Mieszkanka os. Ciężkowice w Jaworznie,
spacerując po łące natknęła się na dwa krokodyle. Jeden z gadów
miał na pysku ślad po uderzeniu ostrym narzędziem, podobno jeszcze
się ruszał. Drugi uciekł w zarośla - relacjonuje "Dziennik
Zachodni".
Nie wiemy skąd się tam wzięły, ani do kogo należały - mówi
rzecznik prasowy jaworznickiej policji nadkom. Jacek Sowa.
We wskazane przez kobietę miejsce skierowano trzy zastępy straży
pożarnej, pojawiła się też policja i straż miejska. Poszukiwania
gada rozpoczęto.
Sprawdziliśmy około 12 kilometrów kwadratowych - mówi dowodzący
akcją asp. sztab. Janusz Subel z Państwowej Straży Pożarnej w
Jaworznie.
Niestety nie udało nam się go znaleźć - dodaje.
Gdy na łące pojawili się policjanci i strażacy, gad z raną na
pysku już nie żył. Miał około 80 cm długości. Według relacji
świadków, drugi
krokodyl był podobnej długości. Nieżyjącego gada
pracownicy Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu
Miejskiego zapakowali do plastikowego worka.
Co z nim zrobimy? Spróbujemy znaleźć jakieś muzeum, które
zechciałoby uczynić z niego jeden z eksponatów. Jeśli to się nie
uda, zostanie przeznaczony do utylizacji - mówi pracownik
magistratu i dodaje, że to pierwszy tego typu przypadek w mieście.
Ciekawe do kogo należały oba gady i czy uciekły właścicielowi,
czy może on sam wypuścił je na wolność? - zastanawia się "Dziennik
Zachodni". (PAP)