Jest niedojrzały, zdradza, namiętnie ogląda pornografię, bywa uzależniony od seksu, sponsoruje studentkę... Najsłynniejszy polski seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz w rozmowie z Wirtualną Polską zdradza największe tajemnice polskiego mężczyzny.
Joanna Stanisławska: O mieszkańcach Południa mówi się, że mają temperament. Czy Polacy są namiętni?
Prof. Zbigniew Lew-Starowicz: - Nie ma czegoś takiego, jak seks po polsku, po włosku czy hiszpańsku. To stereotypy. Tak samo nie można wprowadzić jednej kategorii pod nazwą: polskie społeczeństwo. Bo tworzą je i tradycyjne podkarpackie wioski, z których rekrutuje się najwięcej kandydatów do zakonów i seminariów duchownych, i internauci, którzy zawierają znajomości w sieci, są grupą najbardziej aktywną i otwartą na seks, to są też sponsorzy i ich sponsorowane studentki, tradycyjne małżeństwa, single... Można powiedzieć, że w naszym kraju równolegle współistnieją różne społeczeństwa. A temperament nie zależy od klimatu. Natomiast z pewnością łatwiej o ekspresję seksualną w gorącym klimacie, gdzie partnerzy niewiele mają na sobie, niż tam, gdzie są okutani w grube futra i trzęsą się z zimna...
Z badań wynika, że blisko 70% z nas jest usatysfakcjonowanych z życia seksualnego, jednak czas, jaki spędzamy w łóżku jest coraz krótszy - wcześniej było to średnio trochę ponad 17, teraz już tylko 14 minut. Dlaczego?
- To zadowolenie bierze się stąd, że nie mamy wygórowanych oczekiwań. Wielu osobom wystarcza sam fakt, że dochodzi do seksu i jest on przyjemny. Jeżeli chodzi o skrócenie czasu stosunku, jestem sceptyczny wobec takich badań - ludzie nie chodzą przecież do łóżka ze stoperem! Owszem, niektórzy mają pewne rytuały dotyczące współżycia, np. rozpoczynają grę miłosną wraz z "Dobranocką", a kończą na sygnał "Wiadomości". Na ogół jest to jednak czysto subiektywny czas, krótszy od obiektywnego. Zresztą,
Nie ma znaczenia, czy seks trwa 25 czy 13 minut. Chodzi o to, by był efektywny, dawał satysfakcję. Jeżeli są ludzie, którzy są bardzo namiętni, szybko się podniecają i dochodzą do satysfakcji, to dlaczego mamy im narzucać 25-minutowy model seksu? Prof. Zbigniew Lew-Starowicz
nie ma znaczenia, czy seks trwa 25 czy 13 minut. Chodzi o to, by był efektywny, dawał satysfakcję. Jeżeli są ludzie, którzy są bardzo namiętni, szybko się podniecają i dochodzą do satysfakcji, to dlaczego mamy im narzucać 25-minutowy model seksu?
Współczesna kultura jest przesiąknięta seksem. Jesteśmy coraz bardziej otwarci, mamy większą liczbę partnerów, chętniej inicjujemy kontakty seksualne. Okazuje się jednak, że wcale nie jest nam łatwiej budować szczęśliwe związki - rośnie liczba singli i rozwodów. Z czego to wynika?
-
To, że ktoś miał 7, 10, 15 partnerów seksualnych nie oznacza wcale, że dysponuje wystarczającą wiedzą i umiejętnościami, by zbudować relację. Można mieć nawet tysiąc partnerów seksualnych i być ignorantem w tej dziedzinie. Okazuje się, że osoby mające wielu kochanków operują podobnymi schematami, którymi posługują się ludzie z ograniczonym doświadczeniem seksualnymProf. Zbigniew Lew-Starowicz To, że ktoś miał 7, 10, 15 partnerów seksualnych nie oznacza wcale, że dysponuje wystarczającą wiedzą i umiejętnościami, by zbudować relację. Można mieć nawet tysiąc partnerów seksualnych i być ignorantem w tej dziedzinie. Okazuje się, że osoby mające wielu kochanków operują podobnymi schematami, którymi posługują się ludzie z ograniczonym doświadczeniem seksualnym. Z reguły kobieciarzom wszystkie partnerki zlewają się w jedną, oni nie różnicują ich osobowości. A żeby wiedzieć coś więcej na temat drugiej płci, żeby mieć większą perspektywę w patrzeniu na nią, trzeba trochę z nią pożyć...
Mówi się, że każdy mężczyzna prędzej czy później zdradzi, bo ma to we krwi. Zna pan takich, którzy są wierni jednej żonie przez całe życie?
- Oczywiście. Pogląd, że mężczyźni są niewierni z natury to stereotyp. Jeżeli np. ze statystyk wynika, że 42% mężów zdradza swoje żony, to jednak te 58% tego nie robi. To tak jak ze szklanką do połowy pustą, albo pełną, zależy co chce się widzieć. Te statystyki też trzeba rozumieć, wszystko zależy od rodzaju zdrady. Znam wieloletnie związki, w których mężczyźni są monogamistami i nigdy nie zdradzili swojej partnerki. Są też tacy, którzy mieli jeden skok w bok, ale to był wyłącznie
seks dla seksu. Niektórzy moi pacjenci pod ziemię by się zapadli, gdyby wyszło na jaw, że zdradzili. Bo zrobili to po pijaku, pod presją, nie chcieli wyjść na głupka, który odmawia kobiecie. Z kolei inni prowadzą podwójne życie, mają długoletnie kochanki i są z tego dumni. Kobiety nie mogą żyć w ciągłym lęku przed zdradą, nastawiać się na to, że partner okaże się nielojalny.
Jak uchronić się przed zdradą?
- Wiele zależy od pozycji kobiety w związku. Jeżeli jest ona wysoka, mężczyzna jest zaangażowany, przy czym partnerka postawiła jasny warunek: "Jeżeli mnie zdradzisz, koniec z nami!", wtedy prawdopodobieństwo zdrady jest bardzo małe. Wzrasta za to, kiedy to kobiecie bardziej na nim zależy, a mężczyzna został wychowany w duchu przyzwolenia dla męskich zdrad. Kiedy facet wie, że nawet, jeżeli zdradzi to partnerka trochę popłacze, a potem mu przebaczy, wtedy chętniej to robi.
Zdrady się nie wybacza?
- Przeciwnie.
Zdrada jest objawem choroby związku, ale nie jest to choroba śmiertelna. Trzeba znaleźć jej przyczynę i przeprowadzić leczenieProf. Zbigniew Lew-Starowicz
Zdrada jest objawem choroby związku, ale nie jest to choroba śmiertelna. Trzeba znaleźć jej przyczynę i przeprowadzić leczenie. Dopiero kiedy partner powie ze spokojem: "Odchodzę, zakochałem się w innej" i tam jest już przygotowane gniazdo, wtedy koniec. Na szczęście rzadko się tak zdarza. Na ogół jest szarpanina, cierpienie...
Mężczyźni potrafią oddzielać seks od miłości, czy kobiety też są do tego zdolne?
- Kiedyś to rzeczywiście była cecha o wiele częściej spotykana u mężczyzn. Teraz wiele kobiet potrafi uprawiać seks dla seksu, przespać się z fajnym facetem, bez więzi uczuciowej.