Surowo oceniajmy ludzi, ale nie okrutnie. Nawet krytyczny stosunek do ostatnich zachowań Marka Migalskiego nie jest powodem do tego, by nie podać mu ręki czy marginalizować go – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Tadeusz Cymański, europarlamentarzysta z PiS.
Joanna Stanisławska: Oni nie uznają żadnych granic - tak Jarosław Kaczyński mówi o posłach Platformy Obywatelskiej i określa ich zachowania jako „chamskie”. Zdaniem prezesa PiS agresja polityków Platformy dotyka posłów jego partii nawet w sejmowej restauracji. Przytacza przykład, gdy poseł PO usiadł w restauracji sejmowej na miejscu parlamentarzysty PiS, mimo że wiedział, że miejsce jest zajęte. Czy pan zetknął się w sejmie z takim traktowaniem?
Tadeusz Cymański: - Osobiście z sejmu wyniosłem dobre wspomnienia. Być może miałem więcej szczęścia. Różnie bywało z kulturą w sejmie, to nie jest jakiś cudowny świat, ale każdy musi mówić za siebie, mnie takie zachowania nie dotknęły.
Czy nie jest panu przykro, że Marek Migalski został wykluczony z delegacji PiS w europarlamencie?
- Smutno i żal było mi po każdym koledze, po każdym członku partii, który od nas odchodził, zarówno teraz, jak i w przeszłości. I to niezależnie od okoliczności, bo często mieli w tym swój udział. Moja opinia jest nietypowa i niestandardowa, dlatego, że mam generalnie łagodny charakter i do karania przechodzę na samym końcu. Zawsze jestem zwolennikiem pewnej łagodności.
Zaskoczyła pana ta decyzja komitetu politycznego?
- Nie dziwię się temu, że Marka Migalskiego spotkały sankcje i
krytyka, natomiast jest mi przykro i żal, że zastosowano tak radykalne rozwiązanie. Jestem szczęśliwy, że sam nie musiałem takiej decyzji podejmować, bo tego typu rozstrzygnięcia nie są łatwe.
A czy rozmawiał pan z Markiem Migalskim od czasu jego wykluczenia?
- Tak, rozmawiałem z nim w Parlamencie Europejskim.
Czyli nie zamierza się pan od niego odcinać, zrywać z nim kontakt?
- Ostracyzm jest odebraniem komuś zdolności honorowych. Być może Marek stracił u niektórych osób image czy opinię, ale na pewno nie stracił honoru. Surowo oceniajmy ludzi, ale nie okrutnie. Wydaje mi się, że
Nawet krytyczny stosunek do ostatnich zachowań Marka Migalskiego nie jest powodem do tego, by nie podać mu rękiTadeusz Cymański nawet krytyczny stosunek do ostatnich zachowań Marka Migalskiego nie jest powodem do tego, by nie podać mu ręki czy marginalizować go. Tym bardziej, że on pomimo decyzji partii o jego wykluczeniu, na swoim blogu wyraźnie deklaruje wierność, chce służyć wartościom, jakie reprezentuje
PiS.
Czy zgadza się pan z opinią, że Migalski jest karierowiczem i we wszystkim, co robił, kierował się żądzą rozgłosu?
- Publiczne wyrażanie sądów o intencjach innych osób bywa ryzykowne. Wiedzę o tym, czym się kierował
Marek Migalski ma tak naprawdę tylko on sam i Pan Bóg. Dla innych jest to wiedza zamknięta. Nie odważyłbym się twierdzić, że robił to dla popularności. Takie zarzuty mogą być obosieczne, bo sądzę, że wielu może mu pozazdrościć rozgłosu, jego nazwisko jest powszechnie znane, w tym względzie on już dawno osiągnął sukces. Natomiast łączenie jego działań z zamiarem wydania książki, do czego posuwają się niektórzy, uważam za nieeleganckie.
Dostrzega pan w szeregach PiS niebezpieczne zjawisko nielojalności, o którym w swoim liście do działaczy partii pisze Jarosław Kaczyński?
Nie ośmieliłbym się oceniać, w jakim stanie jest prezes Kaczyński.Uczynił wielki wysiłek, żeby wydobyć się z przygnębienia i myślę, że wraca do dobrej formy. My jako posłowie nie powinniśmy mu przydawać frasunkuTadeusz Cymański
- Prezes Kaczyński w swoim liście przede wszystkim położył nacisk na to, by dyskusję tego rodzaju, co ta zapoczątkowana przez Marka Migalskiego, miały miejsce w łonie partii. Prezes nie zamyka się na krytykę, ale mocno podkreśla potrzebę wewnętrznej debaty, a nie prania brudów na zewnątrz. W sprawie Marka Migalskiego ten aspekt był podnoszony nawet przez osoby, które z nim sympatyzowały, a nawet zgadzały się z jego poglądami. Nie wiem, czy on sam również nie ma dziś takiej refleksji.
Pojawiają się opinie, że Jarosław Kaczyński jest w depresji. Czy ma pan takie obserwacje?
- Przeżycie, które stało się jego udziałem jest ekstremalne. To bardzo trudny czas dla prezesa, to sprawa, która zostawia trwały ślad i trzeba o tym pamiętać, przy próbach oceny jego zachowania. Śmierć najbliższych to okoliczność, nad którą trudno przejść do porządku dziennego. Nie ośmieliłbym się oceniać, w jakim jest stanie. Myślę, że jest bardzo dzielnym człowiekiem. Uczynił wielki wysiłek, żeby wydobyć się z przygnębienia i myślę, że wraca do dobrej formy. Tego mu życzę i za to trzymam kciuki. A my jako posłowie nie powinniśmy mu przydawać frasunku.