W szczerej rozmowie z Wirtualną Polską Lech Wałęsa opowiada, jak przez 24 godziny na dobę był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Jego mieszkanie było naszpikowane aparaturą podsłuchową, miał nawet kamerę zamontowaną nad łóżkiem. Były prezydent wie o tym, bo SB przysyłała mu zdjęcia intymnych części ciała! - Każdy przecież trochę się tam różni, więc poznałem, że to moje. Nagrań nie widziałem, pewnie je zniszczyli, ale może gdzieś się coś zachowało... - mówi.
Joanna Stanisławska: Panie prezydencie, czego się pan spodziewa po obchodach 30. rocznicy stanu wojennego?
Lech Wałęsa: Mam nadzieję, że przy okazji rocznicy będziemy rozmawiać o tym, czy musiało do niego dojść, a skoro tak się stało i jest to nieodwracalne, jakie wnioski wyciągnęliśmy z tych wydarzeń, czy sprawcy zostali rozliczeni, czy nad pokrzywdzonymi została roztoczona opieka, czy zrobiliśmy wszystko, by nie dopuścić do podobnej tragedii w przyszłości...
Nie obawia się pan, że dojdzie do powtórki z 11 listopada?
- Obawiam się tylko Pana Boga, nikogo więcej.
W ostatnich dniach ukazała się książka Wojciecha Jaruzelskiego "Starsi o 30 lat". Pojawia się w niej dosyć kontrowersyjne stwierdzenie, że społeczeństwo chciało stanu wojennego. Czy pan może się z nim zgodzić?
- Gen. Jaruzelski ma rację w tym sensie, że naród był zmęczony. Chciał jakiegoś rozstrzygnięcia, zakończenia stanu stagnacji. Polacy pragnęli reform, zmiany systemu, a ze strony władzy nie było żadnej odpowiedzi na ich potrzeby. To było celowe działanie, by ich zniechęcić do oporu, by za bardzo się nie bronili.
Generał, broniąc konieczności wprowadzenia stanu wojennego, odwołuje się do... Jarosława Kaczyńskiego. Przytacza jego słowa z 1994 r., kiedy to przekonywał, że gdyby "Solidarność" w 1989 r. miała siłę z 1981 r., to "żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało". Jaruzelski uważa, że stan wojenny osłabiając impet "Solidarności", przyczynił się do tego, że stało się możliwe zbudowanie tych demokratycznych mechanizmów. To słuszne wnioski?
- Nie znam tej wypowiedzi. Nie przypuszczam, by Kaczyński był tak niepoważny. Naród parł wtedy do rozwiązań o jakich mówiłem, radykalizował się, to mogło być groźne, wiele zależało od polityków, którzy mogli odpowiednio ukierunkować te dążenia, tak by były budujące. Takiej oferty nie było, energia nie została wykorzystana. Stan wojenny pokazał jednak, że
"Solidarność" nie podjęła rękawicy, że nie walczyliśmy siłowo, tylko na argumenty. Ani generał, ani Kaczyński nie mają racji, te słowa nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.
Generał zapewnia, że wprowadzenie stanu wojennego nie było tajemnicą. "Nie czailiśmy się w ukryciu". Twierdzi, że władze mówiły, ostrzegały, i poufnie, i głośno o takiej ewentualności. To prawda?
- Mogę mówić tylko za siebie.
Dla mnie z pewnością nie było tajemnicą, że dojdzie do stanu wojennego. Wiedziałem, że prędzej czy później władza użyje siły. Zniechęcała ludzi, męczyła ich, by poszło jej to gładko. Ja z kolei próbowałem obudzić Polaków, zachęcić ich, by kiedy nadejdzie uderzenie, byli przygotowani, stawili opór. Wiedziałem, że w ten sposób rozwalę komunizmLech Wałęsa
Dla mnie z pewnością nie było tajemnicą, że dojdzie do stanu wojennego. Wiedziałem, że prędzej czy później władza użyje siły. Zniechęcała ludzi, męczyła ich, by poszło jej to gładko. Ja z kolei próbowałem obudzić Polaków, zachęcić ich, by kiedy nadejdzie uderzenie, byli przygotowani, stawili opór. Wiedziałem, że w ten sposób rozwalę komunizm.
Gen. Jaruzelski wystosował oświadczenie, w którym przeprasza za stan wojenny. Jak pan je odbiera? Ma pan do generała żal o to, co pana spotkało?
-
Gen. Jaruzelski należy do pokolenia nieszczęśliwych czasów, pokolenia zdrady z 1939 r. i 1945 r. To pokolenie różnie kombinowało, niektórzy wchodzili do struktur, by je rozwalić od środka, powoli załatwić komunę, inni zdradzili, sprzedali się. Nie jestem w stanie rozszyfrować, kto kierował się jakimi motywamiLech Wałęsa Gen. Jaruzelski należy do pokolenia nieszczęśliwych czasów, pokolenia zdrady z 1939 r. i 1945 r. To pokolenie różnie kombinowało, niektórzy wchodzili do struktur, by je rozwalić od środka, powoli załatwić komunę, inni zdradzili, sprzedali się. Nie jestem w stanie rozszyfrować, kto kierował się jakimi motywami. Trzeba ich zrozumieć, ale jednocześnie pamiętać, że byliśmy uzależnieni od wielkich tego świata. Związek Sowiecki i komunizm to głowa, która nas tyranizowała, a nasi generałowie to tylko ramię, które wykonywało pod przymusem jego zalecenia. Jest jeszcze dłoń, która strzelała do robotników. Rozliczenie musi dotyczyć zarówno głowy, ramienia, jak i ręki. Teraz szczęśliwie żyjemy w demokratycznym kraju, który posiada odpowiednie organy, które zajmują się rozliczeniami. Sądy, prokuratura, policja niech oczyszczą teren i zabezpieczą, jeśli chodzi o przyszłość. Politycy nie powinni się brać za rozliczenia, bo będziemy sobie nawzajem oddawać, mścić się przez sto lat i jeden dzień.
|
| |
Jak pan sądzi, dlaczego wciąż ponad 40% Polaków uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było uzasadnione?
- Problem polega na tym, że ludzie nie mają pełnej wiedzy na ten temat. Takie przekonania to skutek propagandy, która powtarzała w kółko, że krajowi grozi anarchia, strajki, jakaś ogólna katastrofa. Dlatego wielu uwierzyło, że
stan wojenny był konieczny.
Dwa lata temu ujawnienie notatki z rozmowy gen. Jaruzelskiego z gen. Wiktorem Kulikowem z 1981 r., w której zgłasza się z prośbą o radziecką interwencję, wywołało skandal. Ta sprawa zmieniła pana pogląd na rolę generała?
- Nie znam tej notatki. Jeśli to rzeczywiście tak wyglądało, to trzeba oskarżyć gen. Jaruzelskiego o zdradę Polski. Tak mówiłem wtedy i nie zmieniam zdania.
Pan w 1981 r. sądził, że interwencja radziecka nastąpi?
- Zakładałem każdy wariant rozwoju sytuacji, taki również. Gdyby do tego doszło wkładalibyśmy kwiatki w lufy czołgów, a żołnierzy polskie dziewczyny by zacałowały.
Z ujawnionych dokumentów NATO wynika, że Sojusz nie był skłonny pomóc Polakom i interweniować w razie, gdyby miała miejsce interwencja radziecka. Nie najlepiej to świadczy o naszych dzisiejszych sojusznikach...
- To było oczywiste, miało dojść do wojny atomowej? Dlatego byliśmy skazani na pokojową walkę.
Żona wspomina w swojej książce, że z internowania wrócił pan okropnie gruby, spuchnięty. Sugeruje, że coś panu dodawano do jedzenia. Mogło tak być?
- Mogłem przytyć, bo mało chodziłem na spacery, a karmili mnie bardzo dobrze. Ta tusza wyglądała jednak nienaturalnie. Faktycznie było podejrzenie, że coś mi dosypują do jedzenia. Na Zachód przemycono próbki moich włosów i paznokci, lekarze je badali. Do dziś nie rozszyfrowano jednak, co to było.
Władza stworzyła panu luksusowe warunki, by pokazać, jak może pan żyć, jeżeli pójdzie na jej propozycje, np. wystąpi w telewizji i poprze stan wojenny.
- To była złota klatka, gdzie mnie próbowano przekupić obietnicami stanowisk, pieniędzy, ale też szantażowano, grożono, zastraszano. Kiedy okazało się, że nie dam się złamać, wymyślono sprawę agenturalnej przeszłości i "Bolka". Władze spreparowały dokumenty, które potem podrzuciły Annie Walentynowicz. Wtedy nie udało im się mnie wykończyć, ale sprawa krąży do dziś...
Co panu dawało siłę, w tych trudnych chwilach?
- Wiara w to, co robię i w Pana Boga. Mój Pan Bóg jest oczywiście trzeciej generacji, to nie jest jakiś dziadziuś ze średniowiecza. Nie jestem święty, ale wiarę traktuję bardzo poważnie, to ona pozwoliła mi wytrwać.
Ma pan charakter samotnika? Zdaniem żony to on sprawił, że się pan nie załamał.
- Ma rację. Władze sądziły, że jak mnie odseparują od rodziny, przyjaciół, doradców, to zgłupieję, nie wytrzymam tej samotności. Przeliczyli się. Ja wiedziałem, że nie mogę się dać zaskoczyć nigdy. Kiedy mnie przyciskali za mocno, powtarzałem: Możecie mnie zabić, ale nie pokonać!
Czy to prawda, że w ostatnim czasie często odwiedza pan ośrodek w Arłamowie i podczas pobytu ładuje tam akumulatory?
- Dawny ośrodek rządowy jest obecnie w prywatnych rękach. Lubię tam odpoczywać, jest tam dobry klimat.
Nie przeszkadzają panu przykre wspomnienia?
-
Nie mam żadnych przykrych wspomnień, nie patrzę w tych kategoriach. To miejsce mi nie przeszkadza, jest dobre do wypoczynku. Żona ma inne zdanie, jej Arłamów źle się kojarzy, bo miała nieprzyjemności, rewidowano ją... Nie znosi tego miejsca i nie chce tam ze mną jeździćLech Wałęsa
Nie mam żadnych przykrych wspomnień, nie patrzę w tych kategoriach. Byłem zdecydowany na walkę z komuną do końca, wiedziałem, z kim tańczę i jakie są zagrożenia. Męczenie, zamachy, szantaż - nic mi nie było straszne. To miejsce mi nie przeszkadza, jest dobre do wypoczynku. Żona ma inne zdanie, jej Arłamów źle się kojarzy, bo miała nieprzyjemności, rewidowano ją i nasze małe córki też... Nie znosi tego miejsca i nie chce tam ze mną jeździć.