeszczy". - Ostatnio coraz więcej osób, nie tylko Marek Migalski, podchodzi z rezerwą do tego, co dzieje się w partii. Strategia udawania porozumienia przyniosła sukces wyborczy, ale po wyborach wróciło "jądro" PiS. Buldogi ukryte na czas kampanii pod dywan wyłażą i walczą o przeżycie. Jarosław Kaczyński uwierzył im i wybrał zabójczą strategię konsolidacji swojego twardego elektoratu – ocenia Wiesław Dębski.
Komentator podkreśla, że Jarosław Kaczyński będzie chciał ponownie skorzystać ze strategii, która przyniosła tak spektakularny efekt w wyborach prezydenckich. Problem w tym, że tym razem ludzie mogą już tego nie kupić, a współpracownicy, którzy zostali teraz zostali zepchnięci na boczny tor, mogą - jak przewiduje Dębski - już się nie palić do udziału w kolejnej kampanii.