Musieli zostawić swoje domy i uciekać. Mimo że od zakończenia wojny upłynęły lata, powrót to duże ryzyko. Mieszkają w szpitalach, przedszkolach lub wojskowych koszarach. W jednym pokoju żyją całe rodziny. Mają trudności ze zdobyciem pracy, która jest warunkiem zmiany ich losu. Życie wewnętrznych uchodźców to niekończąca się „poczekalnia”. W drugą rocznicę wojny między Gruzją i Rosją Amnesty International opublikowało raport o osobach wewnętrznie przesiedlonych podczas tego konfliktu, a także w trakcie wcześniejszych starć w latach 90.
-
W 2008 roku podczas wojny 10 mężczyzn włamało się do naszego domu, okradli nas i zagrozili, że nas zabiją, jeśli się nie wyniesiemyGiorgi, wewnętrzny uchodźca W 2008 roku podczas wojny 10 mężczyzn włamało się do naszego domu, okradli nas, wszystko zniszczyli i zagrozili, że nas zabiją, jeśli się nie wyniesiemy. (...) Dwa lata później dalej nie wiem, czy powrót jest bezpieczny – skarży się 80-letni Giorgi, wewnętrzny uchodźca, który mieszka obecnie w Gori.
Według danych podawanych przez Amnesty International, 246 tysięcy osób, czyli prawie 6% ludności Gruzji, zostało przesiedlonych w granicach kraju. Najwięcej – ponad 220 tysięcy – wewnętrznych uchodźców pojawiło się podczas konfliktów na początku lata 90.
Także w trakcie wojny z Rosją w sierpniu 2008 roku z Osetii Południowej i wąwozu Kodori w Abchazji uciekło prawie 130 tysięcy ludzi. Większość wróciła do swoich domów. Jednak, jak twierdzą obrońcy praw człowieka, 26 tysięcy osoby nadal nie może wrócić na rodzinne ziemi i nie będzie mogła tego też zrobić w najbliższej przyszłości.
-
Nie chcę żadnej pomocy czy jałmużny. Chciałabym tylko móc zarobić na własne życie70-letnia Leila
Nie chcę żadnej pomocy czy jałmużny. Chciałabym tylko móc zarobić na własne życie. Dawniej w domu ja i mój mąż pracowaliśmy od świtu do zmierzchu. Ludziom, takim jak my, trudno jest siedzieć w małym pokoju z poczuciem bezużyteczności – mówi 70-letnia Leila, która żyje obecnie w Gori.
- Osoby przesiedlone potrzebują więcej niż tylko dachu nad głową. Potrzebują pracy, dostępu do opieki zdrowotnej i zasiłków. Muszą (...) mieć możliwość dokonywania wyborów, które mają wpływ na ich życie - powiedziała Nicola Duckworth, dyrektor ds. Europy i Azji Centralnej w Amnesty International, która opublikowała raport „W poczekalni: Osoby wewnętrznie przesiedlone w Gruzji".
20 lat bez domu
- 17 lat temu, gdy wybuchła
wojna, studiowałam języki obce na państwowym uniwersytecie, ale nigdy nie skończyłam studiów, bo zostałam uchodźcą. Teraz mój syn jest w liceum, ale nie stać mnie, aby poszedł na uniwersytet. (...) Nie mam szans na znalezienie pracy. Mam nadzieje, że chociaż moje dzieci nie będą musiały dzielić tego samego losu i czeka je lepsza przyszłość – mówi Iza, jedna z przesiedlonych kobiet żyjąca w Kutaisi.
Amnesty International przyznaje, że gruziński rząd podjął już pewne działania na rzecz poprawy warunków uchodźców. W 2007 roku przy międzynarodowym wsparciu wdrożono program, który ma zapewnić trwałe miejsca zamieszkania dla osób przesiedlonych. Jednak, jak wynika z raportu AI, 42% uchodźców z okresu walk w latach 90. nadal mieszka w szpitalach, przedszkolach, dawnych hotelach, czy koszarach wojskowych.
Część z nowych osiedli została utworzona na terenach wiejskich, gdzie trudniej jest zdobyć uchodźcom pracę.
- Po szkole zbieram z ojcem złom, który sprzedajemy. To nie dużo, ale zawsze coś. Pomoc dla IDP (Internal Displaced People – uchodźców wewnętrznych) starcza na książki do szkoły i jedzenie – opowiada 14-letni Levan, który żyje w Zugdidi.
- Wszystkie osoby przesiedlone wciąż cierpią z powodu skutków wojny. Potrzebują trwałych rozwiązań i to szybko, aby mogły powrócić do swojego dawnego życia - ocenia Nicola Duckworth.
Czytaj więcej o prawach człowieka na stronach Amnesty International.