Jak wiecie, nie rozstaję się z komputerem i z internetem. Znam potencjał
sieci, wiem, jak zmienił naszą rzeczywistość, tworząc rzeczywistość
wirtualną, jak zmienił epokę państw i narodów w epokę globalną. Dziś wchodzi
już w fazę dojrzałości i odpowiedzialności. Czas więc na mądre uregulowania,
właściwe przepisy poruszania się po nim, a nawet konieczne zakazy - pisze Lech Wałęsa w felietonie dla Wirtualnej Polski.
Muszą one być jednak efektem szerokich konsultacji i przedmiotem powszechnej
akceptacji użytkowników. Czyli właśnie do praw internautów czas dopisać
obowiązki. W imię innych świętych praw. Nie może się jednak obyć bez prawa
do debaty na ten temat i znalezienia wspólnych rozwiązań.
Internet powstawał w chaosie. Jego fenomen polegał na tym, że miał prawo
tworzyć się i być tworzonym spontanicznie, oddolnie. Już dawno przerósł
jednak wyobrażenia pierwszych użytkowników i inicjatorów. Jego bogactwo,
wpływ na świat, a nawet siła rażenia osiągnęły ten poziom rozwoju, że wymaga
teraz pewnych uregulowań i uporządkowania. Dla odpowiedzialności, dobrze
rozumianej wolności i poszanowania praw jednostki. Każdy użytkownik musi
zdawać sobie sprawę – a nie zawsze jest to takie oczywiste – że jego słowo
wymaga takiej odpowiedzialności, a pewne prawa – w tym prawa autorskie -
muszą być respektowane tak w rzeczywistości wirtualnej, jak w tej znanej
dłużej, czyli realnej.
Mówię to jako człowiek wolności i rewolucjonista.
Od zawsze byłem przeciwny
cenzurze, ale dziś obserwując zalew treści wielokrotnie wypisywanych w sieci
nieodpowiedzialnie i krzywdząco, uważam, że powinniśmy przedyskutować
unormowanie pewnych spraw. Konieczne jest na tym etapie stworzenie sprawnie
działających i skutecznie reagujących mechanizmów, które na zasadzie sądowej
interwencji i szybkiego działania, usuwać będą z przestrzeni wirtualnej
nieprawidłowości, w tym obraźliwe materiały i treści pochodzące z
przestępstwa lub będące przestępstwem. Nie może być zgody i przymykania oka
na nadużycia, na zagrożenia, na zalew wirtualnym śmieciem najgorszego sortu.
To bynajmniej nie wolność.
I do tego momentu w zarysie zgadzam się z inicjatorami ostatnich głośnych
uregulowań w umowie
ACTA. Diagnozę mamy więc wspólną. Ale nad wykonaniem
trzeba jeszcze popracować.
Te rozwiązania regulacyjno-restrykcyjne nie mogą być wprowadzone arbitralnie,
a dyskusja nie może odbywać się bez udziału użytkowników internetu, bez
właściwych instytucji państwowych i międzynarodowych. Moje zaniepokojenie
budzi próba wprowadzenia przepisów, które jedynie cząstkowo i na zasadzie
dowolności interpretacji wprowadzają bez szerszych konsultacji społecznych
ograniczenia, tworząc – mimo nawet najlepszych intencji i słusznej diagnozy
– szerokie pole do możliwych nadużyć.
Liczę, że w toku dalszych prac nad umową
ACTA w Polsce i innych krajach, czy
też w debatach o szerszych przepisach, uda się w oparciu o powszechne
organizacje międzynarodowe, jak choćby ONZ, wypracować rozwiązania, których
użytkownicy internetu będą gotowi przestrzegać na zasadzie zrozumienia,
uznania i odpowiedzialności za wspólne dobro.
Tylko wprowadzenie zasad opartych na wspólnie wyznawanych wartościach
pozwoli nam tworzyć przyjazny dla użytkowników świat internetu. Świat,
którego cechą zawsze będzie obok wolności - odpowiedzialność, obok praw –
obowiązki, a nieustannemu rozwojowi towarzyszyć będą trwałe i sprawdzone
zasady współużytkowania.
Lech Wałęsa specjalnie dla Wirtualnej Polski