Janusz Palikot przekonuje w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, że w nadchodzących wyborach otrzyma co najmniej 20% głosów. - Wynik tych wyborów będzie największą niespodzianką od lat - zapowiada. Zdaniem byłego posła PO kampania szefa PiS to kalka kampanii Putina. - Czyż to nie zadziwiające, że rusofob czerpie wzorce od rosyjskiego przywódcy? - pyta. Tłumaczy też, dlaczego zdecydował się wystawić na swoich listach kandydata niepełnosprawnego umysłowo.
Agnieszka Niesłuchowska, Paulina Piekarska: Kiedyś prezes PiS mówił o panu per "ten poseł z Lublina, nazwiska nie pamiętam", teraz stał się pan elementem wrogiego tworu o nazwie "Tuskopalikot". Gratulujemy awansu.
Janusz Palikot: Kaczyński obok Grzegorza Napieralskiego jest najbardziej zasłużonym działaczem naszego Ruchu. To, co robi w ostatnich dniach, żebyśmy wygrali, jest bezcenne. Gdybym mógł to sam wcześniej wykreować, to byłoby mistrzostwo świata marketingu politycznego. Wiecie, z czego jestem najbardziej dumny? Nie z tego, że wymienia mnie po nazwisku, co oczywiście też jest bardzo pomocne w kampanii, ale że znów wyszedł przeze mnie z siebie. Już był taki wygładzony, delikatny i w ostatnich dniach jak zwykle nie wytrzymał. Znów zobaczyliśmy starego Kaczyńskiego z czasów, kiedy był premierem.
Czy to fantastyczne zwierzę określane mianem „Tuskopalikota” okaże się koalicją?
- Tego nie można dzisiaj wykluczyć. O wszystkim zdecydują wyborcy. Jestem jednak pewny, że dostanę co najmniej 20%. Wynik tych wyborów będzie największą niespodzianką od lat.
Wyniki sondażu Homo Homini dla Wirtualnej Polski są trochę inne – Ruch Poparcia Palikota może w nim liczyć na 8%. A dr Rafał Chwedoruk twierdzi, że osoby, które deklarują dziś poparcie dla pana partii - głównie młodzi Polacy, którzy są skłonni do deklarowania ponadstandardowego poparcia dla ekstrawaganckich radykałów - 9 października mogą nie pójść do urn.
- Mówiło się już, że RPP nie będzie, że nie zbierzemy list, nie stworzymy struktur, nie przekroczymy progu wyborczego, a już na pewno nie pokonamy SLD i nie staniemy się trzecia siłą. I co? Historia pokazuje, że póki co sprawdzają się raczej moje prognozy.
Mówił pan przed chwilą o dawnym Jarosławie Kaczyńskim. Oglądał pan ostatni program Tomasza Lisa? Internauci ocenili, że „Kaczka zjadła Lisa”. Jak pan ocenia tę „debatę”?
- Niestety, tak kończy się ten rodzaj bufonady. Żeby panie widziały, jak ten ideał dziennikarza uciekał przed nami, kiedy miał prowadzić debatę Tusk-Kaczyński. Stałem wtedy przed budynkiem TVP. Kaczyński nie przyszedł. Instynkt dziennikarski powinien podpowiedzieć Lisowi, by wbrew układom z Tuskiem – wpuścił mnie na debatę. To byłaby sensacja, największe wydarzenie tej kampanii. On jednak nie wykorzystał tej szansy. Podobnie było z Gugałą.
Może obawiali się skandalu?
- Wyobrażają panie sobie program, w którym premier nie wytrzymuje i wychodzi? Każdy amerykański dziennikarz by mnie wpuścił. Taka debata, jak by ona nie wyszła, spowodowałaby przede wszystkim przywrócenie w Polsce standardów demokratycznych. W tej kampanii stała się rzecz kuriozalna - nie było ani jednej debaty głównych liderów. Mówię też o sobie, bo sondaże wskazują, że będę trzecią siłą w parlamencie.
W jednej debacie wziął pan udział.
-
SLD, żeby mnie upokorzyć wysłał na spotkanie ze mną startującego z ostatniego miejsca Piotra Gadzinowskiego. Myśleli, że w ten sposób mnie ograją, tymczasem pokazali jedynie, że gardzą swoim kandydatem. Poza tym Gadzinowski wypadł bardzo źle – pokazał się jako człowiek nieprofesjonalny, awanturnik. I taką twarz ma dziś lewica, skoro Napieralski nie pojawił się w ani jednej debacie.
Może nie zapraszano pana na debaty w obawie, że znów przyjdzie pan ze świńskim ryjem?
- Gdybym to zrobił, sam bym się skompromitował, Tusk z Kaczyńskim tylko by na tym zyskali. Widzą, że jestem w życiowej formie, jestem świetnie przygotowany. Wygrałbym każdą debatę.
Jest pan przystawką Platformy?
- Platformy?
Po mojej książce?
To mogła być taka perwersyjna zagrywka Donalda Tuska.
- To kto jest tym markizem de Sade, który wymyśla takie perwersje polskiej polityki? Oczywiście wolałbym sam stworzyć rząd, ale w Polsce to dzisiaj niemożliwe. Wiadomo, że koalicję będzie budował Tusk albo Kaczyński. Oczywiście wybieram Tuska, ale tylko pod warunkiem, że skończymy z Grabarczykiem jako ministrem i postawimy na ludzi, którzy są najlepsi w swojej dziedzinie.
Z tymi ostatnimi ma pan problem. Adam Bodnar, którego wymieniał pan jako potencjalnego ministra sprawiedliwości, stwierdził, że nie wybiera się do polityki i nie życzy sobie, żeby szafował pan jego nazwiskiem. Pozostali: prof. Magdalena Środa, Andrzej Olechowski, czy Adam Rotfeld też mogą nie chcieć z panem współpracować.
- Wiedziałem, że tak będzie. Jeśli ktoś jest ponadpartyjnym fachowcem nie może się zadeklarować przed wyborami. Zresztą nie wskazywałem konkretnych osób, ale jedynie typy, żeby pokazać mój sposób myślenia.
A jeżeli ci fachowcy nie pójdą za panem?
- Jeśli przyjdzie do nich wybrany w demokratycznych wyborach premier
Janusz Palikot i zaproponuje im pracę dla Polski, a oni odmówią, to znaczy, że nie są patriotami.
Wysoko pan mierzy. Może zacznijmy od wicepremiera.
- Tu nie chodzi o to, czy będę premierem czy wicepremierem. Mogę nie objąć żadnej funkcji.
Ale sam pan mówi o resortach, które by pana interesowały.
- Najważniejsze będą warunki zmiany. Nie zgodzimy się wejść do rządu, w którym MEN będzie w rękach kogoś takiego jak Katarzyna Hall, kto blokuje odejście od XIX-wiecznego modelu szkolnictwa. Nowoczesne społeczeństwo wymaga całkowitej zmiany metodyki nauczania. Na pewno nie zagwarantują tego dotychczasowi ministrowie.
Na listach Ruchu trudno jednak znaleźć osoby, które by się nadawały na szefów resortów.
- A Wanda Nowicka? Mamy wielu takich ludzi.
Wielu jest też takich jak Wiesław Rozbicki czy Piotr Tylkowski, który robi oszałamiającą karierę w internecie. Dlaczego ma pan na liście takich ludzi?
- Tylkowski jest niepełnosprawny umysłowo i jestem pewien, że nie wejdzie do sejmu. Wystawiliśmy go nie po to, aby wygrał, tylko żeby pokazać, że w Polsce żyje ogromna liczba osób wykluczonych, które nie funkcjonują w przestrzeni publicznej. Ich odmienność tak bardzo nas razi, że wolimy ich zamknąć w domach opieki społecznej. Musimy otworzyć się mentalnie na takich ludzi.
A jak pan Tylkowski jednak zdobędzie mandat, to co, będzie pan brał odpowiedzialność za jego działania polityczne? Będzie pan wciskał guzik do głosowania za niego?
- Przecież mówię, że on się nie dostanie, ja to wiem.
To cynizm. Dopiero co zapewniał pan, że na listach RPP są sami młodzi, wykształceni.
- Taka jest zdecydowana większość. Mamy najlepszych ludzi. Media koncentrują się jednak na najbardziej kontrowersyjnych kandydatach.