więcej

"W wojskowym lotnictwie toleruje się podejmowanie ryzyka".

Polska - The Times  Polska | dodane 2010-04-16 (09:48)
drukuj

Pilotów nie winiłbym za sobotnią katastrofę ani dowódcy, który ich tam wysłał. Oni wszyscy są raczej ofiarami systemu - przestarzałych programów szkolenia oddalonych od współczesnych wymagań stawianych pilotom liniowym - mówi Krzysztof Krawcewicz, pilot i redaktor naczelny ''Przeglądu Lotniczego'', w rozmowie z Łukaszem Cieślą.

Łukasz Cieśla, "Polska The Times": Tupolew, lecąc w kierunku lotniska, ścinał wierzchołki drzew. Dlaczego?


Krzysztof Krawcewicz: - Pilot zapewne zszedł nisko nad ziemię, by mimo trudnych warunków atmosferycznych trafić na pas startowy. Może też miał źle wyregulowany wysokościomierz. Na pewno nie był zachowany wystarczający margines bezpieczeństwa. Rozmawiałem o tym z wieloma pilotami cywilnymi krótko po katastrofie. Żaden z nich nie próbowałby nawet podejścia do lądowania we mgle na takim lotnisku jak Smoleńsk. Wszyscy twierdzili, że u nich w firmach nawet udane lądowanie w takich warunkach groziłoby wyrzuceniem z pracy i utratą licencji.

Piloci cywilni nie ryzykowaliby, wiedząc, że pasażerowie śpieszą się do Katynia?

- Dwóch moich rozmówców przyznało, że miałoby to dla nich znaczenie. Ale żaden nie schodziłby poniżej tzw. minimalnej wysokości zniżania. Nie widać ziemi, to nie lądujemy i lecimy na lotnisko zapasowe. Ewentualna katastrofa dla przewoźnika cywilnego oznacza utratę zaufania, a nawet bankructwo, biorąc pod uwagę konieczność zapłaty wysokich odszkodowań.

Piloci wojskowi latają bardziej brawurowo niż cywilni?

-
Obrazowo mówiąc, pilotów wojskowych uczy się, jak forsować skrzyżowanie na czerwonym świetleKrzysztof Krawcewicz, pilot i redaktor naczelny "Przeglądu Lotniczego"
Obrazowo mówiąc, pilotów wojskowych uczy się, jak forsować skrzyżowanie na czerwonym świetle. Są tacy, którzy tę sztukę świetnie opanowali i parę razy im się udało - dostali odznaczenia. Gdy coś nie wyjdzie, wtedy dochodzi do tragedii. To jest istota armii w każdym kraju. I to jest potrzebne, gdy się leci na misję bojową. Ale na miły Bóg - nie z żywymi ludźmi w przewozie lotniczym, w czasach pokoju!

To może należałoby przyjąć zasadę, że VIP-y wożą piloci cywilni, albo też zmienić proces szkolenia w wojsku?

- Dokładnie. Pilotów nie winiłbym za sobotnią katastrofę ani dowódcy, który ich tam wysłał. Oni wszyscy są raczej ofiarami systemu - przestarzałych programów szkolenia oddalonych od współczesnych wymagań stawianych pilotom liniowym. W wojsku toleruje się podejmowanie zbyt dużego ryzyka na swoje barki, w tym schodzenie poniżej bezpiecznego minimum. Mówiłem o tym w mediach po katastrofie CASY, ale mój głos nie był wystarczająco słyszalny. Rozbicie się samolotu pod Mirosławcem także wynikało z niestosowania procedur bezpieczeństwa znanych powszechnie w lotnictwie cywilnym - w wojsku ich nie ma.

Wojskowych za sterami rządowych samolotów powinni zastąpić cywile?

- To jest kwestia doświadczenia mierzonego liczbą wylatanych godzin w przewozie lotniczym i odpowiedzialności, a nie tego, czy ktoś jest cywilem, czy wojskowym. To rzadkość w świecie, że kapitan prezydenckiego samolotu ma 36 lat i wylatane 1400 godzin.

Wróćmy do przyczyn sobotniej katastrofy. Dlaczego tupolew nie znalazł się w osi pasa startowego, tylko zboczył z kursu?

- Podejście według systemu radiolatarni bezkierunkowych, które znajdują się w Smoleńsku, już z samej definicji jest podejściem nieprecyzyjnym. Ono ma prawo się nie udać, bo ten system nie jest aż tak dokładny.

Nawet minimalna odchyłka wskazania radiokompasu szybko skontrowana przez pilota powoduje pewne odchylenia od zakładanej trasy lotu i stąd bierze się rozbieżność. I na to jest przewidziana w lotnictwie cywilnym procedura po nieudanym podejściu, którą potrzeba rozpocząć odpowiednio wcześnie. Potrzeba na nią czasu i bardzo dobrej współpracy członków załogi - wyćwiczonej i powtarzanej okresowo w symulatorze. Powinno być tak: jeden pilot prowadzi maszynę, drugi wypatruje ziemi. A nawigator, który w Tu-154 prowadzi też rozmowy przez radio, podaje wysokość. Wszyscy pracują niczym dobrze zaprogramowane maszyny.

W lotnictwie cywilnym nie dochodzi do sytuacji, że samolot zniża się do wysokości przeszkód. Jeśli schodzi do minimalnej wysokości zniżania (np. 150 m), a pilot obserwujący nie widzi ziemi, to pada komenda ''go around''. Nie wiem jednak, jak wyglądała współpraca w kabinie Tupolewa.


(tbe)

oceń
18
2
Podziel się

Przeczytaj też

Transportowy Antonow rozbił się na Filipinach

aktualizacja 2010-04-21 (20:23)


Wstrzymano loty szkoleniowe F-16

dodane 2010-04-16 (11:45)

Są najmłodszymi ofiarami katastrofy

aktualizacja 2010-04-16 (10:59)

Samolot w momencie upadku był odwrócony?

dodane 2010-04-16 (08:42)

materiał foto

Znicze nie gasną

dodane 2010-04-15 (17:03)

"Piloci wiedzieli, że się rozbiją"

aktualizacja 2010-04-15 (08:53)
materiał foto

Zabierają wrak samolotu

dodane 2010-04-14 (13:59)

materiał foto

Tragedia całego narodu

dodane 2010-04-11 (10:52)

Czekamy na Twoje zgłoszenie!

Byłeś świadkiem lub uczestnikiem ważnego zdarzenia? Poinformuj Internautów o tym, co dzieje się w Polsce, na świecie, w Twojej okolicy!

Wyślij nam zdjęcie, film lub artykuł! Najciekawsze opublikujemy!


  • Skomentuj
  • WP.PL
  • FB

Korzystanie z komentarzy FB oznacza akceptację regulaminu

REGULAMIN
Ocena: 0 [0]
~Wroenk [2010-06-04 05:29]

Juz wiadomo.
Juz wiadomo, komu zalezalo na smierci zalogi. Mamy nowego prezydenta.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~oop [2010-06-03 18:17]

wszystko wskazuje na to
że to nie wina pilotów ani ich szefostwa!!!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Vito [2010-04-16 12:14]

A więc jasne.
Kaczyński kazał lądować. Za odmowę lądowania w Tibilisi pilota wyrzucono z pracy.Tym razem pilot posłuchał prezydenta, no i mamy - tragedia.

odpowiedz

pokaż 44 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~carlos [2010-04-20 11:15]

racja i jest to nagradzane
Mig- 29 laduje bez wypuszczonego podwozia na lotnisku w Mińsku Maz. Pilot, kpt. Robert Kozak (swoją drogą wybitny pilot) nie katapultuje się. Samolot ryje skrzydem w pas zieleni obok pasa.... Konsekwencje: awans na stopień majora, gratulacje.... To przyzwolenie z góry na ryzyko!!! Wynagradzane!!!! Niedopuszczalne!!!!!!

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~Dean [2010-04-16 12:53]

Autor ma racje
Prezydent jest winny wszystkiemu. Tamtemu wcześniejszemu pilotowi zrobił awanturę i facet już nie latał z prezydentem. A tutaj myślicie, że było inaczej? Ludzie otwórzcie oczy. Oni na ostatnią chwile wylecieli i myślicie, że pan prezydent chciał się spóźnić?? Nie. Za wszelka cenę chciał się pokazać z jak najlepszej strony, co potwierdza to jakich ludzi zabrał ze sobą i teraz ma.

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~ADA [2010-04-17 00:05]

Samolot nie powinien byl wystartowac z Warszawy.
Rozkaz jest rozkazem.Ciezkie chwile dla rodzin.Wyrazy wszpolczucia.Sluzba to sluzba.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~Kik [2010-04-17 02:59]

Jesli GPS wskazuje dobrze droge przy 120km/h to czemu sie ich nie uzywa w samolocie jako urzadzenioa pomocniczego?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~Japol [2010-04-20 00:38]

Autor ma rację...- rosyjską
Nie wymyślajcie co mogło być. Dlaczego nie pytacie o fakty- jak władze Rosji przygotowały lotnisko- wiedząc, że przylatuje tu Prezydent innego kraju? Od dwu miesięcy dopytywali przecież MSZ i Radka czy przyleci ? A może właśnie się przygotowały, skoro pare minut po katastrofie, już mogli wkręcać żarówki naprowadzania na pas?

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~AVIA [2010-04-18 08:49]

wojskowe lotnictwo............
sluszna uwaga autora p.wyzszego artykulu samoloty powinni prowadzic piloci cywilni i zaden general cz y wysoki urzwdnik panstwowy nie bedzie mial prawa naciskac na pilota ,ktory bedzie na pokladzie PIERWSZYM i DECYDYJACYM !!!!!!!!!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Nolotek [2010-04-16 14:18]

Gruzińska czkawka
Nie mam żadnych wątpliwości, że za katastrofę zostanie obwiniony kapitan samolotu. Na taśmach z czarnej skrzynki nie znajdziemy też żadnych śladów "nacisków". Tych werbalnych nacisków po prostu być już nie musiało po tak usilnie wyciszanym locie do Gruzji... W sierpniu 2008 r. , kilka dni po wybuchu walk w Gruzji, prezydent Lech Kaczyński udawał się do tego kraju z prezydentami Litwy i Estonii oraz premierem Łotwy. Samolot poleciał przez Ukrainę do Azerbejdżanu, skąd delegacja udała się do stolicy Gruzji w kolumnie samochodów. Po międzylądowaniu w Symferopolu na Ukrainie, gdzie na pokład wsiadł prezydent Ukrainy, L. Kaczyński chciał, by samolot nie leciał do Gandżi w Azerbejdżanie, lecz od razu do Tbilisi. Pilot samolotu kpt. Grzegorz Pietruczuk odmówił ze względów bezpieczeństwa. poprowadził samolot do Azerbejdżanu tak jak to było zaplanowane wcześniej. Mając na pokładzie pięciu prezydentów NIE USŁUCHAŁ NACISKÓW najpierw ze strony panów w osobie Bielana i Stasiaka i na końcu pana Prezydenta RP,aby lądować bezpośrednio w Tbilisi,czyli stolicy Gruzji,która była w stanie wojny z Rosja. Postawa ,czyli rozsadek i odpowiedzialność pana Grzegorza Pietruczuka spotkała się z ostra "NAGANĄ" ZE STRONY PREZYDENTA I NAZWANIEM GO "LĘKLIWYM OFICEREM" (!!!), a także OBIETNICĄ PONIESIENIA KONSEKWENCJI PO POWROCIE DO KRAJU. Sławna była później sprawa "ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO OFICERA", który możne już wówczas uratował Prezydenta naszego i sąsiednich krajów. Pikanterii sytuacji nadaje fakt wysłania "Zapytania nr 2496 do Ministra Obrony Narodowej przez posła Przemysława Gosiewskiego z dnia 23.09.2008r wysłanego z Kielc, a dotyczącego UKARANIA PILOTA! Ponadto, ZAWIADOMIENIE O POPEŁNIENIU PRZESTĘPSTWA przez pilota kpt. Grzegorza Pietruczuka złożył poseł PiS Karol Karski z art. w zakresie odmowy wykonania polecenia dotyczącego prowadzenia statku powietrznego. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w końcu 1 października 2008 odmówiła wszczęcia śledztwa. Dla oceny katastrofy pod Smoleńskiem najważniejszy jest jednak fakt, iż drugim pilotem w załodze kapitana Grzegorza Pietruczuka, obecnym w czasie incydentu nad Azerbejdżanem, był wówczas... kapitan Arkadiusz Protasiuk - kapitan samolotu spod Smoleńska! 2 lata poźniej nie było już w służbie Kpt. Pirtruczuka. Jego miejsce zajął Kpt. Protasiuk, n iemy świadek pychy i braku odpowiedizalności pasażeró z Gruzji. Pod Smoleńskiem nikt już nie musiał wchodzić i negocjować bądź naciskać w kabinie pilotów na lądowanie na zamglonym lotnisku. Kapitan Protasiuk wiedział bowiem doskonale na przykładzie swojego byłego szefa jaka przyszłość czeka go w przypadku usłuchania kontrolerów lotu. Prezydencka etykietka "TCHÓRZLIWEGO OFICERA", prokuratorskie dochodzenie, utrata prestiżowego stanowiska na samolotach rządowych, odesłanie w zawodowy niebyt... CZY PRZY TAKIEJ PRESJI KTOŚ WOGÓLE MUSIAŁ WCHODZIĆ DO KABINY? Kpt. Protasiuk w chwili katastrofy miał 36lat. Podjął się lądowania w warunkach w których ŻADEN z pilotów wojskowych czy zwłaszcza cywilnych cytowanych w mediach nawet nie pomyślałby o próbie przyziemienia. Dlaczego i z czyjego powodu zaryzykował życie swoje i prawie setki innych osób? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami...

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
comment2 [2010-04-16 23:16]

Jeżeli nie było mobbingu na pilocie i było jedno lądowanie z "biegu" to pilot był ułanem. Może być również uprawniona teza, że lądowanie bez widoczności pasa było spowodowane ZBYT DUŻYM naciskiem na pilota, który mógł zostać wyprowadzony z równowagi i zastosował zasadę : chcecie lądować to macie. Jest oczywistym, że jeżeli z nagrań wynikał będzie mobbing na pilota - to te nagrania będą utajnione. Bohater z Wawelu nie może się okazać sprawcą zbrodni.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
genoe [2010-04-16 22:48]

kamikadze 2
W przypadku katastrofy w Smoleńsku mamy do czynienia z przypadkiem 3 lub 4. Który miał w istocie miejsce? Moim zdaniem ani jeden ani drugi nie jest prawdopodobny, to przypominałoby raczej działania samobójcy. Myślę natomiast, że ci piloci nie mają raczej problemów z asertywnością i w takiej sytuacji wybraliby (zreszta zgodnie z procedurą) lądowanie w innym miejscu - czy lepiej żyć tracąc pracę czy zakopać się w ziemię bez sensu ryzykując? Zresztą co do tego tracenia pracy to też nie mam pewności czy cała sytuacja z lądowaniem w Tbilisi i roli Lecha Kaczyńskiego w podejmowaniu decyzji jest prawdziwa - a faktem jest, że w tej dyskusji spotykamy różne zdania. Przypomnę, że chodzi o rzekome i nieudane próby zmuszenia pilota prezydenckeigo samolotu lecącego do Gruzji do wylądowania wbrew warunkom bezpieczeństwa. Potem pilot został podobno (z podkreśleniem słowa "podobno") zwolniony przez prezydenta i biedaczek nie mógł już wozić głowy państwa. Czy uznalibyście to za karę, bo ja bynajmniej nie? To chyba niezła premia za stanowczą postawę ponieważ na miejscu tego pilota nie chciałbym już latać z "wariatem", który naraża mnie na śmierć w imię swoich interesów - choćby najważniejszych z jego punktu widzenia. Byłbym wręcz szczęśliwy nie musząc wbrew swojej woli i w niezgodzie z wieloletnim doświadczeniem lotniczym narażać siebie i innych. Większość atakujących prezydenta optuje za 4-tym rozwiązaniem a jest ono moim zdaniem najmniej prawdopodobne. Faktem jest jednak, że samolot spadł i to nie na lotnisku zapasowym a więc co się stało? Na tym etapie spekulacji (bo nie mamy jeszcze informacji z czarnych skrzynek) wiele wskazuje na awarię ewentualnie na kombinację awria+błąd pilota. Być może dowiemy się co nieco z czarnych skrzynek - choć i to nie jest pewne gdyż w przypadku np. zamachu informacje mogą zostać legalnie(?) utajnione. Piloci to wyselekcjonowani w wielu badaniach fachowcy nauczeni różnych zachowań w różnych warunkach - z reguły można im ufać. Pilotem nie zostaje osoba przypadkowa. Latałem przez wiele lat, poznałem wielu pilotów, przechodziłem badania kwalifikacyjne na WIML - proszę mi wierzyć, pilotom można ufać. Jeżeli ktoś chce w to wątpić to mogę wysunąć argument ostateczny: każdy pilot jest także człowiekiem a więc chce żyć nie mniej od reszty osób na pokładzie. Dlatego też opowieści o rozkazywaniu pilotom przez utytułowanych lecz "małych" wielkich ludzi należy włożyć między bajki - taka jest logika wydarzeń oraz moje wieloletnie lotnicze doświadczenie.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
genoe [2010-04-16 22:47]

kamikadze 1
Jeśli pilot uważałby, że zwali się na ziemię bo warunki nie pozwalają na bezpieczne lądowanie to choćby i Belzebub go postraszyl i kazał lądować to on i tak nie posłuchałby go godząc się na własną śmierć. Czy to jasne??? Przeanalizujmy sytuację z jaką spotykają się piloci podczas lotów specjalnych, np z VIP-ami. Mamy możliwość lądowania albo na zaplanowanym lotnisku albo na zapasowym oraz spotykamy się z sytuacją braku nacisków na wolę kapitana lub z wywieraniem na niego presji. W sumie stwarza to nam cztery możliwości i wówczas jako pilot masz do czynienia z taką oto alternatywą: 1. napotkawszy złe warunki i nie niepokojony przez nikogo wybierasz zapasowe lotnisko (lądujesz i twoi pasażerowie i przełożeni zachowują życie choć nie zdążąją na ważne spotkanie) 2. wybierasz zapasowe lotnisko wbrew woli utytułowanych pasażerów (lądujesz i narażasz się na działania odwetowe przełożonych, w wyniku których tracisz pracę ale żyjesz...) 3. działając pod wpływem presji okoliczności (muszę zdążyć bo tego ode mnie oczekują...) a bez bezpośrednich nacisków lądujesz i dochodzi do katastrofy (można zastanawiać się czy warto być zbyt gorliwym) 4. na skutek "rozkazów" przełożonych na pokładzie czyli ulegając ich presji wybierasz lądowanie mimo niesprzyjających warunków (rozwalasz wszystkich włącznie ze sobą) Teoretycznie jest jeszcze możliwość, że mamy do czynienia z pilotem straceńcem, który lubi brawurowo podejmować ryzyko i na własną odpowiedzialność ląduje byle gdzie i w byle jakich warunkach albo też z lizusem, który wykona każde polecenie bez względu na ryzyko własne - ale proponuję nie rozważać takich wyssanych z palca możliwości, które w żaden sposób nie pomagają nam w dojściu do rozsądnych wniosków.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
genoe [2010-04-16 22:44]

zasada?
Nie wierzę żeby jakikolwiek pilot działał zgodnie z zasadą "jakoś to będzie"

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~WOLA [2010-04-16 20:21]

załoga
Rodziny pilotów trzymajcie się, łączę się z Wami w bólu, Wasi bliscy zginęli, to ofiary skromnych, ciepłych osób, którym zamarzył się Wawel.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~andreas2009 [2010-04-16 20:06]

katastrofa
Po prostu wielu spieprzyło sprawę.A wynika to z braku należytego doświadczenia.Najlepiej zwalić na gęsi kanadyjskie ,które wpadły do turbin.Nikt nie pisze,że górę mogła wziąć arogancja i próżność połaczona z brawurą .Panowie piloci skrzaniliście robotę i basta.!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~j23 [2010-04-16 16:28]

Jest jeszcze jedna sprawa.
Pilot woskowy ma już zakodowane w podświadomości..Rozkaz jest rozkaz...I nawet nie duyskutuje. Cywil to ma w d czyjeś rozkazy..

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~vert [2010-04-16 15:11]

nalot
pilot miał 3600godzin wylatane, os. udzielająca wywiadu nie wiem skąd wzięła taką info

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~heenki [2010-04-16 13:27]

odszkodowania z kasy prezydenta.... wara
od innych pieniędzy Tusku!!!!

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~@ [2010-04-16 13:36]

zachodni piloci maja własny GPS
zapisuja trasy lądowania na poszczególnych lotnistkach. Nie jest to zabronione przez procedury. Dlaczego to robia ? W krytyczneych sytuacjach moga sięgac do zapisów, oceniać wskazania przyrzadów pokładowych itp. dla własnego bezpieczeńśtwa. Nie moga wykluczyć, że zabraknie paliwa na dolot na lotnisko zapasowe

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Szukaj w serwisie

reporter wp24 chcę wyslać

Zrobiłeś unikalne zdjęcie,
napisałeś ciekawą
wiadomość?

Wyślij je do nas lub załóż
własne konto, na którym
je opublikujesz.

Najlepsze materiały
publikujemy na stronie głównej serwisu.