Czy sukces to napęczniałe konto w banku, sława, władza i wpływy? Czy sukcesem może być życie według własnych zasad i wierność sobie, znalezienie swojego miejsca na ziemi i radzenie sobie w trudnych sytuacjach?
Daniela Lewańska całe swoje dotychczasowe, dorosłe życie spędziła w Hiszpanii i po 10 latach może powiedzieć, że podjęła kiedyś właściwą decyzję o przyjeździe do tego kraju.
Fascynacja Hiszpanią
Daniela studiowała w Polsce iberystykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na czwartym roku studiów zauważyła, że stoi w miejscu, że niczego więcej tam się nie nauczy. Wspaniali profesorowie nie rekompensowali poczucia ciągłego powtarzania.
Jej znajomi, zafascynowani Barceloną, namówili ją na studia w Hiszpanii. Ze względu na różnice programowe musiała dużo nadrobić, zaliczyć, podciągnąć się z katalońskiego.
Ten okres w życiu wspomina jako zachłyśnięcie się sztuką, wolnością i życiem intelektualnym katalońskiego miasta. Kto wie, jakby pokierowała dalej swoim życiem, gdyby nie zapowiedź narodzin dziecka, która zawsze wywraca świat do góry nogami. Będąc już w stanie wysoko błogosławionym, zdała wszystkie egzaminy i zaczęła ze swoim chłopakiem nowe, dorosłe
życie.
Nowe miejsce - Calella de Mar
Choć bardzo dobrze czuła się w Barcelonie, uległa namowom partnera i wyjechała z nim do niewielkiego, nadmorskiego miasteczka – Calella de Mar.
Po drodze do stabilizacji finansowej Daniela zaliczyła pracę w różnych miejscach; były bary, restauracje, dwuletni romans z niemiecko-polską firmą, gdzie pracowali oboje z partnerem. Potem przez pewien czas pracowała u sprzedawcy foteli z masażem, który prezentował swoją ofertę hiszpańskim emerytom na wycieczkach.
Tę ostatnią pracę wspomina z uśmiechem i niedowierzaniem, że zdarzyła się naprawdę. Jej szef odstawiał taki teatrzyk traktując starszych ludzi, jak małe, niesforne dzieci, że Daniela po paru miesiącach oklaskiwania go na scenie, z ulgą zostawiła tamto zajęcie.
Dzisiaj twierdzi, że każda
praca coś jej dała i czegoś ją nauczyła. Choć czasem człowiekowi wydaje się, że marnuje czas, bo zajęcie poniżej kwalifikacji, bo pensja niewystarczająca, to przecież każde takie doświadczenie wnosi w życie coś nowego.
Teraźniejszość
Daniela od dwóch lat pracuje w katalońskiej firmie budowlanej, która specjalizuje się w w fasadach wentylowanych. To jedna z niewielu firm w tej branży, która prawie nie odczuwa kryzysu.
Pracuje jako urzędnik administracyjny i odpowiada za kontakty handlowe z Polską. Zajmuje się także tłumaczeniami tekstów technicznych i prawnych. Niedawno dowiedziała się, że po odbyciu kursu z zakresu prowadzenia kadr awansuje na stanowisko szefowej działu (recursos humanos). Kurs zaczyna się w październiku.
Czy w Polsce mogłaby osiągnąć coś lepszego, bardziej satysfakcjonującego moralnie i materialnie? Być może tak, ale życie to nie tylko praca mierzona wysokością wynagrodzenia, choć i na nie Daniela nie może narzekać.
Dla niej liczy się to, że znalazła stabilizację, że pomimo zakrętów w życiu osobistym znalazła spokój i miejsce pracy dające jej szanse rozwoju. Z pewnością za jakiś czas rozejrzy się za czymś bliższym swoim zainteresowaniom, na przykład związanym ze sztuką. Na razie podnosi swoje kwalifikacje, które przydadzą się w każdym miejscu. Nawet najlepsza znajomość języka kraju, w którym się mieszka, to jeszcze za mało.