więcej

Wpadki, podstępy i świecące krawaty w debacie.

Polska - The Times  Polska | dodane 2010-07-01 (10:32)
drukuj

Choć przedwyborcze debaty stały się politycznym rytuałem w wielu krajach świata, ich ojczyzną jest Ameryka. I to właśnie w tym kraju telewizyjne starcia kandydatów na prezydenta często przesądzają o ostatecznym wyniku wyborów - pisze "Polska - The Times".

O ile wybory prezydenckie w USA nie zmieniają się zasadniczo od 200 lat, o tyle prezydenckie debaty są zjawiskiem stosunkowo nowym. Wprawdzie już w roku 1858 republikanin Abraham Lincoln i demokrata Stephen Douglas debatowali przez bite 11 godzin na temat niewolnictwa, ale słyszeli ich jedynie ludzie, którzy zgromadzili się na wzgórzu koło Chicago. Lincoln i Douglas kandydowali do Senatu, ale dwa lata później starli się w pojedynku prezydenckim. Wygrał Lincoln i doprowadził do zniesienia niewolnictwa w USA, co prawda po krwawej wojnie.

Potem przez ponad sto lat zastanawiano się, czy kandydaci nie powinni się ze sobą zetrzeć w bezpośrednim spotkaniu, ale do tego nie dochodziło. Aż do roku 1960, gdy trzy główne stacje telewizyjne zorganizowały 26 września debatę demokraty Johna Kennedy'ego i republikanina Richarda Nixona. Oglądało ją lub słuchało przez radio blisko 70 milionów Amerykanów. Ujawniła ona wszystkie dylematy związane z takimi debatami.

Nixon się pocił i źle wyglądał

Nixon był świeżo po kontuzji kolana, niedawno wyszedł ze szpitala. Obficie się pocił i źle wyglądał. Jego cera była podobno równie szara jak jego garnitur. W ten sposób stał się łatwo symbolem zużycia republikańskiej administracji (przez osiem lat był wiceprezydentem u boku generała Eisenhowera), podczas gdy tryskający zdrowiem Kennedy symbolizował idącą do przodu młodość (w rzeczywistości był młodszy od republikanina o zaledwie cztery lata).
Siła argumentów miała mniejsze znaczeniew debacie między Nixonem i Kennedym
Siła argumentów miała mniejsze znaczenie, zwłaszcza że obaj kandydaci dążyli ku centrum i zamieniali się rolami (Kennedy używał na przykład bardziej antykomunistycznej retoryki niż Nixon). Co charakterystyczne, słuchacze radiowi uważali, że wygrał Nixon. Nie widzieli jego twarzy z kropelkami potu. Gdy przegrał wybory, Nixon uznał się za ofiarę przypadku. Nic też dziwnego, że przez następne 12 lat do debaty nie dochodziło. Odmówili: demokrata Lyndon Baines Johnson w 1964 r. oraz Nixon w latach 1968 i 1972. Będąc faworytami sondaży, nie chcieli się poddawać zdradliwemu testowi.

W roku 1976 przesądził splot dwóch okoliczności. Nastająca presja opinii publicznej (po aferze Watergate i wojnie wietnamskiej amerykańska demokracja znalazła się w cieniu podejrzenia) oraz fakt, że spotkało się dwóch kandydatów outsiderów: prezydent z przypadku, republikanin Gerald Ford oraz demokratyczny prowincjusz Jimmy Carter. Żaden z nich nie miał tyle do stracenia, aby debatę odrzucać. Zorganizowała ją Liga Kobiet Wyborców. Od tej pory debata, a właściwie debaty (od roku 2000 trzy w ciągu kampanii plus starcia kandydatów do wiceprezydentury) stały się narodową instytucją.

Debata niczym mecz

Do meczów moderowanych przez słynnych dziennikarzy telewizyjnych do-szły też takie, w których pytania zadają sami wyborcy selekcjonowani spośród statystycznych niezdecydowanych. W roku 2004 stworzono nawet dwupartyjną komisję pilnującą reguł tego pojedynku. W związku z bezwzględną dominacją dwóch partii na ogół dyskutuje dwóch, choć w roku 1992 prezydent George Bush i demokratyczny gubernator Bill Clinton dopuścili do swego grona cieszącego się popularnością milionera Rossa Perota.

Kandydaci muszą się wykazać wiedzą na wszystkie tematyw debatach telewizyjnych
Kandydaci muszą się wykazać wiedzą na wszystkie tematy - warto przypomnieć, że amerykański prezydent nie jest tylko głową państwa, jak polski, ale szefem rządu kierującym wszystkimi segmentami federalnej administracji. Zasady są zmienne, w dziejach kampanii kandydaci czasem stali naprzeciw siebie, czasem siedzieli. Takich sztuczek jak wręczanie kartek z nieistotnymi tematami się nie stosuje, choćby ze względu na dużą władzę moderatora, której politycy na ogół się podporządkowują. Co ciekawe, nie jest to zasadniczo rozmowa między nimi, konkurenci mówią o sobie na ogół w trzeciej osobie, choć czasem łamią te konwencję, chcąc wyrazić oburzenie czy zaapelować do przeciwnika. -Jeśli pan chce polemizować z Bushem, trzeba było kandydować cztery lata temu - zwracał się John McCain do Baracka Obamy podczas ostatniej debaty 15 października 2010 r. na uniwersytecie Hofstra w stanie Nowy Jork. - John, 100%. twoich wyborczych reklam to była kampania negatywna - perswadował w chwilę potem Obama.


oceń
0
0
Podziel się

Czekamy na Twoje zgłoszenie!

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!

Wyślij nam zdjęcie, film lub artykuł! Najciekawsze opublikujemy!


  • Skomentuj
  • WP.PL
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Szukaj w serwisie

reporter wp24 chcę wyslać

Zrobiłeś unikalne zdjęcie,
napisałeś ciekawą
wiadomość?

Wyślij je do nas lub załóż
własne konto, na którym
je opublikujesz.

Najlepsze materiały
publikujemy na stronie głównej serwisu.