- O Rycha i Zbycha nie będę pana pytać, bo to nie nasza ekipa i nie nasza afera - tak zaczęła swoje pytanie do Jarosława Kaczyńskiego posłanka PiS Beata Kempa. - Mamy do czynienia z aferą Donalda Tuska. Premier także znajduje się kręgu podejrzeń - powiedział Jarosław Kaczyński podczas przesłuchania komisji hazardowej Tłumaczył, że za rządów PiS prace nad ustawą hazardową były prowadzone zgodnie z procedurami.
Przesłuchanie zakończyło się ok. godz. 15. Były premier mówił, że jego rząd nie był uwikłany w nielegalny lobbing na rzecz hazardu, jak obecna ekipa rządowa. I chciał ograniczyć "jednorękich bandytów" jako coś złego. - Dość ideologii! W czasie rządów PiS liczba automatów o niskich wygranych wzrosła o 200%, 20 tys. automatów - podkreślił wzburzony polityk Lewicy Bartosz Arłukowicz. Dodał w wywiadzie dla TVN24, że Kamiński, CBA i Agent Tomek to problemy PO i PiS.
Ówczesny premier Jarosław Kaczyński chciał, by Totalizator Sportowy budował Narodowe Centrum Sportu, i dlatego początkowo była mowa o tym, żeby wprowadzić wideoloterie. - Na początku nie wiedziałem, że wideoloterie mocniej uzależniają - stwierdził. Ówczesna minister finansów Zyta Gilowska zaprotestowała i przeforsowała rozwiązanie, by NCS było finansowane z budżetu. Kaczyński dodał, że firmy hazardowe nie wspierały kampanii Prawa i Sprawiedliwości,
"Tusk przyznał się do winy"
Prezes PiS ocenił, że odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego przez premiera Donalda Tuska jest "przyznaniem się do winy".
- Odwołanie przez pana premiera Tuska pana ministra Kamińskiego - poza treściami prawnymi, brakiem przesłanek w moim osobistym przekonaniu, czyli złamaniem prawa po raz pierwszy i nieuwzględnieniem konieczności opinii prezydenta, czyli złamaniem prawa po raz drugi - jest także czymś więcej. Przykro mi to mówić, ale to jest swego rodzaju przyznanie się do winy - powiedział Jarosław Kaczyński.
Dodał, że to była decyzja "przekraczająca zwykłą praktykę i decyzja, która wpisuje się w operację obrony tych, którzy dopuścili się różnego rodzaju nadużyć, a nie decyzja, która służy zachowaniu praworządności".
Przywódca największej partii opozycyjnej zaznaczył, że lobbing może być "radykalnie patologiczny", gdy politycy są od lobbystów uzależnieni "tak, że nie mogą powiedzieć 'nie'". - Z tego rodzaju patologiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w aferze, która jest przedmiotem prac komisji, w aferze hazardowej rządu Donalda Tuska - podkreślił prezes
PiS.
Jarosław Kaczyński mówił komisji, że reakcja na lobbing może być prawidłowa lub nie - wtedy prowadzi do ochrony lobbystów. - Tego rodzaju zjawisko wystąpiło w tym wypadku, dlatego
Można mówić nie tylko o aferze tych panów, których nagrywano, ale także o aferze Donalda TuskaJarosław Kaczyński
można mówić nie tylko o aferze tych panów, których nagrywano, ale także o aferze Donalda Tuska - podkreślił odnosząc się do zwolnienia przez Donalda Tuska szefa CBA Mariusza Kamińskiego.
J. Kaczyński wyjaśnił, że pomysł napisania nowej ustawy hazardowej w czasach rządów PiS związany był z potrzebą zapewnienia środków na budowę obiektów sportowych. Były premier podkreślił, że kwestia hazardu była wtórna wobec sprawy zdobycia środków na sport. Dodał, że jego rząd chciał nadrobić wieloletnie opóźnienia w tej dziedzinie.
Tłumaczył, że w kraju takim jak Polska powinna się odbyć olimpiada, ale żeby się starać o jej organizację, trzeba było stworzyć odpowiednią infrastrukturę sportową, co jego rząd traktował jako element podniesienia statusu Polski
Pytany, czy spotkał się z lobbingiem w związku z pracami nad ustawą hazardową w czasie, gdy był szefem rządu, Jarosław Kaczyński odparł, że nie odczuwał żadnego nacisku.
Zbigniew Wassermann pytał byłego premiera, czy miał jakieś wątpliwości ws. współpracy z Totalizatorem Sportowym. - Ja takiej nie miałem - mówił. Wassermann zapytał następnie o kondycję Totalizatora. - Totalizator tracił pozycję na rynku - stwierdził szef PiS. Przyznał, że słaba pozycja tej spółki była zdaniem jego partii niedobra dla kraju. Dodał, że Totalizator jest spółką misyjną, która z hazardu i gier losowych finansuje sport. Jarosław Kaczyński przyznał, że w świetle tych faktów był zainteresowany, by to Totalizator miał jak największy udział w runku hazardowym, a co za tym idzie - większe zyski.
W moim rządzie nie było ludzi, którzy znali się na tych wszystkich grach kendo, bingo, nie bingo - sam nie potrafię nawet tych nazw wymienić - po prostu nie było, więc pewna pomoc była tutaj potrzebna - stwierdził były premier Jarosław Kaczyński. Zaprzeczył w ten sposób sugestiom, jakoby udział Totalizatora Sportowego w pracach nad ustawą hazardową wiązał się z nielegalnym lobbingiem.
Jarosław Kaczyński dodał, że prześledził drogę, jaką przeszła ustawa w partii i klubie PiS. Najpierw wiceminister finansów Marian Banaś uznał, że ustawa powinna być realizowana drogą klubową i przekazał ją Krzysztofowi Jurgielowi, wiceszefowi klubu PiS do spraw legislacyjnych. Ten przekazał ją Przemysławowi Gosiewskiemu, a ten z kolei zwrócił ją wiceministrowi Banasiowi. Sprawa została zamknięta po tym, jak negatywną opinię wydał Stanisław Kluza najpierw wiceminister, a potem minister finansów w rządzie PiS.
Prezes PiS mówił, że w pracach nad ustawą hazardową w jego rządzie postępowano zgodnie z procedurami, a Centralne Biuro Antykorupcyjne nie wykryło żadnych nieprawidłowości. - Jarosław Kaczyński powiedział, że latem 2006 r. zaniepokoiło go, iż projekt zmian w ustawie hazardowej(chodzi o projekt przygotowany przez Totalizator Sportowy, który na przełomie czerwca i lipca 2006 r. spółka przekazała wiceministrowi finansów Marianowi Banasiowi; projekt ten zawierał rozwiązania korzystne dla spółki, m.in. propozycję obniżenia podatku od wideoloterii) poprzez wiceministra finansów trafił do klubu PiS, a potem znów do rządu, do wicepremiera Gosiewskiego. Dlatego skierował sprawę do CBA.
Były premier wyjaśnił, że we wrześniu 2006 roku rozmawiał w tej sprawie z ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim. - On mi powiedział, że nie doszukano się tam niczego, co byłoby przedmiotem zainteresowania czy to prawno-karnego, czy to nawet wynikającego z norm moralnych - powiedział Jarosław Kaczyński.
Dodał, że interesował się tą sprawą, korzystając też z "kanałów partyjnych" i dzięki temu dowiedział się, że Jurgiel otrzymał ten projekt od wiceministra Banasia i zgodnie z procedurą przekazał go Gosiewskiemu, a ten przekazał go do dalszych konsultacji. - Tutaj wszystkie procedury był przestrzegane - powiedział. Podkreślił, że później nie docierały do niego żadne sygnały, które wskazywałyby na to, że wokół ustawy dzieje się coś złego.
Jarosław Kaczyński podkreślił też, że projekt zmian w ustawie hazardowej, nad którym później, jesienią, pracowano w rządzie, nie był tym samym projektem, który przygotował Totalizator. Na uwagę posła PO Sławomira Naumanna, że projekt, nad którym pracowało ministerstwo finansów "w olbrzymiej części opierał się na poprzednich propozycjach, który przyniósł Totalizator Sportowy" i dotyczył m.in. podatków i rozwiązań technicznych związanych z wideoloteriami, Jarosław Kaczyński odparł: nie sądzę, aby były podstawy sądzić, że był to ten sam projekt; według mojej wiedzy tego rodzaju sytuacji nie było.