Aresztowany niedawno Ryszard F., "Fryzjer", jest podejrzany o założenie i szefowanie piłkarskiej mafii, ustawiającej mecze.
W całym kraju trwają zatrzymania kolejnych sędziów i działaczy. Jednak na pytanie, jak właściciel zakładu fryzjerskiego w niewielkich Wronkach został szarą eminencją polskiej piłki, wciąż nie ma odpowiedzi. Dotarliśmy do ludzi, którzy twierdzą, że do swojej roli w polskiej piłce Ryszard F. został namaszczony przed laty w Poznaniu. Oficjalnie Ryszard F. karierę działacza piłkarskiego zaczynał w 1990 roku w wiejskim klubie LZS Czarni Wróblewo. –
On zawsze był pasjonatem piłki. W czasach komuny specjalnie chodziłem do jego zakładu nie tylko się strzyc, ale także poczytać gazety sportowe – mówi Tadeusz Hojan, były piłkarz i obecny prezes Czarnych. "Fryzjerowi" udało się ściągnąć kilku doświadczonych graczy z poznańskich klubów i zespół przeszedł przez rozgrywki bez porażki.
We Wronkach go kochają
Ówcześni współpracownicy Fryzjera mówią o nim bardzo dobrze. –
To mój przyjaciel – mówi Marek Kliszkowiak, wychowanek Olimpii Poznań. Grał w drużynie "Fryzjera", a potem został trenerem we Wronkach. W swojej piłkarskiej karierze miał do czynienia z różnymi działaczami, ale to właśnie F. nigdy go nie oszukał. "
Fryzjer" w 1991 roku załatwił Czarnym patronat "Wrometu". Tak powstała Amica Wronki, która szybko awansowała, by w 1995 roku zawitać do ekstraklasy.
Skandal za skandalem
–
Oczywiście, że go znałem. Był delegatem z pilskiego okręgu i aktywnym działaczem pierwszoligowego klubu – przyznaje Stefan Antkowiak, prezes WZPN. Z F. wiązała się wielka liczba skandali. Np. finał Pucharu Polski, rozgrywany w 1998 roku w Poznaniu. Wtedy w przerwie miał przebić ofertę Aluminium i sędzia miał pomóc Amice w zdobyciu pucharu. Wszyscy o tym mówili, ale nikt nie przedstawił dowodów. Działacze z Wronek nie wierzą w to kupno. To co mówią, nie poprawia jednak wizerunku polskiej piłki. To podobno jeden z obrońców Amiki krył napastnika Aluminium na tak zwany radar (w slangu piłkarskim: udawał, że broni).
Kolejna medialna afera z Ryszardem F. rozegrała się rok później i to na żywo. Bramkarz Polonii Warszawa Maciej Szczęsny po przegranym 0:1 meczu z Amiką zrugał sędziego i nazwał przed kamerami telewizji "pomocnikiem Fryzjera". Obiecał mu nawet dać fartuch z takim napisem. Co ciekawe, za te publiczne zniewagi nikt nie odważył się pociągnąć Szczęsnego do odpowiedzialności. Nikt także nie tknął "Fryzjera". Już wtedy mówiło się, że jest nie do ruszenia. Poza tym podobno miał też inne, wręcz magiczne zdolności. Potrafił przewidzieć obsadę sędziowską na całą kolejkę z kilkudniowym wyprzedzeniem, a nawet wpłynąć na jej skład. –
Od dawna mówiło się, że "Fryzjer" wszystko może – przyznaje Stefan Antkowiak –
Jednak, ile w tym prawdy, a ile bajania, nikt nie wie.