Strona główna serwisu
Kiedy mąż pije

Kiedy mąż pije

Kobieta, która ma męża alkoholika, cierpi bardziej niż on. Jola zna to cierpienie. Ale zna też drogę wyjścia.
Obawy miałam, zanim jeszcze wyszłam za mąż – wspomina Jola. – To było 25 lat temu. Picie Jacka już wtedy było chore. Ale miałam 20 lat i skończoną szkołę. Chciałam wyjść z domu, usamodzielnić się, założyć rodzinę. Moje obawy bardzo szybko przerodziły się w dramat. Myślałam, że sobie z tym poradzę. Najpierw ukrywałam to. Potem szantażowałam go, żeby poszedł się leczyć. Mówiłam, że jak nie, to odejdę. Parę razy odchodziłam na dwa, trzy miesiące. To działało, ale na krótką metę.

– Mieliśmy już wtedy dwie córki. Bałem się, że stracę z nimi kontakt. A żona? Chciała mi je zabrać, więc uważałem ją za wroga. Samo jej odejście nie było dla mnie wielkim dramatem – przyznaje dziś Jacek.

– Kiedy alkoholik trzeźwieje, potrafi być bardzo przekonujący – mówi Jola. – Jacek chodził za mną, prosił. Nawet próbował się leczyć. Wtedy wracała mi wiara. Modliłam się i mówiłam sobie, że skoro przysięgałam przed ołtarzem, to będę ratować to małżeństwo. Tak się to ciągnęło 8 lat. Wtedy spotkałam kobietę, która też miała męża alkoholika i – w przeciwieństwie do mnie – próbowała gdzieś szukać pomocy.

Zabiłam te uczucia

Tak trafiłam do Klubu Abstynenta i Al-Anon – samopomocowej grupy dla rodzin osób uzależnionych od alkoholu. Byłam zszokowana. Po latach tkwienia w szarym świecie, obracającym się tylko wokół alkoholika i alkoholu, zobaczyłam, jak kobiety o podobnych problemach z radością opowiadały o swoich codziennych sprawach i o uczuciach, które ja już zabiłam. I nawet nie byłam tego świadoma.

To spotkanie zadziałało na mnie tak, że zapytałam jedną z tych kobiet: „Gdzie ty się tego nauczyłaś?”. A ona na to, że jest taka przychodnia, są fajne terapeutki... I tak trafiłam na psychoterapię dla żon alkoholików. Trwała pół roku. Bardzo dużo mi to dało. Otwarło mi drogę do samej siebie. Zrozumiałam, że jeśli ja nie będę szczęśliwa, to moje dzieci nie będą szczęśliwe.

Na czym polegał mój problem? To się nazywa: współuzależnienie. Człowiek zaczyna żyć życiem drugiego człowieka, najczęściej życiem uzależnionego męża. Nieustannie go kontroluje. Kieruje się zasadami: „Nie czuj. Nie mów. Ukrywaj. Jeśli trzeba, skłam, żeby ukryć problem, żeby wszystko jako tako grało”. W to wszystko włączane są dzieci. Nie są już tylko dziećmi. Muszą przyjmować role, które narzuca im matka. Osobie współuzależnionej wydaje się, że wie, co druga osoba czuje i czego potrzebuje. To współuzależnienie jest większym cierpieniem niż uzależnienie, bo uzależniony znieczula się alkoholem czy narkotykami, a współuzależniony nie. Żyje w skołowanym świecie, skupia się na innych, w kółko zastanawia się, czy dobrze zrobił. To jest chore i dostarcza wielu cierpień. Uwolnienie się z tego kosztuje lata pracy.

Akt odwagi

– Trudno jest zmienić swoje myślenie i zachowanie. Ale powolutku zaczęłam się inaczej zachowywać. Mniej było kłótni, mniej wulgarności. Postępowałam mądrzej, zgodnie z zasadą twardej miłości. Na czym ona polega? Na tym, żeby akceptować alkoholika, ale nie akceptować jego zachowań. Pozwolić mu ponosić ich konsekwencje. Nie ukrywać tego przed światem. Jeśli wróci brudny, nie prać. Niech sam sobie wypierze. Jeśli nabałagani, coś zarzyga – sam musi posprzątać. Jeśli się awanturuje, okrada dzieci albo je molestuje – trzeba wezwać policję. I domagać się, żeby poszedł na terapię.

Ja też, gdy dochodziło do awantur, wzywałam policję. To był akt odwagi, bo nie mieliśmy wtedy telefonu. Musiałam iść do sąsiadki i rozmawiać o tym przy niej. Albo gdy był pijany i wziął mi kluczyki do samochodu, musiałam iść do teściowej i stamtąd zadzwonić na policję. Nawet teraz, kiedy po latach opowiadam o tym w grupie Al-Anon albo wśród koleżanek w pracy, widzę, że patrzą na mnie jak na nienormalną. Ale to właśnie jest normalne. Na szczęście nie zostawałam z tym wszystkim sama. Brałam udział w spotkaniach grup samopomocowych. Najgorzej jest, gdy kobieta nie ma z kim o tym porozmawiać. I to nie z byle kim. To nie może być rozmowa z dziećmi, które nie powinny być w ogóle obarczane sprawami rodziców. Nie może to też być jakieś obgadywanie męża. Chodzi o rozmowę z kimś, kto może pomóc, wesprzeć, doradzić.

W końcu jednak doszło do separacji. – Nie chodziło mi o pieniądze, bo mąż dobrze zarabiał i zawsze mi je dawał. Po prostu chciałam mieć osobne życie. Nie chciałam rozwodu. Chciałam mu dać sygnał, że to już koniec. Że chce mieć z nim spokój. Że nie może już nic ode mnie wymagać. Że zarobię na siebie, a on będzie płacił na dzieci alimenty. I sąd mi te alimenty przyznał.

Przełom

Jacek kilkukrotnie był na odwykach, ale nie trzeźwiał. Przełom nastąpił, gdy pojechał na rekolekcje ewangelizacyjne. Tam otrzeźwiał. Z dnia na dzień.

– Tam usłyszałem, że Bóg jest kimś innym, niż to sobie wyobrażałem. Do tego momentu był dla mnie kimś, kto notuje moje grzechy i czeka na potknięcie, żeby mnie ukarać. Z miłością w ogóle mi się nie kojarzył. Dopiero na rekolekcjach usłyszałem, że Bóg nas kocha, że ma dla nas wspaniały plan. To było dla mnie odkrywcze. Poszedłem do spowiedzi. Kapłan, też trzeźwiejący alkoholik, powiedział: „Spróbuj nie pić. Nic nie tracisz”. Dotąd chciałem nie pić, ale nie dawałem rady, bo... nie widziałem w tym sensu. Terapie (które wyglądały wtedy inaczej niż dziś) nic mi nie dawały. A tu pojawiła się nadzieja, że można żyć bez alkoholu. To był cud. Przebudzenie duchowe. Pobiegłem do Joli, żeby dała mi jeszcze jedną szansę. I ona dała mi tę szansę. To było w marcu 1995 roku. Odtąd nie piję.

– Wcześniej słyszałam, że takie historie się zdarzają. I doczekałam się tego – mówi Jola, dodając, że wkrótce potem pojechała z mężem na wakacyjne rekolekcje oazy rodzin. – Tam przyjęliśmy Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Zaczęliśmy nowe życie – mówi kobieta.

I żyli długo i szczęśliwie?

– Nie. Bo tak to już jest, że nawet kiedy alkoholicy przestają pić, ich małżeństwa się rozpadają. Ja też mia-łam w sobie wiele niepozałatwianych spraw, zwłaszcza poczucie krzywdy. Nadal podświadomie karałam męża. Próbowałam manipulować innymi. I nie byłam tego nawet świadoma – przyznaje Jola.

– To było trudne, bo to był czas, gdy sami głosiliśmy już rekolekcje, a potem gryźliśmy się między sobą. Jola ciągle straszyła, że odejdzie. Potem to ja chciałem odejść – wspomina Jacek.

– Ale obiecaliśmy sobie, że nawet skłóceni będziemy się razem modlić. Klękaliśmy więc do Koronki do Bożego Miłosierdzia, a potem wstawaliśmy i dalej była „cicha msza”. Jednocześnie korzystaliśmy z proponowanego w oazie dialogu małżeńskiego. Przeszliśmy pełny cykl rekolekcji ignacjańskich. Szukaliśmy Pana Boga i na nowo budowaliśmy nasze małżeństwo. Dziś prowadzimy rekolekcje ewangelizacyjne w ośrodkach odwykowych, a Jacek pracuje jako terapeuta w ośrodku leczenia uzależnień – mówi Jola.

Jej mąż dodaje, że czasem alkoholik przestaje pić na skutek przebudzenia duchowego, a czasem kolejność jest odwrotna: najpierw terapia pomaga otrzeźwieć, a przebudzenie duchowe przychodzi po pewnym czasie.

A dzieci? – Nawet po tym, jak Jacek przestał pić, nie potrafiłam ich autentycznie słuchać. Córki cierpiały z tego powodu. Jedna z nich, w wieku 16–17 lat, powiedziała: „Nie chce mi się żyć”. To było dla mnie strasz-ne – wspomina Jola łamiącym się głosem. – Wzięliśmy udział w terapii rodzinnej. Czy pomogła? Kiedyś mąż pokazał córkom książkę ze świadectwami dorosłych dzieci alkoholików. Myślałam, że zobaczą w nich siebie, że wrócą złe wspomnienia. Ale one skomentowały to bez emocji, z dystansem. To znaczy, że prze-pracowały to w sobie. Dziś obie są już mężatkami. Jakimś cudem potrafią dobrze żyć.

Jarosław Dudała

Kiedy żona pije

Zdarza się, że to kobieta jest alkoholiczką, a współuzależniony jest jej mąż. W grupach samopomocowych dla współuzależnionych (typu Al-Anon) zdecydowana większość to kobiety. Dlatego w takim wypadku lepiej szukać pomocy u profesjonalnego psychoterapeuty, najlepiej mężczyzny. Szukaj terapeutów posiadających zawodowe certyfikaty. To da się sprawdzić w internecie. Unikaj rzekomych cudotwórców, przedstawiających się jako znawcy technik Wschodu czy podpinających się pod salony odnowy biologicznej.

Porozmawiaj z nią

Jola zgodziła się, by redakcja „Gościa Niedzielnego” udostępniła jej numer telefonu osobom, które chciałyby z nią porozmawiać. Przekażemy jej numer telefonu Czytelnikom, którzy zgłoszą się do nas telefonicznie tel. 032 2511807 lub poprzez pocztę elektroniczną jdudala@goscniedzielny.pl

Gość Niedzielny

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

Wszystkie (210)
Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
2
~LLa 2009-09-14 (09:34) 22 godzin i 49 minut temu

dla tych kobiet, które dałyby sobie radę same, bo najczęściej to one utrzymują dom. Jedyna droga - to ucieczka do rodziny. Ale nie zawsze tak się da. Praca, szkoła dzieci i co tu dużo mówić, wiele z nas w mieszkanie włożyło dużo pieniędzy, pracy, uczucia. Kto za to wynagrodzi? Żyję w takim związku 20 lat. Idę teraz na studia. Nie myślę o alkoholiku, zaczynam myśleć o sobie, o moich marzeniach. Płaczę codziennie do poduszki za los jaki dostałam, ale co nas nie zabije to nas wzmocni.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
2
~00silver 2009-09-13 (13:55) 18 godzin i 28 minut temu

mam ojca alkoholika, ten problem zaczął się kilka lat temu. Są gorsze i lepsze dni, czasem kilka dni z rzędu jest pijany, a czasem przez jakiś czas nie pije. Było wiele kłótni przez niego. Teraz nawet gdy o tym mówię, łzy płynął mi do oczu. Gdy poczytałam trochę o tym w internecie, to dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wszyscy wraz z mamą i rodzeństwem jesteśmy współuzależnieni. Przestałam ufać ludziom, wiele rzeczy stało mi się obojętne. Wstydzę i boję się opowiedzieć o tym komukolwiek, wszystkie uczucia, gniew, rozczarowanie, bezradność, smutek tłumię w sobie.... Święta ostatniego Bożego Narodzenia były koszmarem, bałam się Wielkanocy, by nie było podobnej sytuacji. Staram się unikać różnego rodzaju "spotkań rodzinnych" gdzie prawie każdy się nachla, jedyną myślą wtedy jest: uciec z tad. A i tak każdy udaje, że nic się nie dzieje. Tylko wewnątrz rodziny, tj. mama i rodzeństwo wiemy, że ojciec jest alkoholikiem. Znienawidziłam alkohol, z wyboru nie piję, wiele rówieśników tylko szuka okazji do picia %, na pytanie po co piją, odpowiadają, że po alkoholu jest fajna zabawa.... moje odczucia są inne, dla mnie ten kto pije i nie potrafi się bawić bez alkoholu jest żałosny.... Napisałam ten post chyba po to, żeby sobie trochę ulżyć, wygadać się, powiedzieć komuś o problemie jednocześnie ukrywając go....

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 4

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
majka34 2012-04-15 (13:07) 19 godzin i 16 minut temu

mój mąż też Jacek i też pije, 5 lat po ślubie i jest coraz gorzej, przestałam sie łudzić ze to się zmieni bo sie nie zmieni, nie pije 4 -5 tygodni a potem znowu to samo, ale wreszcie zebrałam sie w sobie i składam pozew rozwodowy, chce zacząć normalnie żyć bo jak dotąd to żyje w ciągłym strachu i przestałam się już martwić co sie z nim stanie jak odejdę, ze sie zapije, trudno- dla mnie moje zycie stało sie ważniejsze

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
~guest 2009-09-13 (14:32) 17 godzin i 51 minut temu

Jak zwykle, dzieciom poświęcono jeden akapit. Kościół ma dla nich tylko "czcij ojca swego i matkę swoją". Amen. I tyle. Stąd dzieciaki alkoholików żyją w rozdwojeniu - nienawidzą rodziców, a nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że czują nienawiść. Bo przecież jak można nienawidzić rodziców, toż to grzech, niewdzięczność za dar życia i takie tam, bla bla bla. Dzieci alkoholików, ratujcie siebie! Nie żyjcie życiem rodziców i nie traćcie własnych sił na ich ratowanie, bo te siły też są ograniczone. Może nie wystarczyć sił DLA WAS SAMYCH. Brutalna prawda jest taka, że w rodzinie alkoholowej nie jesteście ważni. Ważne jest tylko uzależnienie. Jeśli jesteście nieszczęśliwi, poszukajcie terapii i stron poświęconych DDA.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 3

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
~ETOH 2009-09-13 (12:55) 19 godzin i 28 minut temu

Niestety w naszym "ukochanym" kraju nie chroni się rodziny. Alkoholicy powinni być odseparowani od swoich bliskich do momentu podjęcia terapii. Nie może być tak, że to ofiary muszą uciekać ze swoich domów, a alkoholik rujnuje (wyprzedaje, zadłuża) wspólny majątek. Niestety nie ma w nszym kraju mechanizmów chroniących rodzinę przed alkoholikiem. Daleko nam do takich standardów jak w filmie "Rozdartre dusze".

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 2

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
~ASIK 2009-09-13 (12:46) 19 godzin i 37 minut temu

Znam ten temat z autopsji niestety-mój ojciec był najgorszym koszmarnym alkoholikiem jakiego można sobie wyobrazic, przeszliśmy przez niezłe piekło i musieliśmy jednocześnie udawac że wszystko gra i nic się nie dzieje! Ale karta się odwróciła - ojciec jest po udarze mózgu.Wyciągneliśmy go ze stanu 'roślinnego", zmienialiśmy pampersy itd.Zrozumiał kto jest dla niego ważny (nie koledzy od kieliszka, a rodzina), jest trzeźwy bo go pilnujemy i potrafimy mu wyciągnąc piwo z dłoni (choc wcześniej płakalibyśmy ze strachu, a jesteśmy dorośli), a on jest nam za to wdzięczny i od nowa układa wszystko i wartościuje. Jest zupełnie innym człowiekiem choc tym samym jednocześnie i z perspektywy wiem już (choc wcześniej uważałam go za przypadek beznadziejny!!), że każdy człowiek zasługuje na szansę i pomoc. Wymaga to masę siły i odporności psychicznej - nie ważne skąd to się czerpie. Jeśli bohaterom artykułu pomogło zbliżenie do Boga to ja się cieszę:)) wam może pomoże coś innego - to nie takie ważne.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 2

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
~mysza 2009-09-13 (12:41) 19 godzin i 42 minut temu

jestem z chlopakiem ktory co tydzien od piatku do niedzieli melanzuje wypijajac 0,7 do litra w szybkim tempie ze swoimi kolegami - bo to jest fajne;/ potrafi zberecic sie jednego dnia a drugiegopic znowu... tlumaczy sie tym ze odreagowuje tydzien, ze musi sie spotkac ze zmajomymi, dla mnie to chore ja na tym cierpie, bo czas naodpoczynek ze mna poswieca na chlanie a na drugi dzien ma kaca i jest zmeczony wiec... i co mam zrobic??!!

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 13

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
~degi 2009-09-12 (23:14) 9 godzin i 9 minut temu

A po co trwać w takim małżeństwie???? Jak jest taka sytuacja, to kopnąć dziada w tyłek i koniec.Po co łazić po psychologach i innych uczonych. Co znaczy "slubowałam".W imię jakiejs formułki dać się sciagnąc na dno i żyć w piekle?Jak taka sytuacja powstaje należy natychmiast pogonić dziada.Zyć z alkoholikiem, narkomanem, seksoholikiem????Po co z takimi kobiety siedzą??I później lamentują. Jak byłyby konsekwentne i wygnały takiego, to inaczej by to wygladało.I nie łaziłyby po psychologach.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 4

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
1
pomponinka 2009-09-11 (10:54) 21 godzin i 29 minut temu

kciuki za każdą kobietę ,która che się wyrwać, wyrywa się i wyrwała z takiego bagna!!!

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 3

Nie zgadzam się z opinią
1
Zgadzam się z opinią
0
~aluta 2009-09-13 (14:17) 18 godzin i 6 minut temu

moj niedoszly jeszcze maz, czyli narzeczony, nie pije juz od 2 lat. Jestesmy ze soba od pieciu, takze przez 3 lata przechodzilam gehenne. Mimo tego ze nie pije ja caly czas mysle co by bylo gdyby....Bardzo go kocham, ale co jakis czas wracaja wszystkie wspomnienia i wtedy sie zastanawiam czy moze powinnam go zostawic. Oczywiscie moja cala rodzina i znajomi go nienawidza, ale ja mam to gdzies. Bardzo jest ciezko przez to przejsc, zwłaszcza samemu, ale uwierzcie ze da sie.:) my jestesmy na dobrej drodze do tak wlasciwie zaczecia wszystkiego od poczatku, bo po drodze bylo oczywiscie wiezienie i odwyk, co znacznie zmienilo nasze relacje. Jestem dobrej mysli i trzymam kciuki za wszystkie zony alkoholików:)))

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 3

Nie zgadzam się z opinią
1
Zgadzam się z opinią
0
~zuzka 2009-09-13 (13:44) 18 godzin i 39 minut temu

Jest mi ciezko...,nie potrafilam odejsc jak syn byl malutki i nie potrafie teraz,byly awantury,siniaki pod oczami,prosby,blagania,odchodzilam-on przepraszal wiec wracalm(nie mialam dokad pojsc) ciesze sie z kazdego dnia kiedy nie pije,kiedy pije sama popadam w jakas paranoje-wiem powinnam odejsc ale wiem tez ze on sie zapije na smierc a tego sobie bym nie wybaczyla.taka juz jestem.Zal mi dziada!!! mial straszne dziecinstwo,nie zna uczuc,niby potrafi kochac ale nie potrafi sam w to uwierzyc-straszne.Chyba boi sie ze znow zostanie skrzywdzony-to trudne do wytlumaczenia-a ja z kolei chcialabym byc ta dobra,uratowac go kiedys:) nie uda sie -ja to wiem,ale jesli kiedys sie nie obudzi rano-nie bede miala do siebie zalu ze to przez to ze byl sam-ja chce go uratowac-walcze z nim caly czas-sam w to sie pch,nie chce zadnej terapii,lekarza,psychologa,nawet porozmawiac o tym nie chce:(

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 3

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~paula 2012-07-02 (22:47) 9 godzin i 36 minut temu

moj narzezcony tez pije...leczyl sie i to dlugo w osrodku zamknietym...bylo dobrze przez jakis czas ale dalej pije...pije po 5 dni potem 5 dni dochodzi do siebie i 5 dni jest dobrze...obiecuje ze juz nie bedzie aja mu wierze nie potrzebnie...doszlo do tego ze zaczal mnie bic...jestesmy razem 4 lata...za kazdym razem obiecuje sobie ze wroce do domu bo nie chce tajiego zycia...mam 23 lata i nic z zycia...przeplakane dnie, nieprzespane noce...szukania go bo do tego ma ataki padaczkowe choc nie ma stwierdzonej tej choroby...nie mam sily tyle zeby zakonczyc to...kazdej innnej powiedzialabym ze ma uciekac a sama nie umiem...pomozcie mi gdzie mam szuakc pomocy...

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~emerytka 2009-09-26 (16:32) 15 godzin i 51 minut temu

W razie czego przypierniczy ojcu garem.

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~emerytka 2009-09-26 (16:30) 15 godzin i 53 minut temu

Nie boj sie o mame, mama w razie czego przypierniczy ojcu garem .

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~anda 2009-09-17 (17:25) 14 godzin i 58 minut temu

ajaka masz gwarancję, ze do tego nie wróci? Skoro juz przed ślubem potrafił Ci zrobić z życia piekło, a Ty sie na to zgodziłaś, to co będzie po? To jest nuie tylko Twój wybór? Będę dzieci, czy chesz dla nich takiego ojca? Czy chcesz całeż ycie sie bać, ze znowu zacznie pić?

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~jo 2009-09-14 (08:51) 23 godzin i 32 minut temu

on ucieka od milosci

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~leon 2009-09-13 (16:02) 16 godzin i 21 minut temu

ale kobiety wypite są wesołe

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~Ewa 2009-09-13 (14:43) 17 godzin i 40 minut temu

w moim domu alkohol nie postoi,,,żyję z mężem 17 lat,i tak dlugo walczyłam z jego alkohlizmem ,chociaż on nigdy sie do tego nie przyznał,nie chce iść na odwyk ,mamy 2 dzieci /7i 8 lat/i niestety one widzą to jak sie kłocimy,,przezywają to bardzo.Ja juz mam dość ,czasami dochodzi do tego że nie chce żyć,nie potrafie pomóc jemu,nie potrafie pomóc sobie,,,Dochodzi do tego ze juz nie reaguję na to że on pije ,,,a jamu wydaje sie ze wszystko jest ok, Ale tak nie jest ,,

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
Knut1 2009-09-13 (14:21) 18 godzin i 2 minuty temu

georg masz 100% racji.Zawsze biedne i pokrzywdzone są kobiety!Nie widzą siebie,tylko całą winę zrzucają na "chłopów"

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Nie zgadzam się z opinią
0
Zgadzam się z opinią
0
~Ala 2009-09-13 (14:03) 18 godzin i 20 minut temu

Podnosicie problem picia dorosłych, ale czy widzicie, że bardzo dużo pije młodych ludzi i dziewcząt i chłopców i to są Waszw dzieci. I temu problemowi my rodzice jesteśmy winni. Sami robimy dzieciom każde urodziny i imieniny. Napoczątku olkoholu nie ma, ale potem jak sami ida do pubu, to alkohol już jest. Ciagle spotykaja się ze znajomymi, bo jest okazja do picia. Obchodzą swoje urodziny i imieniny i jeśli tych znajomych jest np. 20 osób, to piją 40 razy w roku, a jeszcze oblewanie dyplomów itp. i okazja do wypicia jest w każdym tygodniu. A potem wpada się do kafejki na drinka. Sa takie miejsca, że dolewaja do kawy i herbaty.A uzależnienie alkoholowe następuje. Przypatrzcie sie swoim dzieciom, one też piją, tylko narazie tego nie widać. Zacznijmy o tym mówić głośno. RATUJMY SWOJE DZIECI PRZED ALKOHOLIZMEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

odpowiedz

zgłoś do moderacji

Pokaż najnowsze odpowiedzi 3