Prokuratura Generalna, która niedawno wszczęła "dochodzenie" w sprawie domniemanej tragicznej śmierci w 1927 roku ojca litewskiej niepodległości Jonasa Basanavicziusa, upubliczniła materiały zebrane w toku prowadzonego badania. Potwierdzono, że zmarł on na zapalenie płuc, a nie zginął od kul polskiego szpiega.
Z dokumentów tych wynika, że prokuratorzy z wydziału ds. badań specjalnych ustalili, że "Jonas Basanaviczius zmarł na zapalenie płuc 16 lutego 1927 roku o godzinie 18.50". Podobną informację można znaleźć we wszystkich encyklopediach, jeśli tylko zawierają one hasło "Jonas Basanaviczius". Mówią o tym również wszystkie materiały biograficzne opisujące życie i śmierć patriarchy litewskiego odrodzenia narodowego.
Jak dotychczas okoliczności śmierci Basanavicziusa nie budziły żądnych wątpliwości - zmarł na zapalenie płuc w litewskim szpitalu w Wilnie i został pochowany na cmentarzu na Rossie.
Niemniej, 10 lipca grupa osób nazywających siebie Wspólnotą Mariampola złożyła w Prokuraturze Generalnej wniosek o wszczęcie dochodzenia w sprawie domniemanego zamordowania Basanavicziusa przez polskie tajne służby wojskowe.
"My, dzieci rolników powiatu mariampolskiego, zesłańcy na Sybir z 1948 roku, z uszanowaniem chylimy czoła przed sygnatariuszami, którzy w 1918 odrodzili litewską niepodległość. Owi prorocy naszego narodowego odrodzenia, nie zważając na rusyfikację przez rządy carskie, polonizację przez Polaków, szkodzenia przez Żydów, poprzez prasę podziemną, poprzez wędrownych księgarzy podnosili świadomość narodową, która doprowadziła do ogłoszenia niepodległości Litwy 16 lutego. Zawdzięczając wyłącznie ich działaniom
Litwa stała się pełnoprawnym krajem europejskim. Jesteśmy głęboko wstrząśnięci, gdy dowiedzieliśmy się, że oświatowiec naszego narodu, patriarcha Jonas Basanaviczius został w Wilnie zastrzelony sześcioma kulami przez członka polskiej tajnej służby wojskowej. Na protest Litwinów Polacy w sposób ultymatywny oświadczyli, że zabójca jest szaleńcem. I to wszystko wydarzyło się, gdy społeczność litewska obchodziła 9. rocznicę ogłoszenia niepodległości" - napisano w oświadczeniu grupy obywateli z Mariampola, aczkolwiek jako zwrotny jest podany adres w Kownie.
Na ujawnionych przez prokuraturę dokumentach nie ma natomiast nazwisk, czy jakichkolwiek innych danych personalnych autorów wniosku do Prokuratury Generalnej.
Swoją wersję śmierci Basanavicziusa wnioskodawcy opierają na wzmiance zawartej w książce "Przeklęci i namaszczeni" autorstwa skandalicznego pisarza i polityka Vytautasa Petkevicziusa. Po wojnie Petkeviczius działał w oddziałach NKWD zwalczających litewską niepodległościową partyzantkę. W wydanej już po śmierci Petkevicziusa w 2008 roku książce, jej autor stwierdził, że Polacy po pół roku wypuścili ze szpitala psychiatrycznego mordercę Basanavicziusa, który "wkrótce, za pieniądze niewiadomego pochodzenia, kupił sobie dworek".
"Dobrze wiemy, kim jest Polak i znamy jego wartość dla naszego narodu i historii. Dziś potrzebujemy prawdy, publicznego osądzenia i głosu sumienia ze strony władz naszego państwa" - napisali we wniosku "dzieci rolników powiatu mariampolskiego". Do wniosku dołączyli kserokopię strony z książki Petkevicziusa oraz kserokopię strony o Jonasie Basanavicziusie z jednej z encyklopedii. Jak wynika z adnotacji autorów, wniosek został sporządzony jeszcze 23 maja, lecz do prokuratury wpłynął dopiero 10 lipca.
Na podstawie tych papierów
Prokuratura Generalna rozpoczęła procedurę wyjaśnienia sprawy. Skierowano zapytanie do Centrum Rezystencji i Ludobójstwa z prośbą o przedstawienie ewentualnych materiałów źródłowych na potwierdzenie wersji zabójstwa Basanavicziusa zawartej w książce Petkevicziusa.
Inicjatywa prokuratury wywołał falę krytyki w mediach litewskich, które zarzuciły prokuratorom niekompetentność oraz próbę retuszowania po przez spektakularne działania swojej bezczynności w tzw. sprawach rezonansowych, jak na przykład zabójstwo na Białorusi litewskiego agenta służb specjalnych, który rzekomo sam wypadł z okna pokoju na 9. piętrze hotelu kontrolowanego przez białoruskie KGB.